Koniec fazy grupowej zwieńczyły pojedynki w grupie B. Ostatnia kolejka obfitowała w dużą liczbę goli, którą można obdzielić każdą z grup. Wszyscy byliby wtedy zadowoleni, a o rozczarowaniu nie byłoby wtedy mowy.
Spóźniony karnawał

O reprezentacji Brazylii można powiedzieć wiele. Poczynając od trenera, piłkarzy, jakich wybrał, oraz taktyki, którą stosuje. Mimo iż w składzie pojawiło się kilka potencjalnych perełek pod przewodnictwem Neymara czy Ganso, trener nie rezygnował z piłkarzy, którzy nie bardzo do reprezentacji pasują, jak Jadson czy Fred. W tle jednak dało się słyszeć głosy, że brak Hulka z FC Porto może utrudnić grę, zwłaszcza z rywalem, którego siła fizyczna jest głównym atutem. Pierwszy mecz w wykonaniu „Canarinhos” z Wenezuelą to była jedna wielka wtopa. Mimo iż były momenty ładnej, kombinacyjnej gry oraz gry z pierwszej piłki, to jednak sforsować defensywy Wenezueli się nie udało. Na nic zdały się sztuczki techniczne Ganso, który jak widać po przerwie spowodowanej kontuzją był jeszcze w nie do końca optymalnej formie. Także nie najlepiej wyglądał mecz z Paragwajem, lecz na szczęście ratunkiem okazał się, o zgrozo, Fred. Ponownie Brazylia wyglądała na lekko nieprzytomną, która stwarzała pozory gry w piłkę. Jednak, kiedy było potrzeba, trener Menezes zrobił wstrząs. Wynik 4:2 z Ekwadorem to była wisienka na torcie, która jednak smakowała jak porzeczka.

Z Brazylią jest kłopot niemal taki, jak sprzed czterech lat. W fazie grupowej drużyna grała dość podobnie i zbytnio nie eksploatowała się przed fazą pucharową. A ta zaprowadziła ich do zdobycia pucharu. Być może jest to sytuacja podobna, ale pewności nie mamy. Mimo iż trener jest najbardziej skory do rewolucji, nie daje dość dużej pewności samej ekipie. Lucio popełnia coraz więcej koszmarnych błędów, nie pilnuje krycia, a żeby było mało, problem jest także w pomocy. Lucas Leiva do spółki z Ramiresem bywają bardzo często statyczni aż do bólu. Normalnie zęby bolą, zwieracze pękają, gdy patrzy się na tę dwójkę, która w Anglii gra nieźle, a w kadrze od ponad roku piasek Sahary. I wreszcie ofensywa, w której Robinho ma problemy ze wszystkim, tylko nie z samym sobą, Pato, którego starania to za mało. I wreszcie Neymar, który dopóki nie trafi pod skrzydła porządnego trenera, którego będzie się słuchał, skończy jako model na wybiegu. Być może to jednak pozory, złudny obraz, ale na razie faworyci tej imprezy jak jeden mąż – grają do d…













