Herzlich willkommen, Bundesliga! – wykrzyknęli kibice w stronę niemieckiej ekstraklasy, którą znowu będą mogli śledzić. Co nas czeka w najbliższych miesiącach? Kto wywalczy sobie miejsce w reprezentacji na mistrzostwa Europy? Czy „Lewy” zdobędzie koronę króla strzelców? Kto spadnie? Kto zagra w Lidze Mistrzów? Ile osób, tyle pytań. Spróbowaliśmy odpowiedzieć na kilka z nich.
Komu Liga Mistrzów…
Bayern Monachium zgarnie mistrzostwo Niemiec – w lepszym lub w gorszym stylu. Co do tego nikt nie ma prawa mieć żadnych wątpliwości. Na Allianz Arena musiałoby spaść siedem egipskich plag (tylko czy siedem wystarczy?), by chociaż powoli likwidować bawarski monopol w Bundeslidze. Podopieczni Pepa Guardioli spokojnie okupują fotel lidera i mogą myśleć o fazie grupowej Champions League w przyszłym sezonie. Jedna z czterech niewiadomych wyjaśniona. Co z pozostałymi trzema miejscami?
Do auta pędzącego na europejskie salony wsiada w żółto-czarnej koszulce Thomas Tuchel. Dortmundzka machina rozpędziła się po odejściu Juergena Kloppa, a zmiana trenera znakomicie wpłynęła na drużynę. Minimalnie zmieniona taktyka i przeniesienie Pierre-Emericka Aubameyanga na szpicę okazało się strzałem w dziesiątkę – BVB jest w tej chwili najskuteczniejszym zespołem ligi, jednak jeśli marzy o powtórce europejskiego sukcesu, musi zdecydowanie popracować nad obroną, która wciąż nie działa do końca tak, jak powinna.
Jeśli kawał dobrej roboty w wykonaniu „Kloppo” był genialny, to działania Schuberta w Borussii Moenchengladbach należałoby opisać słowami, które nie nadają się do publikacji na łamach naszego portalu. Trudno mówić o dołku formy ekipy Luciena Favre’a na początku tego sezonu – to był prawdziwy krach! Szwajcar doskonale wiedział, jak jego odejście zadziała na drużynę i nie mylił się. Andre Schubert podniósł „Źrebaki” nie tylko z kolan, ale sprawił, że znowu mogą trzymać wysoko głowę i bić się o Champions League, do której po latach wrócili w tym sezonie. Podobno nic dwa razy nie zdarza się przez przypadek. A to jest już kolejny sezon, gdy „Die Fohlen” prezentują się ze znakomitej strony i nie chodzi tu tylko o zwycięstwo z Bayernem.
Hertha Berlin wcisnęła się do samochodu na gapę. Stolica Niemiec dawno już nie gościła najlepszych drużyn ze Starego Kontynentu i jeżeli nikt nie będzie próbował zniweczyć ciężkiej pracy Pala Dardaia, Champions League rzeczywiście może z powrotem zawitać na Stadion Olimpijski. Wielka w tym zasługa Węgra i iworyjskiego napastnika Salomona Kalou, który odbudował się pod rządami Madziara. Swoje trzy grosze do sukcesu dorzuca również doskonale kojarzony przez fanów niemieckiego futbolu Vedad Ibisević. Czy mieszanka młodych wilków ze starymi wygami pozwoli wrócić na salony?











