Bielsko wygrało, 2. Ligę rozjechało. „Górale” przypieczętowali awans do wyższej ligi


Podbeskidzie po awansie w świetnym stylu buduje kadrę na kolejny sezon

14 lipca 2026 Bielsko wygrało, 2. Ligę rozjechało. „Górale” przypieczętowali awans do wyższej ligi
Szymon Jaszczurowski

Marcin Włodarski, czyli ojciec sukcesu Podbeskidzia bardzo szybko stał się ulubieńcem kibiców. W bardzo krótkim czasie potrafił stworzyć z bielszczan maszynę do wygrywania, która z tymi najlepszymi grała jak drużyna z wyższej ligi. W finale baraży Podbeskidzie uczyło Sandecję jak gra się futbol oparty na pressingu, intensywności i motywacji. Po bardzo dobrym okresie i przypieczętowanym awansie udało się przedłużyć kontrakty z największymi gwiazdami, jak i samym trenerem. Dodatkowo, jeśli weźmiemy pod uwagę dokonane transfery to zauważymy, że klub nie chce popełnić błędów z ostatnich okienek transferowych i już teraz praktycznie domknął kadrę.


Udostępnij na Udostępnij na

„Naszą największą chwałą nie jest to, że nigdy nie upadamy, lecz to, że podnosimy się za każdym razem, gdy upadniemy.” Powyższe słowa Konfuncjusza trafnie wpisują się w historię Podbeskidzia, które po spadku z 1.Ligi miało ogromne problemy finansowe, organizacyjne i nie potrafiło odnaleźć swojej tożsamości na boisku. „Górale” po wstydliwym spadku z 1. Ligi byli pogrążeni w chaosie. Klubem zarządzały niekompetentne osoby, które nie miały bladego pojęcia o funkcjonowaniu klubu piłkarskiego, a ich decyzje były delikatnie mówiąc słabe. Z kolei piłkarze grający w drużynie spod Klimczoka pokazywali się z najgorszej możliwej strony, często nie „dojeżdżając” na mecze, czego idealnym zwieńczeniem były blamaże z GKS-em Katowice, czy z Miedzią Legnica.

Tak prawdę mówiąc, pierwsze w historii derby Bielska-Białej były punktem zwrotnym w historii klubu, gdyż po kompromitacyjnych organizacyjnie wydarzeniach rada nadzorcza klubu ogłosiła konkurs na nowego prezesa. Krzysztof Sałajczyk po wygranej od początku postawił na profesjonalizację, radykalizację i kompetencję swoich działań. Klub zaczął w końcu oddychać swoim własnym tchem i choć nie udało się awansować do wyższej klasy rozgrywkowej, to można było mieć nadzieje, że z odpowiednim sternikiem klub jest w dobrych rękach.

Jedna runda słodsza od drugiej

Pierwsza połowa sezonu 25/26 nie zaczęła się najlepiej. „Górale” zanotowali falstart sezonu i sromotnie przegrali dwa pierwsze mecze. W kolejnej części sezonu doszły wstydliwe porażki z Sokołem Kleczew i GKS-em Wikielec, które na dobre pogrzebały nadzieje na pozostanie na stanowisku trenera pierwszej drużyny Krzysztofa Brede. Kiedy w listopadzie nad klubem spod Klimczoka pojawił się biały dym nic nie zwiastowało, że nowym trenerem pozostanie Marcin Włodarski.

Szkoleniowiec od samego początku dał do zrozumienia, że obecny stan rzeczy jest nie do zaakceptowania i trzeba radykalnie zmienić system gry. Postawił na ofensywny styl gry, konkrety i wykorzystanie wszechstronności środka pola oraz skrzydłowych. Efekt? Drużyna stała się konkretna, wyrachowana i pewna swego. Futbol oparty na pressingu przynosił efekty, gra Marcinem Urynowiczem na pozycji numer 8/10 dała drużynie ogrom możliwości nie tylko w fazie ataku, ale i grze w destrukcji. Duża zasługa tutaj właśnie Marcina Włodarskiego, który stworzył z zawodnika piłkarza kompletnego, który wcześniej był cieniem samego siebie.

Norbert Barczyk / PressFocus

Pomocne było także przejście na grę trójka stoperów, gdzie ogromną rolę odegrał Kacper Gach. Zawodnik z pozoru niewidoczny, który może być raczej określany mianem „żołnierza” Podbeskidzia. Trudno też nie odśnieżać wrażenia, że Kacprowi najbardziej pasuje gra w TSP, bo właśnie w drużynie z Rychlińskiego idzie mu w jego karierze najlepiej. Można było mieć wątpliwości co do tego rozwiązania, bo przecież Gach nie był środkowym obrońcą. Jednakże w parze z Kamilem Sochaniem i Marcinem Biernatem piłkarz dojrzał, stał się bardziej wyrachowany i ciężko było nie mówić o tym, że Kacper Gach wybronił się swoją dyspozycją.

Architekt Marcin Włodarski

Kiedy wspomniałem już o Kacprze Gachu i Marcinie Urynowiczu, nie sposób nie wspomnieć o osobie Lucjana Klisiewicza, który z zawodnika irytującego stał się napastnikiem pracującym dla zespołu. Ale od początku. Klisiewicz przychodził do Podbeskidzia z Puszczy Niepołomice. Miał na koncie awans z tą drużyną do ekstraklasy przeciwko Wiśle Kraków. Dodatkowo występował wcześniej w Skrze Częstochowa i Stali Stalowa Wola. Nie miał jednak tam ogromnego dorobku, można rzec, że był przeciętny. Podbeskidzie ściągając go do siebie liczyło, że będzie on dobrym wyborem głównie ze względu na swoją posturę. Z początku był irytujący, nieporadny i mocno drewniany. Często denerwował kibiców swoją nieskutecznością. Wielu zaczęło porównywać go do Miroslava Ilicicia, czy Marco Torro, którzy w sezonie spadkowym występowali w Podbeskidziu. Podobieństwo wynikało głównie z nieskuteczności, czy też nieporadności, a nie umiejętności, gdyż te miał na znacznie wyższym poziomie.

Po przyjściu trenera Włodarskiego, „Lucek” przeszedł prawdziwy renesans formy. Stał się napastnikiem potrafiącym wykorzystać swoje warunki fizyczne do gry tyłem względem bramki przeciwnika. Szybkościowo również nie odstawał. Kluczowe było jednak moim zdaniem znalezienie idealnego partnera do gry pod Klisiewicza. Oskar Tomczyk, swoją walecznością i wybieganiem spowodował, że Lucjan zaczął grać inaczej. Efektem tego było strzelenie 14 goli w sezonie (najlepszy wynik w karierze). Można by rzec, że Podbeskidzie w końcu znalazło napastnika kompletnego pod styl gry w jakim chce grać. Istotne było jednak znalezienie idealnego systemu i obudowaniu go zawodnikami, którzy profilem są w stanie zaoferować serwis napastnikowi.

„Jest awans jest petarda”

Podbeskidzie rundę wiosenną tak jak wspomniałem miało świetną. Zero porażek u siebie, najwyższa średnia punktów na mecz oraz pierwsze miejsce na wiosnę. Wszystko to spowodowało, że Podbeskidzie stało się ekipą, która z meczu na mecz stawała się coraz lepsza i nie próbowało się zatrzymać. „Górale” pod koniec sezonu mieli sytuację jasną i klarowną. Było pewne, że Podbeskidzie zagra w barażach o awans, jednak pod znakiem zapytania pozostawało ewentualne miejsce i rozstawienie w półfinale.

Po zwycięstwie nad Podhalem Nowy Targ jasne stało się, że TSP zacznie półfinały u siebie. Na przeszkodzie miały stanąć młode, zmotywowane i  głodne sprawienia niespodzianki rezerwy Śląska Wrocław. Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia Śląska, który w 2 minucie meczu zdołał skierować piłkę do siatki. Chwilę później z boiska musiał zejść kontuzjowany Marcin Biernata, który z powodu na złamany nos był niedysponowany. Mimo to, Podbeskidzie z biegiem czasu zyskiwało na przewadze i stwarzało sobie coraz to lepsze sytuacje. W efekcie czego TSP dorzuciło dwie bramki i w miarę spokojnie załadowało się w finale baraży.

Sandecją rozpoczęto sezon i Sandecją zakończono

W drugim półfinale zmierzyły się ekipy Olimpii Grudziądz i Sandecji Nowy Sącz. Po wygranym pierwszym meczu barażowym wiadomo było, komu będą kibicować sympatycy „Górali”. Zwycięstwo Sandecji Nowy Sącz powodowało, że finał byłby rozgrywany w Bielsku-Białej. Los tak chciał. Tuż przed końcem meczu w ostatnich sekundach gry drużyna z małopolski za sprawą zamieszania w polu karnym Sandecja przechyliła szalę na swoją korzyść.

Już przed rozpoczęciem spotkania dało się odczuć kto jest faworytem tego spotkania. Atut własnego boiska, mobilizacja kibiców oraz piłkarze, którzy byli gotowi zrobić wszystko aby wywalczyć awans. Po rozpoczęciu meczu, szybko, bo już w 5 minucie z rzutu karnego wyprowadził na prowadzenie swoją drużynę Lucjan Klisiewicz. Podbeskidzie ciągle po tej bramce atakowało i nie dawało wytchnąć ekipie z Nowego Sącza.

Ogromna intensywność, gegenpressing spowodowały, że Sandecja nie miała atutów by straszyć Podbeskidzie, które ciągle napierało, ale marnowało też kolejne stuprocentowe sytuacje, które mogły dawać poczucie zemsty w krótkiej perspektywie czasu. Na drugą połowę spotkania gospodarze wyszli tak samo, jak na pierwszą. Widać było kto ma więcej piłkarskiego charakteru żeby zwyciężyć w tym meczu. Kolejne nawałnice nie zwiastowały nic dobrego dla Sandecji, tak też było, bo za sprawą Kamila Sochania na tablicy wyników widniał wynik 2:0. Chwilę później było już 3:0 i pewne stało się to, kto w przyszłym sezonie będzie przywdziewał koszulkę z logotypem Betclic 1. Ligi.

Podbeskidzie wygrało zasłużenie i tak samo awansowało na zaplecze ekstraklasy. Duża zasługa tutaj trenera Włodarskiego, który stworzył z drużyny monolit gotowy pójść w ogień za tą drużynę. Warte podkreślenia jest też to, że 99% drużyny stanowili Polacy. Pokazuje to, że nie trzeba inwestować w zagraniczne nazwiska, by sukces się zgadzał. Najważniejsza jest świetna atmosfera w szatni oraz trener, który swoją aparycją i pomysłem jest w stanie wycisnąć z drużyny i jej zawodników to, co najlepsze.

Plany na nowy sezon i transfery, że mucha nie siada

Podbeskidzie do nowego sezonu Betclic 1. Ligi przystępuje w roli beniaminka. „Górale” wracają na poziom, na którym nie było ich od dwóch lat i można by rzec, że to poziom, który w pewnym sensie dla takiego klubu jest czymś w rodzaju minimum. Pierwszorzędnym celem dla drużyny z Bielska będzie z pewnością utrzymanie i spokojne przypomnienie sobie mechanizmów oraz stylu gry, który prezentują drużyny na zapleczu ekstraklasy. Zapytany o to, jak będzie wyglądał nowy sezon, szkoleniowiec „Górali” odpowiedział nam w taki sposób:

Liczę, że to będzie dla nas pozytywny sezon i chcemy iść za ciosem. Nie mówię o awansie, ale zależy nam na tym, żeby prezentować się na boisku z jak najlepszej strony. Jeśli na koniec rozgrywek będziemy w górnej połowie tabeli, będziemy mogli powiedzieć, że wykonaliśmy świetną robotę.

Naszym atutem na pewno jest atak pozycyjny i mam nadzieję, że tak, jak w drugiej lidze, również teraz będzie to wyglądało podobnie. Jednym z naszych wyzwań będzie jednak to, by jeszcze dłużej utrzymywać się przy piłce w trakcie meczów. Równie ważna będzie skuteczność. W drugiej lidze potrafiliśmy stworzyć sobie wiele sytuacji, ale stosunkowo niewiele z nich zamienialiśmy na bramki. Poziom wyżej takich okazji będzie mniej, dlatego właśnie nad tym elementem musimy szczególnie pracować.”

Nie można się nie zgodzić z słowami trenera. Podbeskidzie było drużyną, która w ataku pozycyjnym potrafiła wymienić kilkadziesiąt podań, które zwieńczyło dobrą sytuacją bramkową. Problemem była jednak mnożąca się nieskuteczność, na którą i tak Marcin Włodarski w pewnym stopniu znalazł antidotum. Bowiem sam Lucjan Klisiewicz w rundzie wiosennej strzelił 9 goli. Dla uświadomienia sobie, jak dobry był to okres dla napastnika napiszę, że na jesień na koncie zawodnika było tylko 5 goli. Widać było jednak, że skuteczność to coś co wciąż dawało się we znaki. Masa tworzonych sytuacji, która była nie wykorzystywana stawała się dla kibiców uporczywa i irytująca.

Beniaminka można chwalić za okienko transferowe

Podbeskidzie do letniego okienka transferowego podeszło w logiczny sposób. W pierwszej kolejności klub zadbał o to, by zatrzymać zawodników, którzy w poprzednim sezonie stanowili o sile zespołu walczącego o awans. Przedłużenie umów z piłkarzami dobrze znającymi sposób pracy Marcina Włodarskiego i mającymi duży wpływ na wyniki było naturalnym krokiem przed rozpoczęciem budowy kadry na nowy sezon.

Dopiero później przyszedł czas na zmiany. Z klubem pożegnali się zawodnicy, którzy w minionych rozgrywkach nie potrafili utrzymać równej formy lub po prostu nie spełnili oczekiwań. Część z nich od początku nie wpisywała się również w wizję trenera na grę zespołu. Wielu kibiców ubolewało nad utratą Mateusza Kizymy, a więc gościa, który swoimi niesamowitymi podaniami progresywnymi napędzał ataki zespołu. Przeszkodą w sfinalizowaniu umowy z pomocnikiem, który swoją umowę miał przygotowaną od kilku miesięcy były warunki finansowe. Finalnie zawodnik wybrał ekipę Pogoni Siedlce. Można jedynie się zastanawiać, czy decyzja o odejściu do podobnego potencjalnie zespołu była dobra.

***

Jeżeli chodzi o transfery przychodzące do klubu, to tutaj można wiele mówić, a i tak będzie za mało. Podbeskidzie zszokowało wszystkich, którzy sądzili, że TSP czeka trudna weryfikacja z wyższą ligą. Do zespołu dołączyli m.in. Kacper Smoliński, a więc dobrze znany kibicom Pogoni Szczecin piłkarz, który swego czasu uchodził za wielki polski talent. Piłkarza, który dobrze czuje się w grze między liniami w ostatnich latach dręczyły kontuzje i to w głównej mierze zahamowało jego karierę. Dużo pokazuje również fakt, jak bardzo był szanowany za swoją postawę w drużynie z województwa zachodniopomorskiego jeżeli weźmiemy pod uwagę komentarze pod postem o jego odejściu. Wielu kibiców życzyło zawodnikowi powodzenia, ale pamiętało również czasy, kiedy był jednym z największych talentów w Polsce.

Kto odszedł, a kto został?

Oprócz wspomnianego już Mateusza Kizymy zawodnicy, którzy odeszli z Podbeskidzia to:

Krystian Wieczorek – bramkarz, wychowanek klubu, który przez lata był związany z Podbeskidziem. Jego kontrakt wygasł i nie został przedłużony.  

Maciej Górski – napastnik, który dołączył do Podbeskidzia w rundzie wiosennej sezonu 2024/2025. W barwach „Górali” rozegrał 44 mecze, zdobył 7 bramek i zanotował 3 asysty.  Przez wielu zostanie raczej zapamiętany tylko i wyłącznie z bramki przeciwko Wieczystej Kraków, który dał drużynie zwycięstwo. 

Richard Nagy – słowacki obrońca, który spędził w Bielsku jeden sezon. Z powodu problemów zdrowotnych nie zdołał na dłużej zadomowić się w pierwszym składzie.  

Radosław Kanach – pomocnik sprowadzony zimą, który również zakończył swoją przygodę z klubem po wygaśnięciu umowy.  

Dawid Ściuk – skrzydłowy, który przez dwa sezony reprezentował Podbeskidzie. Jego kontrakt również nie został przedłużony.

Bartosz Florek – ofensywny zawodnik, który rozegrał 37 spotkań dla pierwszej drużyny i zdobył 5 bramek.  

Miłosz Kozik – obrońca wypożyczony z Bruk-Betu Termaliki Nieciecza, który po zakończeniu wypożyczenia wrócił do macierzystego klubu.  

Jarosław Czerwik – pomocnik wypożyczony z Miedzi Legnica, który również zakończył pobyt w Bielsku po zakończeniu umowy czasowej.

A kto pozostał?

Do zespołu dołączyli m.in. Arkadiusz Kasperkiewicz, Aleksander Iwańczyk, Toki Hirosawa, Kamil Sochań oraz Oskar Sewerzyński.

Kasperkiewicz to transfer nastawiony na zwiększenie jakości i doświadczenia w defensywie. Środkowy obrońca ma dać drużynie większy spokój w grze bez piłki, lepszą organizację i odpowiedzialność w kluczowych momentach spotkań. To zawodnik o profilu bardziej stabilizującym niż rozwojowym, który ma pomóc młodszym graczom wokół siebie.  

Aleksander Iwańczyk wpisuje się już bardziej w nową filozofię klubu. 19-letni pomocnik trafił do Podbeskidzia z ŁKS-u Łódź i jest zawodnikiem, którego największą wartością jest potencjał. To piłkarz mogący rozwijać się razem z zespołem, a klub liczy, że w Bielsku-Białej zrobi kolejny krok w swojej karierze. Podobnie wygląda sytuacja z Tokim Hirosawą. Japończyk ma wnieść do ofensywy dynamikę, intensywność i inną charakterystykę gry niż klasyczni skrzydłowi występujący wcześniej w zespole.  

Najciekawszym ruchem pod kątem wzmocnienia środka pola może okazać się Oskar Sewerzyński. To zawodnik, który ma dać drużynie więcej agresji, fizyczności i jakości w odbiorze. W porównaniu do Mateusza Kizymy szczególnie widoczna jest różnica w pojedynkach siłowych oraz pracy defensywnej – Sewerzyński w tych elementach wygląda zdecydowanie lepiej, jest mocniejszy w kontakcie z rywalem i daje większą kontrolę w środku pola.

Co to oznacza?

Patrząc całościowo na te transfery, Podbeskidzie buduje kadrę według bardzo konkretnego klucza. Klub nie szukał nazwisk tylko po to, żeby zwiększyć konkurencję, ale zawodników pasujących do określonego modelu. Widać nacisk na młodość, rozwój i zwiększanie wartości piłkarzy, ale jednocześnie działacze zadbali o to, aby w zespole pojawili się zawodnicy mogący dać większą stabilizację.

To kontynuacja kierunku, który było widać już wcześniej przy ruchach takich jak transfer definitywny Krzysztofa Kolanki czy sprowadzenie Daniela Pietraszkiewicza. Podbeskidzie chce mieć zawodników, którzy mogą zrobić różnicę sportowo, ale również takich, których wartość może wzrosnąć w trakcie pobytu w klubie. Nie wygląda to więc na budowanie drużyny wyłącznie pod jeden sezon, ale na próbę stworzenia zespołu, który będzie rozwijał się razem i w którym młodzi piłkarze mają odgrywać coraz większą rolę. 

Król asyst w Bielsku-Białej

Podbeskidzie sięgnęło po zawodnika o bardzo konkretnym profilu. Daniel Pietraszkiewicz nie jest skrzydłowym, który swoją grę opiera na efektownych dryblingach i seryjnym wygrywaniu pojedynków jeden na jeden. Jego największa wartość pojawia się w ostatniej tercji boiska, gdzie potrafi wykorzystać inteligentne poruszanie się, dobre ustawienie i umiejętność podejmowania właściwych decyzji. To zawodnik, który bardziej imponuje produktywnością niż efektownością, a jego liczby z poprzedniego sezonu tylko to potwierdzają – 7 goli i aż 15 asyst dało mu tytuł najlepszego asystenta Betclic 2. Ligi.

Największym atutem Pietraszkiewicza jest jego obecność w kluczowych strefach boiska. Średnio notował 4,07 kontaktu z piłką w polu karnym na 90 minut, co plasuje go w ścisłej czołówce skrzydłowych ligi. To pokazuje, że bardzo dobrze odnajduje się w ofensywie i regularnie dociera w miejsca, z których można bezpośrednio zagrozić bramce rywala. Nie jest zawodnikiem czekającym szeroko przy linii bocznej na możliwość pojedynku, ale skrzydłowym, który potrafi odpowiednio zaatakować wolną przestrzeń i znaleźć się w odpowiednim momencie wewnątrz szesnastki.

Bardzo mocno wygląda również jego wpływ na kreowanie sytuacji. Pietraszkiewicz osiągał średnio 0,41 asysty oraz 0,35 xA na 90 minut, a dodatkowo ponad trzy razy na mecz zagrywał podania, po których partner oddawał strzał. Jak na skrzydłowego są to wartości pokazujące zawodnika, który nie tylko sam szuka finalizacji, ale przede wszystkim potrafi napędzać ofensywę całego zespołu. Jego największą zaletą jest dostrzeganie wolnej przestrzeni i szybkie podejmowanie decyzji, dzięki czemu często zamienia dobre ustawienie na konkretne liczby.

Pod względem wykończenia akcji również prezentuje się solidnie. 0,21 npxG oraz 0,17 gola z gry na 90 minut nie są oczywiście statystykami klasycznego napastnika, ale dla zawodnika występującego na skrzydle pozostają bardzo wartościowe. Pietraszkiewicz nie potrzebuje dużej liczby sytuacji, aby mieć wpływ na wynik – potrafi dobrze wejść w pole karne, znaleźć odpowiedni moment i wykorzystać okazję. To kolejny element, który pokazuje jego boiskową dojrzałość.

***

Ciekawie wygląda również jego gra z piłką. Skrzydłowy notował średnio 3,63 progresywnego prowadzenia piłki oraz 3,87 progresywnego podania na 90 minut, co pokazuje, że potrafi przesuwać grę do przodu i pomagać drużynie w budowaniu akcji. Jednocześnie skuteczność dryblingu na poziomie 48,44% wskazuje, że nie jest typem zawodnika bazującego na indywidualnych wejściach w rywala. Częściej wybiera bardziej efektywne rozwiązania – szybkie rozegranie, podanie w odpowiednim momencie albo ruch bez piłki, który tworzy przestrzeń dla niego lub partnerów.

Jego profil dobrze uzupełniają liczby dotyczące podań. Pietraszkiewicz utrzymuje wysoką skuteczność krótkich i średnich podań na poziomie 79,55%, a dodatkowo potrafi szukać trudniejszych zagrań – zarówno progresywnych podań, jak i dośrodkowań. Nie jest więc skrzydłowym ograniczającym się do prostych decyzji przy linii bocznej. Potrafi uczestniczyć w kombinacyjnej grze i być elementem drużyny, która chce długo utrzymywać się przy piłce.

W defensywie prezentuje solidny poziom. Nie jest zawodnikiem, którego głównym zadaniem będzie dominacja w odbiorze, ale liczby pokazują zaangażowanie w pracę po stracie piłki. Średnio notował ponad pięć działań defensywnych oraz ponad cztery odbiory i przechwyty na 90 minut, co potwierdza, że potrafi wspierać zespół również bez futbolówki. Słabiej wygląda natomiast gra w powietrzu, jednak przy jego warunkach fizycznych nie jest to element, który powinien mieć największe znaczenie w ocenie jego profilu.

Podbeskidzie pozyskało więc skrzydłowego, który niekoniecznie będzie najbardziej widowiskowym zawodnikiem na boisku, ale może być jednym z najbardziej użytecznych. Daniel Pietraszkiewicz wyróżnia się inteligencją w poruszaniu się, jakością ostatniego podania i umiejętnością znajdowania się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. To zawodnik, którego wartość nie wynika z pojedynczych efektownych akcji, ale z regularnego dostarczania drużynie konkretów. W systemie Marcina Włodarskiego, opartym na utrzymaniu piłki, ataku pozycyjnym i szukaniu przewagi poprzez ruch zawodników, taki profil skrzydłowego może okazać się bardzo cennym elementem układanki.

„Bielski Maradona” zostaje w domu

Mało komu z Bielska-Białej trzeba tłumaczyć kim jest ten zawodnik. Wszyscy go kochają i traktują , jako „szansę na sukces”. Krzysztof Kolanko bardzo szybko stał się jednym z ulubieńców kibiców Podbeskidzia. W Bielsku-Białej doceniono przede wszystkim jego odwagę, technikę i sposób, w jaki potrafi grać z piłką przy nodze. To zawodnik, który nie boi się podejmować ryzyka, chętnie wchodzi w pojedynki jeden na jeden i dzięki dobremu dryblingowi potrafi przełamać pierwszą linię pressingu rywala. Jego gra daje zespołowi element kreatywności i nieprzewidywalności, którego często brakuje młodym drużynom.

Kolanko nie jest jednak tylko efektownym zawodnikiem od pojedynczych akcji. Potrafi przyspieszyć grę, znaleźć wolną przestrzeń i pomóc drużynie w budowaniu ofensywy. Wciąż jest piłkarzem na etapie rozwoju, ale już teraz widać u niego cechy pomocnika, który może w przyszłości odgrywać bardzo ważną rolę.

Podbeskidzie mocno postawiło na jego potencjał, wykupując go z Zagłębia Lubin za rekordową w historii klubu kwotę i podpisując z nim kontrakt obowiązujący do 2030 roku. To jasny sygnał, że klub traktuje Kolankę jako inwestycję na lata i widzi w nim zawodnika, wokół którego można budować przyszłość zespołu. Dla kibiców w Bielsku-Białej pozostaje jednym z najbardziej ekscytujących młodych piłkarzy w kadrze, a kolejne sezony mają pokazać, jak duży poziom jest w stanie osiągnąć.

Kadra prawie kompletna, co mają do przekazania kapitan i prezes Podbeskidzia?

Na sam koniec chciałbym pokazać, jak obecnie prezentuje się kadra Podbeskidzia. Na poniższej grafice zauważyć możemy, że Marcin Włodarski ma dużo opcji do wyboru, a włodarze zadbali o to by dysponował on odpowiednim materiałem ludzkim. Wartą wyróżnienia pozycją jest z pewnością obsadą wahadła, gdzie mamy wielu zawodników mogących grać zarówno trochę wyżej, jak i w środku pola. Jedynymi niewiadomymi pozostaje jednak pozycja napastnika oraz środkowego obrońcy. Co do tego pierwszego wydaje się, że sytuacja zaczyna się klarować. Według niektórych źródeł wzmocnieniem w miejsce Macieja Górskiego ma być Yevgenij Shikavka, który rozstał się z Zagłębiem Sosnowiec po spadku do Betclic 3. Ligi.

Wydaje się zatem, że Podbeskidzie przynajmniej na papierze jest przygotowane do startu nowego sezonu. Szeroka i jakościowa kadra powodują, że TSP ma w czym wybierać a kibice ostrzą sobie zęby przed nową kampanią.

Z kolei poniżej, jakby Państwo mieli mało treści jak na jeden artykuł zapraszam na króciutki wywiad z Kapitanem – Konradem Forencem i prezesem Krzysztofem Sałajczykiem, który odnosił się będzie do aspiracji drużyny oraz omówienia przyszłych, ewentualnych ruchów na rynku transferowym.

Krzysztof Sałajczyk:

Filip Tomana(iGol.pl): Czy patrząc na transfery przychodzące do klubu, marzeniem prezesa jest, by klub walczył o coś więcej niż spokojne utrzymanie, czy raczej myślimy o spokojnym wdrażaniu i podejściu do wyższego poziomu rozgrywkowego?

Myślimy przede wszystkim o dobrym wejściu na poziom I ligi. Utrzymaliśmy trzon drużyny z poprzedniego sezonu, a zgodnie z naszym planem dokonaliśmy wartościowych wzmocnień. Wierzymy, że wykonaliśmy dobrą pracę, ale doskonale wiemy, jak wymagające są to rozgrywki. Dlatego do nowego sezonu podchodzimy z dużą pokorą, skupiając się na codziennej pracy i konsekwentnej realizacji naszego planu.

Jakie ruchy transferowe planuje klub, by ostatecznie domknąć kadrę? Jakich zawodników szukamy oraz na jakie pozycje?

Proszę jeszcze o chwilę cierpliwości. Jesteśmy na etapie finalizowania ostatnich ruchów kadrowych i wierzę, że już wkrótce będziemy mogli przekazać kolejne informacje. Od początku okienka realizujemy założony plan i jesteśmy blisko jego zakończenia.

W mediach i wśród kibiców pojawiały się informacje, że jednym z kandydatów do wzmocnienia Podbeskidzia był bramkarz Michał Matys z Zagłębia Lubin. Ostatecznie pojedzie z pierwszym zespołem Zagłębia na obóz przygotowawczy. Czy rzeczywiście był w kręgu zainteresowań klubu, czy były to jedynie medialne spekulacje?

Analizujemy kilku bramkarzy, którzy znajdują się w kręgu naszych zainteresowań, a Michał Matys rzeczywiście jest jednym z nich. Natomiast na tym etapie nie chciałbym komentować indywidualnych tematów transferowych. Kiedy zapadną ostateczne decyzje, będziemy o nich informować w oficjalnych komunikatach klubu.

Konrad Forenc:

Filip Tomana(iGol.pl): Czy czujesz, że ta drużyna jest mentalnie gotowa na trudniejsze momenty, które na pewno pojawią się w sezonie w wyższej lidze?

Całą zimę przygotowywaliśmy się na rundę wiosenną i wiedzieliśmy, że w naszym przypadku margines błędu jest naprawdę mały. Teraz wielkimi krokami zbliża się pierwsza liga i przed nami są zupełnie nowe wyzwania, nowe rozdanie i zupełnie nowe drużyny, z którymi będziemy się mierzyć. Mamy sporą grupę doświadczonych zawodników, która miała już okazję zagrać na tym szczeblu, ale mamy też liczną młodzież, która dopiero w pierwszej lidze będzie debiutować. Sztab szkoleniowy doskonale wie, jak nas przygotować do nowego sezonu. Wszyscy im bardzo ufamy, jesteśmy jedną wielką ekipą, która wie, że wspólnie zrobiła coś bardzo fajnego, ale to już przeszłość. Każdy z nas będzie rozliczany z tego co dzieje się obecnie, a nie z tego co zrobiliśmy jeszcze miesiąc temu.

Krzysztof Dzierzawa / Pressfocus

Co powiedziałbyś kibicom przed rozpoczęciem sezonu? Jakie cele stawia sobie drużyna i Ty sam?

Na pewno najważniejsze będzie dobre wejście w sezon. Wiemy doskonale, że na początku czeka nas sporo meczów na wyjeździe, a choćby w poprzedniej rundzie naszym sporym atutem była gra u siebie. Nie mamy jednak na to wpływu i musimy być jak najlepiej przygotowanym do meczów na terenie rywala. Wiemy, że mamy za sobą kibiców. Mimo trudnych chwil w drugiej lidze, zawsze byli z nami – na dobre i na złe. Ta wiara poprowadziła nas do tego, że znaleźliśmy się ligę wyżej. Teraz musimy tylko udowodnić na boisku, że ten awans to nie był przypadek.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze