„Królewscy” pokonali w wyjazdowym spotkaniu Real Sociedad 1:0, jednak gra podopiecznych Jose Mourinho pozostawiała bardzo wiele do życzenia, zwłaszcza w drugiej połowie.
Pierwsze dziesięć minut to okres absolutnej dominacji gości, którzy nie wypuszczali Realu Sociedad z własnej połowy. Trzeba jednak odnotować, że to Baskowie właśnie powinni mieć pierwszą okazję do zdobycia bramki. Powinni, bo w 1. minucie prostopadłą piłkę otrzymał Carlos Vela, który wyszedł sam na sam z Ikerem Casillasem, jednak sędzia liniowy dopatrzył się w tej sytuacji spalonego.

Na pierwszy celny strzał w tym meczu czekać musieliśmy do 5. minuty. Piłkę z lewej strony otrzymał Ronaldo, pociągnął ją do narożnika pola karnego, jednak oddał zbyt lekki strzał, z którym problemów nie miał Bravo. Real się rozpędzał i przyniosło to skutek w 9. minucie. Na lewej stronie pojawił się Fabio Coentrao, zagrał wyśmienicie do wbiegającego Gonzalo Higuaina, ten wyczekał bramkarza gospodarzy w sytuacji sam na sam i w ostatniej chwili przerzucił piłkę nad jego rękami, dając prowadzenie wicemistrzowi Hiszpanii.
Tak na dobrą sprawę, w tym właśnie momencie emocje w pierwszej połowie się zakończyły. Beznadziejne ustawiony Sociedad z Carlosem Velą na szpicy nie stwarzał absolutnie żadnego zagrożenia pod bramką „Królewskich”. Ci spokojnie rozgrywali piłkę i klepali ją obok biegających rywali. Sociedad w 15. minucie w końcu oddał pierwszy strzał na bramkę Casillasa. Piłka przed „szesnastką” spadła pod nogi Bergary, ale na czas zdążył Di Maria i zablokował strzał, który wylądował na rzucie rożnym. Stały fragment gry również nie przyniósł Sociedadowi żadnych korzyści.
Po pierwszym kwadransie na dobre spadło tempo tego widowiska. Real dalej rozgrywał piłkę na połowie rywali i co rusz próbował prostopadłych piłek, notując tym samym rekord spalonych. Dopiero w 32. minucie sygnał do ataku dał Ronaldo. Portugalczyk zszedł z lewej strony do środka i oddał niesygnalizowany strzał na bramkę rywala. Bravo odbił piłkę przed siebie, a na aut wyegzekwował ją jeden z defensorów.
Na pięć minut przed końcem przed znakomitą okazją stanął Di Maria. Rzut wolny z lewej strony boiska krótko rozegrał Xabi Alonso, Argentyńczyk wbiegł z futbolówką w „szesnastkę”, uderzył zewnętrzną częścią stopy, ale Bravo poradził sobie z tym strzałem. Ostatnia szansa dla Realu nadarzyła się minutę później po znanej wszystkim już bardzo szybkiej kontrze. Xabi Alonso uruchomił z własnej połowy Angela Di Marię, ten zszedł do środka i zagrał idealnie w tempo do wbiegającego między dwóch obrońców Gonzalo Higuaina. „Pipita” nie był jednak w stanie podwyższyć wyniku.
Na drugą połowę obydwa zespoły wyszły bez żadnych zmian, a sam obraz gry zmienił się wyłącznie na gorsze. Sporo fauli, sporo agresywności i w zasadzie brak jakichkolwiek okazji bramkowych.











