Różnica poziomów pomiędzy Primera i Segunda Division w Hiszpanii określana jest jako przepaść. W ostatnich sezonach poziom średniaków w LaLiga znacznie się jednak wyrównał. Zespoły wchodzące do ligi coraz częściej są w stanie postawić się teoretycznie mocniejszym zespołom.
W poprzednim sezonie LaLiga zespołem, który z drzwiami i futryną wszedł do ligi, był Cadiz. Andaluzyjczycy prezentowali jednak zupełnie inny styl w porównaniu chociażby z Rayo Vallecano. Drużyna z dzielnicy Puente de Vallecas zachwyca przede wszystkim grą na swoim obiekcie, na którym zdobyła komplet punktów. O ocenę Rayo poprosiliśmy dziennikarza Onet Sport – Michała Króla.
Rayo największą niespodzianką
– Szczerze, to w przedsezonowych typowaniach Rayo było dla mnie jednym z tych zespołów, które spadną z La Liga. Nie widziałem w nim potencjału, aby mogło pozostać w hiszpańskiej elicie. Do tego awansowało, zajmując szóste miejsce na zapleczu, wygrywając baraże. Trochę jak Górnik Łęczna. Tymczasem po 11 rozegranych meczach ma na swoim koncie 19 punktów i zajmuje szóste miejsce. Jestem tym faktem pozytywnie zaskoczony. Mało kto się tego spodziewał. Zapewne nawet fani Rayo nie spodziewali się takiego startu.
Z każdej strony pojawia się pytanie. W jaki sposób Rayo osiąga tak dobre wyniki? – Przede wszystkim kolektywizm i całkiem udane transfery piłkarzy z niższych lig, jak Nteka czy Ciss, a także pozyskanie w trybie last minute Falcao. To prawdziwy majstersztyk. Mimo iż uważałem, że tej kadrze brakuje piłkarskich argumentów, muszę teraz nieco zmienić zdanie, lecz z pewnością to wysokie miejsce w tabeli zakłamuje trochę prawdziwy potencjał drużyny. Kluczem do tak dobrej postawy jest moim zdaniem również postać trenera.
Andoni Iraola był dla mnie przed sezonem jednym z nielicznych plusów i jak na razie mnie nie zawodzi. Ma spore doświadczenie na poziomie LaLiga, oczywiście jako piłkarz. Ponadto jest młody i ma pomysł na ten zespół, co zresztą widać. Trzecim ważnym elementem, który ma wpływ na wyniki, jest gra u siebie. Rayo przed własną publicznością po prostu nie przegrywa. Po pięciu meczach miało komplet punktów, w tym zwycięstwo z Barceloną. Potrafiło skutecznie się bronić – praktycznie nie traciło goli – i wyprowadzać kontry, które często kończyły się bramkami.











