Radomiak miał być jedynie drobną przeszkodzą dla warszawskiej Legii w drodze po kolejne trzy punkty w sezonie 2021/2022. Tymczasem podopieczni Dariusza Banasiaka wprawili w osłupienie całą piłkarską Polskę i wygrali z faworyzowanym rywalem. Tym samym Radom po dwóch kolejkach wskakuje na 3. miejsce w tabeli.
Nie ma co udawać, że ktokolwiek spodziewał się wyniku, który ostatecznie ujrzeliśmy. Faworyt w tym spotkaniu był jeden i z pewnością nie była to drużyna Radomiaka. Jednak piłka nożna to taki sport, w którym nie wszystko możemy brać za pewnik. Zespół z Radomia pokazał się z dobrej strony i choć na chwilę wynik sportowy przysłonił sytuację organizacyjną. Mało tego, Radomiak był przez większą część spotkania drużyną, która przeważała w tym spotkaniu. 24 strzały oddane na bramkę Legii, a w kilku sytuacjach „Wojskowych” ratowało obramowanie bramki. Powrót ekstraklasy do Radomia po 13 187 dniach smakuje wyjątkowo.
Problemy z biletami
Długo musieli czekać kibice radomskiego klubu, by obejrzeć swoich ulubieńców na poziomie ekstraklasy. Ostatni mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej Radomiak rozegrał 23 czerwca 1987 roku. 36 lat to szmat czasu, tak w piłce, jak i w życiu. Jednak jeszcze przed pierwszym gwizdkiem pojawiło się sporo kontrowersji odnośnie do sposobu, w jaki Radomiak dystrybuował bilety na to spotkanie. Pojawiły się problemy na drodze komunikacyjnej na linii klub – kibice.
Jeszcze dzisiaj wielu kibiców wbrew temu, co twierdził klub, zdołało kupić bilety na spotkanie w klubowych kasach. W tym samym czasie klub twierdził, że nie prowadzi sprzedaży biletów. Zamieszanie godne czasów, gdy Radomiak w ekstraklasie był po raz ostatni.
Beniaminek w świetnej formie
Wróćmy jednak do samego spotkania, bo ono było najważniejsze. Jak już powiedzieliśmy, beniaminek pomimo przewagi swojego boiska nie był faworytem. Jednak zespół trenera Banasika na spotkanie z ekipą z Warszawy wyszedł bez kompleksów. Już w pierwszej połowie pokazał kilka ciekawych akcji. Gra bez kompleksów opłaciła się, bo ostatecznie dała ważne trzy punkty.
W beniaminku dzisiaj dobrze zagrało praktycznie wszystko. Nawet Mateusz Radecki, do którego było sporo pretensji za ostatnie spotkanie, dzisiaj zagrał dobrze i zdobył nawet bramkę. W oczach wielu kibiców tą bramką Radecki się zrehabilitował. To właśnie od Radeckiego rozpoczęła się w drugiej połowie strzelanina. Po bramce na 1:0 dla Radomiaka Legia zgasła. Warszawiacy nie potrafili znaleźć sposobu na pokonanie Filipa Majchrowicza. Natomiast dla gospodarzy ta bramka okazała się motorem napędowym. Raz po raz atakowali bramkę warszawskiej Legii, jeszcze groźniej, jeszcze bezczelniej, aż legionistom puściły nerwy.











