Uśpiona bestia. Tak w skrócie można opisać dotychczasowy pobyt Benjamina Kallmana w Cracovii. Wszyscy widzą, że stać go na dużo, ale zdecydowanie za rzadko to pokazywał. Brakowało regularności i bramek, a to, co potrafi zrobić z obrońcami, świetnie pokazał z Radomiakiem. Aż się chce powiedzieć: „częściej, częściej, Panie Kallman”. W końcu Benjamin Kallman pokazał to, na co wszyscy liczyli przy Kałuży.
Oby tylko nie okazało się, że jedna jaskółki wiosny nie czyni. Fin ma potencjał, żeby stać się bardzo ważnym graczem Cracovii. To jest wiadome od dawna, ale do tego nie wystarczą przebłyski. Regularnie trzeba brać na swoje barki odpowiedzialność za grę i zdobywanie bramek. Barki akurat Kallman ma wielkie, więc to nie powinien być dla niego kłopot. Z tym jednak bywało różnie.
Benjamin Kallman – uśpiona bestia
Benjamin Kallman to taki gracz, po którym od razu widać, że nie jest z pierwszej łapanki, ale czasami ma problem z udowodnieniem swojej jakości i przydatności na boisku. A wydaje się, że parametry ma wręcz skrojone pod polską ligę. Nie boi się kontaktu, walka to jego drugie imię, a i z szybkością nie najgorzej, co pokazał mecz z Radomiakiem. Kandydat na czołowego gracza ligi. Tak można go określić.
A do tej pory bywało z tym różnie. Bywały lepsze i gorsze występy. Jak popatrzymy na liczby, które również nie powalają, to jego dorobek to tylko 12 bramek, z czego cztery zdobyte w ostatnich czterech spotkaniach. W Cracovii jest przecież już półtora roku, więc ta runda to taki check dla niego. Rundę jesienną i wiosenną zaczął obiecująco. Takiego momentu w Polsce jeszcze nie miał.
– Kallman powoli chyba wychodzi z ukrycia i widać, że czuje się coraz pewniej na ekstraklasowych boiskach. Nakręcają się ostatnio razem z Patrykiem Makuchem i widać, że wychodzi im to na dobre. To naprawdę zgrana para napastników, która może występować w jednym czasie na boisku i świetnie się uzupełniać. „Benek” to naprawdę ciekawy piłkarz, który jest niesamowicie silny fizycznie. Myślę, że ta runda wiosenna może należeć do niego – twierdzi Bartosz Marcinkowski, redaktor naczelny portalu Krakoska Piłka.
Kluczowa postać w spokojnym utrzymaniu
Sytuacja Cracovii wciąż nie jest pewna. Wysoko wygrany mecz z Radomiakiem trochę poprawił morale i nastroje, ale przypomnijmy, że gdyby nie zwycięstwo w zaległym spotkaniu z Legią, to „Pasy” zimowałyby w strefie spadkowej. Nie można sobie pozwolić na słabą rundę, bo spadek byłby prawdziwym dramatem. Warto również podejść do tego pierwszego spotkania z lekkim przymrużeniem oka. Radomiak grał jednak całe spotkanie o jednego piłkarza mniej. Trzeba oddać Cracovii, że umiała to wykorzystać, ale to nie oznacza, że jest w wybitnej formie. O tym się dopiero przekonamy.











