Mistrzowie Hiszpanii ulegli 0:1 Sevilli. Andaluzyjczycy objęli prowadzenie już w 2. minucie spotkania – do siatki trafił Piotr Trochowski po wrzutce Rakiticia z narożnika boiska. Gospodarze wygrali zasłużenie, zawodnicy z Bernabeu nie pokazali niczego, co mogłoby im zapewnić trzy punkty.
Piłkarze Realu Madryt na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan przyjechali z jednym celem. Chcieli zdobyć komplet punktów, bo wiedzieli, że w obliczu gigantycznej jak na ten etap sezonu straty do Barcelony każde potknięcie może się wiązać z poważnymi konsekwencjami. Michel, trener Sevilli, stwierdził przed spotkaniem, że andaluzyjski stadion jest dla ekipy ze stolicy w ostatnich latach bardzo trudnym terenem. Legendarny skrzydłowy zapomniał chyba, że dwie poprzednie wizyty obecnych mistrzów kraju kończyły się pogromami 2:6. Do trzech razy sztuka?
„Los Blancos” – chociaż tego wieczora można ich również nazwać „Zielonymi” – rozpoczęli mecz najgorzej, jak mogli, bo od straty gola. Sevilla od razu ruszyła do ataku. W pierwszej akcji Alvara Negredo powstrzymał Pepe, następnie strzał z daleka obronił Iker Casillas. W końcu do siatki trafił Piotr Trochowski. Niemiec polskiego pochodzenia wykorzystał dośrodkowanie Rakiticia z rzutu rożnego. Chwilę później doszło do kopaniny, po której zdenerwowany Gonzalo Higuain zarobił żółtą kartkę. W 10. minucie z rzutu wolnego z mniej więcej 30. metra nieźle strzelał Cristiano Ronaldo, lecz na wysokości zadania stanął Andres Palop. Portugalczyk ponownie sprawdził umiejętności bramkarza „Los Rojiblancos”, jeszcze raz uderzając z daleka, jednak po raz kolejny górą był golkiper. Po zdobytej bramce gospodarze cofnęli się do defensywy, licząc na kontry. Grę prowadzili podopieczni Mourinho, ale niewiele z tego wynikało. Madrytczykom brakowało przede wszystkim skuteczności – w 18. minucie po centrze Marcelo niecelnie główkował „El Pipita”, trzy minuty później Argentyńczyk znów posłał piłkę w chmury, tym razem uderzając nogą.
W międzyczasie po kontratakach „Los Nervionenses” swój zespół ratować musiał Iker Casillas. Świetnie spisywali się zwłaszcza Navas, Cicinho i Trochowski – ten ostatni już w pierwszej połowie mógł skompletować hat-tricka. W Realu Madryt mnożyły się błędy, wszystkim po kolei puszczały nerwy. Jose Mourinho sprzeczał się z arbitrem, zawodnicy łapali żółte kartki, a słynący z niezbyt dobrego radzenia sobie ze stresem gospodarze grali spokojnie jak nigdy. Obrona ekipy Michela nie popełniła w pierwszej części starcia chyba żadnego błędu. W jednej z ostatnich minut pierwszej połowy starli się ze sobą Rakitić i Di Maria. Sędzia zdecydował się ukarać tylko tego pierwszego. Gdyby kartkę obejrzał Argentyńczyk, wyleciałby z boiska. Po upływie regulaminowych 45 minut obie drużyny przeprowadziły jeszcze po jednej akcji. Obie były nieskuteczne, więc na przerwę w lepszych humorach zeszli sewilczycy.
Po zmianie stron na murawie zameldowali się Luka Modrić i Karim Benzema, którzy zmienili Mesuta Oezila i Angela Di Marię. Początek drugiej części nie był imponujący w wykonaniu graczy z Santiago Bernabeu. Na skonstruowanie ciekawego ataku potrzebowali siedmiu minut – Luka Modrić zdecydował się wówczas na uderzenie z 20. metra. Chorwat uderzył niezwykle mocno i precyzyjnie, Palop z trudem sparował futbolówkę na słupek. Później dobijać próbował jeszcze Higuain, ale jego strzał był już niecelny. Dwie minuty po tej akcji równie dobrą okazję zmarnował Alvaro Negredo. Hiszpan rozegrał piłkę z Jesusem Navasem, ale za długo zwlekał z oddaniem strzału i w końcu zrobił to niecelnie. Szansę na gola zmarnował również – nie po raz pierwszy – Gonzalo Higuain. Lepszy od napastnika okazał się świetnie dysponowany Andres Palop. Po godzinie gry z rzutu wolnego dośrodkowywał Xabi Alonso, piłkę przedłużył Pepe, po czym z kilku metrów spudłował Sergio Ramos! Podobnie zachował się w następnej akcji Gonzalo Higuain.










