Athletic po zaciętej potyczce pokonał Sevillę 1:0. Jedyną bramkę zdobył na początku drugiej odsłony Fernando Llorente po dośrodkowaniu Markela Susaety. Podopieczni Bielsy wygrali zasłużenie, a dzięki wywalczonym trzem punktom wciąż mogą mieć nadzieję na awans do przyszłej edycji Champions League.
Wielkanocny pojedynek Athleticu z Sevillą zapowiadał się bardzo ciekawie. Chociaż Baskowie wyraźnie odpuścili sobie zmagania ligowe, zadowalając się miejscem w Lidze Europy zagwarantowanym dzięki awansie do finału Copa del Rey, nie mogli przecież w nieskończoność tracić punktów – kibice by im tego nie wybaczyli. W ostatniej kolejce podopieczni „El Loco” musieli uznać wyższość Barcelony, która wygrała z Bilbao 2:0. W poprzednich trzech starciach La Liga zdobyli w sumie tylko jeden punkt. Co ciekawe, także ekipa z Andaluzji przegrała z Katalończykami 0:2, jednak poprzednie trzy mecze kończyła z kompletem oczek na koncie, za każdym razem aplikując rywalowi po trzy bramki. Michel, trener sewilczyków, mimo licznych absencji desygnował na plac gry ofensywą jedenastkę. Również Marcelo Bielsa wytoczył najcięższe działa, mając zapewne jeszcze cień nadziei na przyszłoroczny występ w Lidze Mistrzów.

Już w 2. minucie szybkim rajdem ruszył Manu del Moral, który następnie, już w polu karnym, odegrał do Negredo, ale Hiszpana skutecznie powstrzymał jeden z obrońców gospodarzy. W kolejnej akcji na spalonym został złapany Iker Muniain. Obie drużyny ambitnie wyszły do przodu, chcąc jak najszybciej otworzyć wynik starcia. Niezwykle blisko było w 6. minucie – po strzale del Morala i błędzie Gorki Iraizoza, który wybił piłkę przed siebie, dobijał Alvaro Negredo. Na szczęście dla „Lwów”, zrobił to niecelnie. Po niecałych dziesięciu minutach Muniain sprytnie podał do Llorente, który uderzył w wprost w bramkarza. Spotkanie na San Mames było bardzo wyrównane i – jak zwykle w wypadku Basków – szalone, futbolówka błyskawicznie przenosiła się bowiem z jednej strony boiska na drugą. Po kwadransie gra nieco się uspokoiła, fanów obudził dopiero Kanoute, przyjmując piłkę ręką, za co otrzymał od katalońskiego arbitra żółtą kartkę. Trzy minuty później obiecującą akcję przeprowadzili Oscar de Marcos z Ikerem Muniainem, lecz w ostatniej chwili Navarro wyprzedził w wyścigu do piłki Fernanda Llorente.
W 26. minucie błąd w „szesnastce” popełnił Fazio, który praktycznie podał do Andera Herrery. Pomocnik Athleticu nie skorzystał jednak z prezentu i posłał piłkę w trybuny. Chwilę później Iturraspe przed bramką odegrał do Llorente, a niebieskooki zawodnik zdołał jeszcze czubkiem buta trącić futbolówkę, która trafiła w poprzeczkę. Nastąpił okres przewagi ekipy z Kraju Basków. Odpowiedzią Sevilli był atak, po którym przestrzelił Negredo. Gdyby piłkarze wykorzystali niewielką część stworzonych do tej pory sytuacji, każdy zespół miałby na koncie już po kilka strzelonych goli. W 40. minucie po faulu Medela na rozpędzonym Muniainie Chilijczyk otrzymał żółty kartonik, a „Los Leones” – rzut wolny. Do piłki podszedł Markel Susaeta, jednak pomylił się o mniej więcej metr. W samej końcówce pierwszej połowy kolejny błąd popełnił Rakitić, który nie spisywał się tego wieczora najlepiej. Przed przerwą żadnej drużynie nie udało się trafić do siatki. Mimo lepszego początku gości z Sewilli z minuty na minutę coraz bardziej rozkręcał się Athletic, który pozostawił po sobie minimalnie lepsze wrażenie.










