W czwartej kolejce Ligi Mistrzów Bayern Monachium zmierzył się z Olympiakosem Pireus. Hans Dieter-Flick przejął bawarski zespół w trudnym momencie. Układanka puzzli, którą otrzymał, zdawała się kompletna, lecz w początkowym podejściu nieco trudna do ułożenia. Choć nie ukrywajmy, Bayernowi przyszło zmierzyć się z najsłabszym zespołem grupy B. Podopieczni Pedro Martinsa zgromadzili do tej pory jeden punkt w rozgrywkach Ligi Mistrzów.
Zadaniem Bayernu Monachium oczywiście było wygrać ten mecz. Z kolei zawodnicy Olympiakosu mogli powalczyć o pierwsze komplet puntów w tej edycji Ligi Mistrzów, bo jak dotąd zgromadzili wyłącznie jeden punkt. Grecki zespół w zasadzie był schowany za podwójną gardą i nie przypominał zespołu, który chce urwać chociażby punkt na Allianz Arena. Zawodnicy prowadzeni przez Pedro Martineza w ciągu spotkania oddali zaledwie trzy strzały. Pod koniec przypominali Japonię w meczu z Polską, której w zasadzie porażka odpowiada.
Brak stabilności w Bayernie
Ponoć stabilizacja nie istnieje – szczególnie w futbolu. Jednak w Bayernie w ostatnich tygodniach wszystko było zgodne z koncepcją Heraklita, czyli popłynęło, rozjechało się. Niko Kovac w ostatnim czasie swojej kadencji niezwykle rotował składem. W tej sytuacji możemy doszukać się zwolenników i przeciwników takich działań trenerskich. Dla nas problematyczna jest sytuacja, gdy trener rotuje jednym graczem na wielu pozycjach. Wtedy takowy zawodnik staje się niewolnikiem własnej uniwersalności.
Podejścia mogą być dwa: z jednej strony zawodnik GRA – i to na wielu pozycjach, z drugiej trudno jest go przypisać do jednej pozycji. Może stać się tak zwaną zapchajdziurą. I dla nas to jeden z grzechów Kovaca. Może intencje miał dobre, bo chciał rotować składem, czyt. Kimmichem, Pavardem czy Hernandezem. Jednak jak czas pokazał, nie wyszło mu to na dobre. W dodatku jego byłych piłkarzy zaczęły trapić kontuzje, przez co do dzisiaj Bayern nie ma wykrystalizowanej jedenastki – z naciskiem na niektóre pozycje.
Flick postawił na swoich rodaków
Oczywiście siłą rzeczy Flick był zmuszony do roszad w składzie. Jednak możliwie zaskoczył. W środku obrony od pierwszych minut zdecydował się na nominalnego bocznego obrońcę i defensywnego pomocnika (który już grywał na pozycji środkowego obrońcy), czyli duet Alaba – Martinez. Na prawej stronie obrony Pavard. Warto zaznaczyć, że na ławce Bayern miał nominalnego środkowego obrońcę – Jerome’a Boatenga.
W środku pola Kimmich, preferujący właśnie grę na tej pozycji. W ten sposób gra choćby w reprezentacji Niemiec. Zobaczyliśmy również powrót do składu Leona Goretzki i Thomasa Muellera. O tym drugim ostatnio wiele pisało się w kontekście odejścia z Allianz Arena. Możliwe, że tymczasowy szkoleniowiec chce dać szansę swojemu rodakowi na znalezieniu długo poszukiwanej formy. Goretzka wraca również z czeluści. Ostatnio trapiły go kontuzje – uraz uda i stawu skokowego, co oczywiście wyłączało go z gry. Niektórzy kibice na portalach społecznościowych nieco kpili z decyzji Flicka. Uważali, że ławka rezerwowych była mocniejsza od pierwszego składu.










