Henning Berg, obejmując Legię Warszawa, z pewnością wniósł powiew świeżości do naszej nudnej ligi. Szkoleniowiec miał wdrożyć nowe metody, które poprawią grę zespołu i wyniosą go na wyżyny. Jaka jest jego zasługa w sukcesach nie do końca wiadomo, ale z pewnością wprowadza jedną dość dziwną rzecz.Norweg jest praktycznie niezmienny. Chyba nikt mu nie wytłumaczył, że w Polsce też można przeprowadzać zmiany. Jego koncepcja jest najwyraźniej dobra, ale sytuacje z wymianą zawodników są przynajmniej dziwne. A podstawowy znak tego było widać wczoraj. Jedyna roszada przeprowadzona przez Legię to wpuszczenie Marka Saganowskiego w doliczonym czasie gry!
Raczej każdy trener wykorzystuje zmiany, jak może, żeby wpuścić kogoś świeżego, zdjąć bezproduktywnego albo chociażby żeby zagrać na czas. Czy to Mourinho, czy gość z B Klasy. Praktycznie każdy tego używa. Ale nie on. Już nawet komentatorzy dostawali szału, wymawiając cały czas te same nazwiska.
Wczoraj Duda zdecydowanie nie miał swojego dnia. To samo Michał Żyro, też był jakiś nieswój. Normalnie oznaczałoby to chętnych do opuszczenia boiska. Ale Berg najwyraźniej widział coś innego niż pozostali. Wszyscy domagali się wejścia na murawę Orlando Sa, ale były obrońca Manchesteru United jakoś się uparł i wolał wpuszczać Marka Saganowskiego.











