Bogdanka Łęczna pokonała na swoim stadionie bydgoskiego Zawiszę 4:2, podkreślając tym samym aspiracje do walki o awans do ekstraklasy. Warto podkreślić, że mecz prezentował bardzo wysoki poziom, można nawet powiedzieć, że był on godny najwyższej klasy rozgrywkowej.
Początek spotkania cieszył oko kibica. W każdym kopnięciu było widać determinację, a w każdej próbie odebrania piłki można było zauważyć pozytywną agresję. Z czasem jednak zawodnicy popadli w przeciętność i na boisku zrobiło się zwyczajnie i nudno. W 25. minucie dość niespodziewanie Zawisza wyszedł na prowadzenie. Dośrodkowanie Oleksego wykończył Ilków-Gołąb i wynik meczu uległ zmianie. Bydgoscy fani nie cieszyli się z prowadzenia zbyt długo. 60 sekund później doskonałe podanie otrzymał Michał Zuber i w sytuacji jeden na jednego pokonał Andrzeja Witana.

Na kolejne zaskakujące wydarzenia trzeba było czekać do drugiej połowy meczu. Było jednak warto, bo emocje były przednie. Najpierw tuż po wznowieniu gry strzelał Renusz, ale był to strzał, który mógł zaskoczyć golkipera Zawiszy. Następnie rzut wolny z 20 metrów wykonywali bydgoszczanie, lecz uderzenie Gewrgyana trafiło wprost w ręce Sergiusza Prusaka. Były reprezentant Polski mógł zrehabilitować się dwie minuty później, ale w doskonałej sytuacji przegrał pojedynek z bramkarzem rywali. Później jeszcze lepszą okazję do zdobycia gola miał Adrian Błąd, jednak nawet najlepszy strzelec czwartej drużyny I ligi nie potrafił przechytrzyć świetnie dysponowanego golkipera Bogdanki.
Wymiana ciosów przyniosła efekt w 61. minucie. Wówczas w polu karnym Zawiszy przewrócił się Adrian Paluchowski, a sędzia wskazał na wapno. Z 11 metrów pewnie uderzył kapitan gospodarzy Veljko Nikitović. Wyglądało na to, że w Łęcznej będzie wieczorem wielkie święto. Radość trwała siedem minut. Po rzucie rożnym największym sprytem w polu karnym wykazał się Oleksy i rewelacyjny do tej pory Prusak musiał wyciągać piłkę z siatki.
Łęcznianie szybko chcieli się zrewanżować i w ciągu kilku minut przeprowadzili trzy niezwykle groźne akcje. Raz próbował Paluchowski, a dwa razy na prowadzenie gospodarzy mógł wyprowadzić Łuczak. W 81. minucie sprawdziło się przysłowie „do trzech razy sztuka” – trzecie podejście Łuczaka zakończyło się sukcesem. Pomocnik Bogdanki popisał się pięknym uderzeniem z woleja z odległości 25 metrów. Bramkarz był bez szans, piłka zatrzepotała w siatce.
Od tej pory nie było już wątpliwości, kto zgarnie dziś trzy punkty. Bogdanka prowadziła i wciąż atakowała. W doliczonym czasie gry po faulu na Oziemczuku arbiter podyktował drugi w tym meczu rzut karny i skutecznie egzekwujący „jedenastkę” Nikitović podwyższył rezultat na 4:2. Chwilę później po faulu w obrębie 16 metrów na Paluchowskim Nikitović miał szansę skompletować hat-tricka, ale tym razem kapitan gospodarzy nie trafił w bramkę.











