„To je circus!” – krzyczał Chorwat, gdy jeszcze mieliśmy okazję dokładnie przyglądać się jego pracy w ekstraklasie, i za takie zwroty został zapamiętany. Zawsze pewny siebie, niezwykle charakterny, niełatwo przychodziło mu przegrywanie i często obwiniał za porażki wszystkich wokół, tylko nie siebie. W jednym z wywiadów przyznał, że po przegranym finale Pucharu Polski z Arką Gdynia nie mógł spać przez dwie noce. W Poznaniu nie zdobył żadnego trofeum, ale gdy odchodził z Lecha, zdania kibiców na ten temat były podzielone. Dziś już wiemy, że lepiej na tym wszystkim wyszedł Bjelica, u którego od tamtego czasu działo się naprawdę wiele.
Piłka nożna dla Bjelicy jest wszystkim, poświęcił jej całe życie. Od małego trenował, dzięki czemu został piłkarzem. Co prawda nie był zawodnikiem wyśmienitym, nie został zapamiętany w Europie jako wielka osobowość, ale w kilku poważnych ligach zagrał, reprezentował swój kraj na Euro 2004, wyciągnął więc ze swojej kariery i tak sporo. Po zakończeniu epizodu kariery piłkarza momentalnie został trenerem. Trenerem niezłym, cały czas się rozwijającym, budującym swoją renomę, który nie boi się wyzwań. Sprawia również wrażenie, że w tej roli odnajduje się idealnie, ma kontakt z mediami, urozmaica konferencje, aż radość bierze, że mieliśmy go u siebie – w Polsce.
Życie po „Kolejorzu”
W Lechu odchodził jako „przegrany”, ale od tamtego czasu wiele wody upłynęło i postrzeganie jego osoby w Poznaniu również się zmieniło. Dziś takiego trenera przyjęto by z ucałowaniem ręki, ale Chorwat nie jest już osiągalny dla żadnej drużyny w Polsce. Nowe zatrudnienie po zwolnieniu znalazł błyskawicznie, zgłosiło się po niego Dinamo Zagrzeb i co by nie mówić, nie był to jeden krok w przód, a kilka. W końcu przeszedł do klubu, który jest potęgą w swoim kraju, ale i w Europie pokazuje się z dobrej strony. W swoim pierwszym sezonie razem z Dinamo zdobył mistrzostwo i Puchar Chorwacji. Rok później zdobył już tylko mistrzostwo. Wielu złośliwych mogłoby powiedzieć, że to żaden sukces, w końcu dla takiego klubu jak Zagrzeb mistrzostwo ligi to obowiązek. I oczywiście po części mieliby rację, ale właśnie to leży w obowiązku trenera i Chorwat swoje obowiązki spełniał bardzo dobrze.
Skandaloza! – czyli o zwolnieniu z Dinamo
Nim przejdziemy do tego, w jakich okolicznościach rozstano się z Chorwatem, trzeba wspomnieć jeszcze o jednej bardzo ważnej sprawie. Bjelica pochodzi z Osijeka, to tam zaczynał swoją przygodę z piłką w miejscowym NK Osijek. Przyjmując ofertę od ligowego rywala, bardzo mocno naraził się byłym kibicom. Doszło nawet do tego, że na muralu poświęconym zasłużonym piłkarzom klubu został przekreślony. Trzeba więc przyznać, że Chorwat przyjmując ofertę z Dinamo, postawił na szali naprawdę wiele.
W momencie, kiedy został zwolniony, jego drużyna miała przewagę 18 punktów nad drugim miejscem, nie chodziło więc o grę. „Jabłkiem niezgody” były oczywiście pieniądze. Nastąpiła pandemia koronawirusa, w skarbcu zaczynało ubywać funduszy i rozpoczęto szukanie cięć. Chciano zmniejszyć pensje sztabowi trenerskiemu, jednak ci nie zgodzili się na nowe warunki. Zwolniono więc wszystkich współpracowników Bjelicy, aby wymusić na nim samowolne odejście. Znamy temperament Chorwata, ten oczywiście się nie ugiął, więc klub ostatecznie sam się go pozbył.










