Piłkarze Getafe bezbramkowo zremisowali z Athletikiem Bilbao. Dogodne okazje obu stron do strzelenia gola można było policzyć na palcach jednej ręki. Kibice zgromadzeni na Alfonso Perez na pewno bardzo się nudzili.

Rozgrywany na Coliseum Alfonso Perez mecz rozpoczął się pod dyktando gospodarzy. Gracze trenera Luisa Garcii odważnie atakowali lewą flanką, gdzie bardzo aktywny był powracający do zdrowia Masilela. Już w 3. minucie pokaz swoich umiejętności zmuszony był dać Gorka Iraizoz. Bask bardzo pewnie obronił groźny strzał głową „Miku”. Na odpowiedź przyjezdnych byliśmy zmuszeni poczekać do minuty 12. Wtedy po wzorowej kontrze napędzanej oczywiście przez Ikera Muniaina w sytuacji sam na sam z Moyą znalazł się Andoni Iraola. Wychowanek Realu Sociedad niepokojony przez nikogo oddał strzał, który minął słupek bramki Getafe o jakieś, żeby nie skłamać, dwadzieścia metrów. Koszmarne wykończenie. Wraz z upływem czasu zaznaczała się coraz wyraźniejsza przewaga Athleticu. „Los Azulones” nawet jeśli atakowali, to robili to bardzo niemrawo. W ofensywie starał się chyba tylko Dani Guiza. W 30. minucie po starciu Amorebiety z Riosem ten pierwszy musiał opuścić boisko na noszach. Powtórki pokazały, że stoper gości mocno nadwyrężył sobie kostkę. Do rozgrzewki natychmiast ruszył San Jose. Na szczęście dla Bilbao reprezentant Wenezueli szybko wrócił na murawę. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy strzał głową w kierunku bramki Iraizoza oddał „Miku”. Nie było to groźne uderzenie, piłka minęła słupek o jakieś pięć metrów. Wspominam o nim, bo mecz był tak nudny, że nie było o czym innym pisać. Na szczęście sędzia Alvarez Izquierdo szybko zakończył pierwszą, bezbarwną do granic możliwości, połowę.
Druga część meczu zaczęła się obiecująco. W jednej z pierwszych akcji Getafe znajdujący się w polu karnym „Miku” pięknie przyjął trudną piłkę posłaną ze skrzydła, odwrócił się i huknął nad poprzeczką. Po mocnym otwarciu „Los Azulones” nie mieli zamiaru spuszczać z tonu. W 53. minucie odważne wejście Rafy w pole karne Iraizoza zakończyło się groźnym, ale niestety niecelnym uderzeniem. Athletic odpowiedział dopiero na pół godziny przed końcem meczu, chociaż „odpowiedział” to za dużo powiedziane. Po prostu Toquero skierował piłkę mniej więcej w kierunku bramki rywala. Na szczęście dla Basków, Gaizka niedługo potem opuścił murawę, a w jego miejsce pojawił się Fernando Llorente. Powrót „Króla Lwa” po z górą miesięcznej walce z kontuzją to dla graczy z San Mames nadzieja na bardziej optymistyczną przyszłość. I faktycznie, gra od momentu zameldowania się na boisku reprezentanta Hiszpanii była lepsza. Markel Susaeta miał świetną okazję do pokonania Miguela Moi. Trafił w słupek. Chwilę później błąd sędziego liniowego uniemożliwił temu samemu zawodnikowi wyjście sam na sam z bramkarzem. Wszystkie akcje napędzał Llorente. Do końca meczu zostało naście minut, a Bilbao zaczynało ostateczny szturm. Trzeba przyznać, że wyszedł im słabo. Po jednej z nielicznych kontr „Miku” trafił w poprzeczkę. Mimo kilku niezłych okazji Bilbao w ostatnich minutach pojedynku, wynik ostatecznie nie uległ zmianie. Athletic znów zawodzi, a Getafe zdobywa cenny punkt.











