W spotkaniu 5. kolejki Ligi Europy w grupie L Hannover 96 bezbramkowo zremisował z Twente Enschede. Cały mecz w barwach gospodarzy rozegrał napastnik reprezentacji Polski – Artur Sobiech.
W meczu w Hanowerze od pierwszej minuty mogliśmy w składzie niemieckiej drużyny oglądać Artura Sobiecha. Goście z Enschede po czterech kolejkach mieli tylko trzy punkty i żeby myśleć o jakichkolwiek szansach na awans, ten pojedynek musieli po prostu wygrać. W innej sytuacji byli gospodarze. Hannover – lider grupy z dziesięcioma punktami – mógł podejść do tego spotkania bez większego spięcia. Nie oznacza to jednak, że Niemcom nie zależało na wygranej.
Pierwsze minuty nie były porywające. Więcej przy piłce byli Holendrzy, a podopieczni Mirko Slomki atakowali z kontry. Pierwszą groźną akcję w tym spotkaniu stworzyli goście w 14. minucie. Do zagrywanej piłki z prawego skrzydła dopadł Janssen, ale jego strzał minął światło bramki strzeżonej przez Zielera. Kolejne minuty również nie rozpieszczały.
Strzałów było jak na lekarstwo, a jeżeli już były, to bardzo niecelne. Niech przemówią statystyki z pierwszej połowy: strzały 3:5, celne 0:1. Najlepszą okazję do zdobycia gola miał Jan Schlaudraff w 38. minucie. Niemiec przejął piłkę przed polem karnym i bez zastanowienia huknął w stronę bramki – efektownie, ale niecelnie. Mało widoczny był Sobiech. Nie wspomagali go jednak partnerzy – nie otrzymywał piłek, więc nie mógł stworzyć czegoś z niczego. Pierwsza odsłona meczu zakończyła się zatem bezbramkowym remisem.
Niestety dla kibiców obserwujących to spotkanie obraz meczu na początku drugiej części nie uległ zmianie. Niby oba zespoły atakowały, ale nic kompletnie z tego nie wynikało. W 56. minucie na indywidualny rajd zdecydował się reprezentant Polski. Przebiegł kilkadziesiąt metrów i oddał niecelny strzał. Piłka odbiła się jeszcze od nogi obrońcy, ale sędzia tego nie zauważył.
Po 60. minucie przewagę zyskali gospodarze. Zaczęli grać nieco szybciej i dzięki temu stwarzali sobie sytuacje. Swoje szanse mieli Nikci i wprowadzony w drugiej połowie Ya Konan, jednak ciągle brakowało skuteczności. Po dziesięciu minutach do głosu doszli piłkarze Steve’a McClarena. Jednak również oni nie potrafili strzelić bramki.
W 75. minucie znakomitą okazję do wpisania się na listę strzelców miał rezerwowy w tym meczu Ya Konan. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Pinto, a piłkę głową zdołał sięgnąć 28-letni napastnik z Abidżanu. Znakomitą interwencją popisał się Boschker i wybił piłkę na rzut rożny. Było naprawdę blisko. W kolejnych minutach bramkę Zielera z dystansu ostrzeliwali Janssen i Brama, ale niemiecki golkiper spisywał się bez zarzutu.
Na sześć minut przed końcowym gwizdkiem z bardzo dobrej strony pokazał się Sobiech. Polak otrzymał podanie z głębi pola i na szybkości obiegał stopera Twente, ale Bengtsson nie dał przejść Sobiechowi i wślizgiem powalił go na ziemię. Sędzia nie miał wątpliwości – czerwona kartka. W doliczonym czasie gry osłabieni goście rzucili się do ataku, ale nie przyniosło to bramkowego skutku. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, a Holendrzy będą musieli odłożyć plany awansu na kiedy indziej.










