Szukasz pewniaka w piłkarskim totku? Postaw na podział punktów w meczu New York Red Bulls. W swoim 27. meczu w sezonie nowojorczycy zremisowali już po raz 15. Tym razem cenne – w kontekście walki o play-off – punkty oddali, grając u siebie przeciwko Vancouver Whitecaps, najgorszej drużynie w całej lidze.
Tradycyjnie już dla Red Bull Arena mecz rozpoczął się od ciekawych, toczonych w szybkim tempie akcji. W 8. minucie goście, którzy wcale nie ograniczali się do murowania bramki, powinni objąć prowadzenie. Były gracz Philadelphia Union Shea Salinas przepchnął w polu karnym niepewnie interweniującego Chrisa Albrighta i trafił do siatki, ale sędzia dopatrzył się wątpliwego faula gracza Whitecaps. Minutę później ładną trójkową akcją popisali się Thierry Henry, Dax McCarty i Dane Richards, ale strzał tego ostatniego zdołał odbić przed siebie weteran ligi MLS, Joe Cannon. Z dobitką pośpieszył Henry, minął bramkarza i, stojąc tyłem, uderzył piętą piłkę, ale ta trafiła w boczną siatkę.

W 11. minucie środkiem boiska przedarł się błyskotliwy Davide Chiumiento, który ma na koncie po jednym występie w reprezentacji Szwajcarii i Juventusie Turyn, ale jego strzał w sytuacji sam na sam w pięknym stylu wybronił Bouna Coundoul.
W podobnej sytuacji znalazł się w 20. minucie Henry, którego uruchomił ładnym, prostopadłym podaniem McCarty, ale rozgrywający 309. mecz w MLS Cannon zażegnał niebezpieczeństwo odważnym wyjściem, wyłuskując piłkę spod nóg szarżującego Francuza.
W 23. minucie padł gol dla gości. Lewą flanką przedarł się 23-letni Brazylijczyk Camilo, pociągnął do linii końcowej i wycofał do tyłu, gdzie Chiumiento najpierw przyjął sobie piłkę lewą nogą, a potem uderzył prawą pod poprzeczkę. Akcja i gol – palce lizać!
Strata gola zdeprymowała gospodarzy, którzy zaczęli grać chaotycznie i nerwowo. Szczególnie szwankowała gra w środku pola, gdzie zupełnie bezproduktywny był niedawno pozyskany ze Sportingu Kansas City reprezentant Gwadelupy Stephane Auvray. Do jego poziomu dostroiła się reszta „Czerwonych Byków” i w 45. minucie na tablicy świetlnej dalej palił się wynik 0:1.
Tuż przed przerwą gospodarze doznali jeszcze jednej straty: wychodzącego na czystą pozycję Camilo bezpardonowo sprowadził do parteru 40-krotny reprezentant Norwegii Jan Gunnar Solli. Arbiter spotkania nie miał innego wyjścia jak pokazać byłemu uczestnikowi Ligi Mistrzów w barwach Rosenborga czerwoną kartkę.
Po przerwie grający w osłabieniu i bez wiary Red Bulls nie mieli kompletnie żadnego pomysłu na grę. Zadowoleni z prowadzenia goście też nie forsowali tempa i z boiska przez pierwszy kwadrans wiało nudą. Trybuny zaczęły gwizdać z niezadowolenia, a na jednej z nich pojawił się wymowny transparent „Go Backe Home” (czyli: „Wracaj do domu, trenerze Backe”). Napis, który szybko usunięto (wolność słowa?), chyba podziałał jednak na wyobraźnię szkoleniowca gospodarzy, bo wreszcie po godzinie gry zdecydował się na pierwszą zmianę. Desygnował do walki nastoletniego kadrowicza USA Juana Agudelo i była to pokerowa zagrywka. Młokos nie marnował bowiem czasu i już po siedmiu minutach od wejścia na boisko spłacił kredyt zaufania, doprowadzając do wyrównania. Ładnym crossem z prawej strony popisał się Rafa Marquez, a Agudelo technicznym strzałem z klepki w długi róg trafił do siatki rozpaczliwie interweniującego Cannona.











