W niedzielnym spotkaniu 18. kolejki I ligi Bogdanka Łęczna na własnym stadionie zremisowała z Miedzią Legnica 2:2. W bardzo emocjonującym meczu mieliśmy wszystko: bramki, kartki, efektowne zagrania i szybkie zwroty akcji. Goście prowadzili już 2:0, ale stracili aż trzech piłkarzy i w ostatecznym rozrachunku zdobyli tylko punkt.
Od początku meczu zdecydowaną przewagę mieli goście. To Miedź inicjowała grę i była przy piłce. Piłkarze Bogusława Baniaka upodobali sobie rajdy skrzydłami, na których brylował Zasada, a podania mądrze rozdzielał Madejski. Co ciekawe, zazwyczaj to łęcznianie na swoim stadionie prowadzili atak pozycyjny, ale w tym meczu byli zmuszeni do gry z kontry. Starania gości przyniosły skutek już w 19. minucie. W polu karnym był faulowany Nowacki, a rzut karny na bramkę pewnym strzałem zamienił Grzegorzewski. Legniczanie nie spoczęli na laurach i już dziesięć minut później prowadzili 2:0. W sytuacji sam na sam po podaniu Nowackiego znalazł się Zasada i uderzeniem w długi róg pokonał bramkarza Bogdanki. Gospodarze w tym fragmencie meczu byli zupełnie nieporadni.

Po dwóch kwadransach łęcznianie wyszli z własnej połowy i mieli kilka stałych fragmentów gry. Nie zdołali jednak strzelić kontaktowej bramki, a futbolówka ponownie przeniosła się pod pole karne Prusaka. Gospodarze mieli jednak trochę szczęścia i od 37. minuty po drugiej żółtej kartce dla Banego grali w przewadze. Podopieczni trenera Rzepki przeszli więc do ofensywy, mając nadzieję, że mecz nie jest jeszcze przegrany. W doliczonym czasie gry Renusz powinien był strzelić gola, ale Ptak popisał się znakomitą interwencją. Moment później bramkarz Miedzi nie miał już jednak nic do powiedzenia. Po wrzutce z narożnika piłka spadła pod nogi Zubera, który zdobył kontaktową bramkę. Do przerwy „Miedzianka” prowadziła 2:1, lecz druga część spotkania zapowiadała się bardzo interesująco.
Na drugą połowę trener Bogdanki posłał w bój kolejnego napastnika, a gospodarze rozpoczęli walkę o wyrównanie. W 56. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Kamil Oziemczuk, ale nie potrafił pokonać Ptaka. Sześć minut później po rzucie rożnym zakotłowało się w polu karnym Miedzi, jednak i tym razem golkiper gości zachował się bez zarzutu. Piłkarze „Miedzianki” również nie pozostawali dłużni i starali się skutecznie kontrować. W 63. minucie groźnie z dystansu uderzał Madejski, ale jego strzał nieznacznie minął słupek. Na murawie w Łęcznej robiło się coraz bardziej nerwowo, a co za tym idzie – wzrosła też liczba żółtych kartek.
W 69. minucie gospodarze doprowadzili do wyrównania, po raz drugi wykorzystując rzut rożny. Po dośrodkowaniu Nikitovicia najwyżej w polu karnym wyskoczył zupełnie niekryty Kalkowski i spokojnie umieścił piłkę w siatce. Po tym golu w środku boiska doszło do spięcia, po którym o mało co nie zaczęła się bójka. Skutecznie interweniował arbiter i pokazał zwaśnionym stronom po żółtej kartce. Niecały kwadrans przed końcem Bartczak w ciągu dwóch minut otrzymał drugą żółtą kartę i goście byli zmuszeni do gry w dziewięciu. Oznaczało to, że piłkarze trenera Baniaka skupili się wyłącznie na bronieniu remisowego wyniku. W doliczonym czasie gry Miedź straciła trzeciego zawodnika – z boiska wyleciał Wołczek za uderzenie Palucha łokciem w twarz.










