Za nami pierwsze mecze ćwierćfinałowe piłkarskiej Ligi Mistrzów. Emocji było mnóstwo, bramek sporo, żaden zespół nie może być pewny awansu do dalszej fazy. Oby dzisiaj – w prima aprilis – podobne widowiska było dane nam oglądać w ćwierćfinałach Ligi Europejskiej. Szanse na to są spore, bowiem mecze 1/8 finału tych rozgrywek z pewnością nie zawiodły.
Fulham Londyn – VfL Wolfsburg
Bodaj największą niespodziankę w poprzedniej fazie turnieju sprawił średniak z Premiership, londyński Fulham, który dzięki zwycięstwu 4:1 pozbawił marzeń wielki (jeszcze do niedawna) Juventus Turyn. Włosi w tym pojedynku szybko stracili filar obrony, czyli leciwego Fabio Canavaro, który przy wyniku 1:1 obejrzał czerwoną kartkę. Londyńczycy skwapliwie skorzystali z osłabienia rywala, wygrali dwumecz i teraz stoją przed szansą awansu do półfinału pierwszej edycji Ligi Europejskiej. W Premiership zespół Roya Hodgsona przegrał co prawda ostatnie dwa spotkania, ale nie można wykluczyć, iż było to spowodowane oszczędzaniem sił na nadchodzący pojedynek na międzynarodowej arenie.
Przeciwnikiem angielskiej ekipy będzie wciąż aktualny mistrz Niemiec, VfL Wolfsburg. „Wilki” z kolei po zaciętym spotkaniu zakończonym dogrywką, wyeliminowały rzutem na taśmę (gol Gentnera w przedostatniej minucie) mistrza Rosji, Rubin Kazań, w składzie którego do 98. minuty nieźle poczynał sobie Rafał Murawski. Piłkarze z Tatarstanu objęli nawet prowadzenie, ale Wolfsburg wykazał więcej determinacji, a także – podobnie jak Fulham – umiał wykorzystać w końcówce grę w przewadze. W Bundeslidze „Wilki” niedawno co prawda skompromitowały się, przegrywając 1:5 z czerwoną latarnią ligi, Herthą, ale ostatnie zwycięstwo nad Mainz wskazuje, że piłkarze z miasta Volkswagena powoli wracają na właściwe tory. Kibice z pewnością swe nadzieje pokładają w Edinie Dżeko, który już od kilku tygodni prezentuje niezmiennie wysoką formę. Czy wystarczy ona na Fulham?
Hamburger SV – Standard Liege
Drugim przedstawicielem naszych zachodnich sąsiadów w ćwierćfinale Ligi Europejskiej będzie zespół HSV Hamburg. Zespół Bruno Labadii przegrał ostatnio co prawda z Anderlechtem w Brukseli 3:4, ale dwubramkowa zaliczka z pierwszego meczu w Hamburgu pozwoliła mu awansować do dalszej fazy turnieju. Zarówno u siebie, jak i w rewanżu HSV strzeliło po trzy bramki, co wskazuje, jak ofensywny futbol gra ta drużyna. Niestety, w meczu ćwierćfinałowym zabraknie jednego z filarów zespołu, reprezentanta Niemiec Marcella Jansena, który wskutek kontuzji może stracić finały MŚ. W Bundeslidze HSV przegrało ostatnie spotkanie z Borussią Moenchengladbach, jednak w pojedynku pucharowym zawodnicy z pewnością zagrają z większym zaangażowaniem.
Rywalem piłkarzy z Nordbank Arena będzie po raz kolejny drużyna z Belgii, tym razem aktualny jeszcze mistrz tego kraju, Standard Liege. Podopieczni Laszko Boloniego w 1/8 finału mierzyli się z Panathinaikosem Ateny i już w pierwszym spotkaniu w stolicy Grecji wywalczyli sobie solidną zaliczkę (3:1), której nie zaprzepaścili na własnym stadionie (zwycięstwo 1:0). Niezbyt miarodajne będzie powoływanie się na pozycję Standardu w lidze, gdyż w tym sezonie walkę o mistrzostwo kompletnie odpuścił – czego dowodem miejsce w środku 20-zespołowej tabeli – skupiając się na występach w Europie. Bodaj najlepszymi piłkarzami mistrza Belgii są kapitan Steven Defour, napastnik Milan Jovanović oraz doskonale nam znany Axel Witsel, którego obecność w składzie Standardu gwarantuje, iż w Hamburgu będą trzeszczeć kości.










