Polityka Bayernu na rynku transferowym jest oczywista i od lat znana – wykupować najlepszych piłkarzy w Niemczech, jednocześnie osłabiając swoich ligowych rywali. Czy w związku z tym Wolfsburg może czuć się zagrożony?Mario Götze i Robert Lewandowski – tych piłkarzy monachijski gigant ściągnął z zagrażającej mu przez trzy sezony Borussii Dortmund. Wiele mówiło się także o możliwym ruchu w tym samym kierunku Marco Reusa, a zapewne i Mats Hummels powędrowałby do Bayernu, gdyby nie jego osobista uraza do bawarskiego klubu. Obecnie BVB nie jest już jednak równorzędnym rywalem dla ekipy Guardioli. Choć oczywiście nikt nie wierzy, że do końca sezonu będzie okupować dół tabeli, to również nikt nie ma wątpliwości, że pewna era w Dortmundzie się skończyła. Dotrzymać kroku Bayernowi stara się teraz Wolfsburg. Czy to właśnie „Wilki” staną się kolejną ofiarą wyniszczającej polityki monachijczyków?
Pomimo szerokiej i bardzo wyrównanej kadry wcale nie jest to niemożliwe. Dość powiedzieć, że gdy rok temu do Wolfsburga przychodził Kevin de Bruyne, to tym samym odrzucił on ofertę… Bayernu. Wydaje się, że jego wybór był jak najbardziej słuszny – obecnie jest czołowym piłkarzem wicelidera Bundesligi. Rundę jesienną zakończył z największa liczbą asyst (10) i podań prowadzących do strzału (59) w całej lidze. Można z czystym sumieniem stwierdzić, że bez niego gra ofensywna Wolfsburga straciłaby przynajmniej z 3/4 swojej wartości. A w dodatku Belga w akcji bardzo dobrze się ogląda.
Czy jednak przy Thiago, Götzem, Schweinsteigerze, Alabie, Riberym, Robbenie, Shaqirim, Gaudino (uff) w kadrze łysego Katalończyka potrzebne są wzmocnienia na pozycji ofensywnego pomocnika? Mocno wątpliwe. Kto jednak bogatemu zabroni? Zresztą na przykładzie Barcelony czy wspomnianego już Dortmundu widać bardzo dobrze, że dobry zespół nie może pozostawać w stagnacji i musi dostawać nowe bodźce. Właśnie ta przeraźliwie szeroka kadra jest największym sprzymierzeńcem Wolfsburga. Szczęście w nieszczęściu „Wilków”, że tylko de Bruyne byłby w stanie realnie powalczyć o miejsce w pierwszym składzie Bayernu. W Monachium mogą interesować się jeszcze dwoma piłkarzami, ale ich ściągnięcie byłoby czystą fanaberią.
Pierwszym jest Ricardo Rodriguez, Szwajcar, który na dniach przedłuży kontrakt z klubem Volkswagena. Klauzula jego wykupu ma wynosić ok. 25 milionów euro, co jest dość sporą sumę jak na bocznego obrońcę. Nic jednak dziwnego – Rodriguez to na swojej pozycji top 3 Bundesligi i ścisła czołówka światowa, a ma dopiero 22 lata. Oprócz naturalnych atutów lewego obrońcy świetnie bije stałe fragmenty gry. Jednak sprowadzanie go do Monachium przy posiadaniu Alaby i Bernata byłoby ruchem co najmniej dziwnym.
Nieco lepiej wygląda więc kandydatura Robina Knochego. 22-latek, Niemiec, ze sporym potencjałem, czyli idealnie wpisujący się w założenia transferowe Bayernu. Choć chyba nie tak utalentowany jak Rodriguez, to pod okiem partnerującego mu Naldo cały czas się rozwija i jest zdecydowanie lepszym piłkarzem niż forowany przez Joachima Löwa Antonio Rüdiger. Czyni użytek ze swoich 190 centymetrów wzrostu, coraz lepiej radzi sobie z kryciem rywali, a także wyprowadzaniem piłki, choć w tym elemencie ma akurat jeszcze spore rezerwy. Byłby dla Bayernu ciekawą opcją, gdyby Guardiola zdecydował się na przykład zrezygnować z Dantego.









