Mieliśmy dziś na Allianz Arena zobaczyć zespół, który śmiało i bezczelnie przeciwstawi się Bayernowi i pokaże, że naprawdę zasługuje na miejsce w Lidze Mistrzów. A przynajmniej, że zasługuje na nie bardziej niż Hertha Berlin. Niestety… zobaczyliśmy tylko Schalke.
Pierwsza połowa w najmniejszym stopniu nie spełniała pokładanych w tym spotkaniu oczekiwań. Mecz awizowany jako hit kolejki miał przynieść kibicom mnóstwo wrażeń i emocji, a w pierwszych 45 minutach dostarczył tylko nudy. Schalke świetnie ustawiało się w obronie, skutecznie barykadując dostęp do bramki Faehrmanna. Bawarczycy mieli ogromny problem ze znalezieniem sposobu na sforsowanie szczelnego, pięcioosobowego bloku obronnego „Koenigsblauen”.
W drugiej połowie piłkarze Guardioli wrzucili wyższy bieg. Przyjezdnych szybko „napoczął” niezawodny Robert Lewandowski, pokonując Faehrmanna strzałem z ostrego kąta po zamieszaniu w polu karnym. Chwilę potem akcja prawym skrzydłem w wykonaniu gospodarzy zakończyła się perfekcyjną wrzutką Rafinhii i kolejnym skutecznym uderzeniem polskiego napastnika. Tym razem było to kontrujące uderzenie głową zza pleców Romana Neustaedtera.
Po pierwszych kilkunastu minutach drugiej połowy, w których Bayern mocno przyspieszył, mecz wrócił do tempa z pierwszej części spotkania. Kilka ciekawych akcji zaprezentował nam jeszcze Franck Ribery, który pojawił się na boisku na ostatnie 20 minut. To właśnie on wypracował ostatnią bramkę, wpadając w swoim stylu w pole karne i nieco przypadkowo, ale jednak skutecznie wystawiając piłkę Vidalowi, który z kilku metrów wpakował futbolówkę do bramki Faehrmanna.










