Radosław Sobolewski w ostatniej minucie spotkania z Zawiszą Bydgoszcz, wbiegając na wślizgu, zdobył zwycięską bramkę dla Górnika. Dzięki temu zabrzanie zostali wiceliderem, a Wisła Kraków spadła na czwarte miejsce. Weteran polskich boisk pokazał tym samym, że w wieku 37 lat można zadziwiać wielką formą…
37 lat na karku, a „Sobol” jak za dawnych lat – imponuje w środkowej strefie boiska odbiorami piłki, a gdy zachodzi konieczność, bierze na siebie ciężar gry i zdobywa gole. Pozyskanie legendy krakowskiej Wisły w letnim okienku przez Górnika to jak na razie strzał w dziesiątkę. Pomocnik gra jak z nut, jest jednym z najlepszych zawodników zespołu z Zabrza.

Dodatkowo dzięki jego bramkom, Górnik mógł sobie doliczyć sześć punktów. Sobolewski zapewnił wygraną w meczu z Piastem Gliwice, a wczoraj zrobił to ponownie. Okoliczności były jednak jeszcze bardziej niesamowite. „Sobol” wpakował piłkę do siatki w ostatniej akcji meczu, ustalając wynik spotkania z Zawiszą na 3:2!
To już trzeci gol pomocnika dla Górnika. Przypomnijmy, że wieloletni kapitan Wisły ciągle mógł grać przy Reymonta, ale przed sezonem krakowianie nie zdecydowali się przedłużyć z nim umowy. Być może zmiana klimatu dobrze wpłynęła na samego zawodnika, który ewidentnie odbudował formę.
Kilka tygodni temu piłkarz przyznał: – Nie mam żalu do Wisły, że tak to się potoczyło. Poza tym za decyzją o zrezygnowaniu z mojej osoby stoi konkretny człowiek, a nie cały klub. Wisła pozostanie w moim sercu do końca życia. Natomiast teraz jestem w Górniku i to się liczy. Piłkarz ani myśli kończyć kariery. – Czuję się na siłach, żeby zrobić jeszcze coś dobrego w piłce. Sytuacja z Wisłą wyzwoliła we mnie ogromną sportową złość – dodał. Po 10 spotkaniach zabrzanie zajmują drugie miejsce w tabeli z 19 punktami. Wisła ma o jeden mniej i jest czwarta.
„Sobol” to jedna z największych legend polskiej ekstraklasy. Twardy, waleczny, zawsze imponował oddaniem i przywiązaniem do barw klubowych. Jak bardzo liczył się ze swoją drużyną i kibicami, pokazał na swojej ostatniej konferencji pod Wawelem. Nie wytrzymał buzujących w nim wspomnień oraz emocji i ze łzami w oczach opuszczał salę, gdy Jacek Bednarz mówił: – Radek, bardzo Ci za wszystko dziękuję! Za wspaniałe momenty, mistrzostwa, sukcesy, mecze w pucharach i reprezentacji, ale również za te chwile, gdy bywało ciężko i trudno. Wówczas zawsze można było być pewnym jednego – że Sobolewski ostatni złoży broń. Raczej go zniosą z barykady niż sam z niej zejdzie.
Poza boiskiem często dbał o kibiców i wspierał ich inicjatywy. Jak chociażby w sierpniu 2010 r., kiedy na rzecz dzieci z domów dziecka ofiarował koszulkę meczową, a SKWK przekazał pieniądze dla jednego z kibiców, który udzielał się mocno, ale nie było go stać na wyjazd do Łodzi. Tych działań charytatywnych z udziałem piłkarza było naprawdę bardzo wiele.











