Brzęczyszczykowski, czyli wujek podaj gałę


Powołania – plan selekcjonera czy brak wyboru?

10 października 2018 Brzęczyszczykowski, czyli wujek podaj gałę

Czas na kolejne mecze w Lidze Narodów, czyli znów słychać zewsząd jedno zdanie, które rozbrzmiewa donośnie: Powołał Kubę, a nie mówiłem, że powoła? Wobec tego jakże istotnego faktu, o ironio, milknie dyskusja o taktyce, o zgrupowaniu, o czysto piłkarskim aspekcie czekających nas meczów. Przy okazji rykoszetem dostają zawodnicy, którzy podobnie jak Błaszczykowski nie grają w klubach. Krytyka wyborów selekcjonera jest wszechobecna. Czy słusznie?


Udostępnij na Udostępnij na

„Jeśli Kuba nie będzie grał w klubie, nie będę go powoływał”

Selekcjoner, jakże uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony do mediów, popełnił błąd. Jedno zdanie wypowiedziane podczas wizyty w Cafe Futbol po meczach z Włochami i Irlandią. Teraz obojętnie czego nie zrobi czy nie powie, to zdanie będzie odbijać się czkawką przez bardzo długi czas. Wszelkie dywagacje na temat składu osobowego obecnej reprezentacji schodzą na boczny tor, bo: Brzęczek powołał siostrzeńca. 

Zadajmy sobie pytanie czy to aż takie dziwne? Chyba tylko ktoś naiwny spodziewał się, że zabraknie powołań dla Kuby. Sam osobiście brałem to za pewnik, nawet byłem przekonany, że dla byłego kapitana znajdzie się miejsce w jedenastce na pierwszy mecz w Lidze Narodów. Bo po prostu musiało się znaleźć. Dlaczego? Otóż w obecnym stanie posiadania polskiej piłki strzałem w stopę byłoby pominięcie takiego gracza. Nie mówię tu o obecnej formie, ale Kuba jest potrzebny tej grupie ludzie. Może nie jako pierwszy wybór, ale jego obecność i stosunek do młodszych piłkarzy są nieocenione. Jednak i on, i selekcjoner muszą zdawać sobie sprawę, że czas  bezpowrotnie mija.

Brak alternatywy?

Powołanie byłego gracza Dortmundu to jedno, jednak obecność w kadrze kilku innych nazwisk trudno zrozumieć. Nie przekonują mnie do końca argumenty o słabości polskiej piłki, o braku odpowiednich kandydatów na niektóre pozycje. Czas po przegranym mundialu należy wykorzystać na zmiany personalne w ekipie, która chyba się wypaliła mentalnie. Służyć do tego miała Liga Narodów, po macoszemu traktowana nawet przez prezesa PZPN. Nie można jednak zmianą warty nazywać powoływanie zawodników, którzy od jakiegoś czasu murawę widzą tylko na treningu lub z perspektywy ławki bądź, co gorsza, trybun.

Arkadiusz Reca, młody, perspektywiczny gracz. Materiał na lata dla reprezentacji? Czyżby? Notorycznie odsyłany na trybuny w Atalancie Bergamo. Od poprzedniego zgrupowania nie zagrał ani minuty w klubie.

Rafał Kurzawa, na siłę kreowany jako skrzydłowy, brak ogrania w Amiens. Próbujący odszukać formę po odejściu z Górnika Zabrze.

Czy wreszcie powołany w ostatniej chwili Bartłomiej Drągowski, zagubiony w realiach Serie A, którego występy między słupkami Fiorentiny można policzyć na palcach jednej ręki.

Podałem nazwiska tylko tych piłkarzy jako przykład, bo można by wymienić jeszcze kilka innych. Analizując występy wybrańców selekcjonera w ostatnim okresie w klubach nasunęło mi się pytanie o stan posiadania polskiego futbolu. Nie jestem zwolennikiem drastycznej teorii „nie grasz w klubie, nie grasz w kadrze”, ale czy naprawdę musimy się posiłkować graczami, którzy szczerze mówiąc nie przyprawiają o zachwyt, nawet jakby zaliczali występy w każdej kolejce ligowej.

Czyżby prozaiczny brak alternatywy? To pierwsze przychodzi na myśl. Brzęczek obraca się w kręgu tych samych nazwisk. Korzysta ze szkieletu drużyny zbudowanej przez Adama Nawałkę, bo po prostu nie ma innego wyboru. Owszem, wprowadził do tej grupy kilku swoich wybrańców. Gra na nosie mediom i opinii publicznej, wysyłając powołania na trybuny czy na ławkę Atalanty, Fiorentiny, Amiens, Southampton z prostego powodu: brak świeżej krwi, brak perspektywicznych graczy mogących unieść ciężar gry w narodowych barwach. Łatwo jest rzucać sloganami typu: czas na młodszych, ale jakże trudno to zrealizować, kiedy horyzont pusty (patrz: U-21).

Świetlana czy mroczna (przyszłość)

Podsumowując, można użyć sloganu: Brzęczek zdobędzie minimum 4 punkty w dwóch meczach, to się obroni. Zbyt proste to jednak. Na tu i teraz argumentacja taka wystarczy, jednak nie trzeba być wielkim znawcą futbolu, aby stwierdzić, że tylko będący w grze piłkarze dają wymierną wartość. Na dłuższą metę powoływanie zawodników, których liczba minut spędzonych na boisku w klubie jest niewielka lub zerowa, to droga donikąd. Ba, droga powrotna do trzeciego koszyka podczas losowania. Dotyczy to zawodników w szczególności na dorobku, potrzebujących gry jak ryba wody. Ci bardziej doświadczeni (Błaszczykowski, Grosicki) prędzej czy później się odnajdą, ale w przypadku graczy młodszego pokolenia, mających problemy ze znalezieniem uznania w oczach klubowych trenerów, problem istnieje.

Ze zniecierpliwieniem czekam na jutrzejszy mecz z Portugalią. Oczekuję podjęcia ryzyka ze strony selekcjonera. Czyli zmiany taktyki, wykorzystanie walorów będącego w gazie Krzysztofa Piątka czy ustawieniu na lewej stronie obrony Pawła Olkowskiego bez forowania na siłę Arkadiusza Recy.

Już jutrzejszy mecz może dać po części wiele odpowiedzi dotyczących przyszłości Jerzego Brzęczka i jego wyborów personalnych. Przyszłości, mam głęboką nadzieję, świetlanej.

Komentarze
Jaca (gość) - 2 miesiące temu

Ciekawie sformułowana teza,że selekcjoner nie ma kogo powołać,więc bierze piłkarzy z ławki.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze