Niemieckie warzenie: Niko Kovac przed sądem ostatecznym w Monachium


Niko Kovac z coraz gorszymi notowaniami wśród kibiców Bayernu

3 listopada 2019 Niemieckie warzenie: Niko Kovac przed sądem ostatecznym w Monachium
fotmob.com

Minął już ponad rok, od kiedy Niko Kovac objął stanowisko trenera Bayernu Monachium. Nie była to pierwsza opcja dla władz mistrza Niemiec, ale wydawało się dobrym pomysłem powierzenie drużyny komuś znającemu monachijskie realia. Chorwat przed laty był piłkarzem „Bawarczyków” i zaznał smaku presji szatni w tym specyficznym miejscu w Niemczech. Od początku jego pracy pojawiało się dużo głosów krytyki. Z biegiem czasu dochodziło ich jeszcze więcej, a ostatni tydzień przelał czarę goryczy. Zbliża się sąd ostateczny dla chorwackiego szkoleniowca.


Udostępnij na Udostępnij na

Pierwotnie na weekend planowaliśmy inny tekst do naszego cotygodniowego cyklu. Ale nie mogliśmy przemilczeć ostatnich wydarzeń związanych z trenerem Bayernu Monachium. Niko Kovac zaczyna coraz częściej gubić się w stolicy Bawarii. Cały czas piłkarsko poczynania mistrzów Niemiec nie podobają się fanom, który wymagają znacznie lepszej gry. W rozmowach z mediami chorwacki szkoleniowiec nie wypada lepiej i zaczyna jeszcze bardziej obniżać swój PR. To skutki stresu związanego z pracą w tak wielkim klubie? A może Chorwat czuje, że wraz z końcem kadencji Uliego Hoenessa zniknie ostatni obrońca jego stanowiska?

Niko Kovac nie polepszył Bayernu

Przyjście Chorwata do Monachium miało być pierwszym etapem zmian w Bayernie. Z nowym trenerem miała rozpocząć się rewolucja kadrowa, ale władze mistrza Niemiec latem 2018 roku za bardzo nie chciały dokonywać transferów. Do klubu wcześniej przybył bezgotówkowo Leon Goretzka, a z wypożyczeń wrócili Serge Gnabry oraz Renato Sanches. Zaklepano jeszcze transfer Alfonso Daviesa, ale młody Kanadyjczyk miał trafić do Niemiec dopiero zimą. Przez to wszystko Niko Kovac był zmuszony rzeźbić z tego, co do tej pory już było. Przy okazji miał przeanalizować, jakie elementy już nie pasują do „Bawarczyków”.

Pierwszy sezon nie był łatwy, bo walka o mistrzostwo Niemiec trwała do ostatniej kolejki. Niko Kovac miał tutaj trochę więcej szczęścia od jego vis a vis w Dortmundzie, któremu przez kontuzje defensorów rozleciał się sen o paterze. Chorwat mógł pierwszy raz w roli szkoleniowca świętować tytuł najlepszej ekipy w Bundeslidze. Do kompletu dołożył sobie jeszcze Puchar Niemiec. Poległ tylko na europejskim froncie. Mimo że jako jedyny nie przegrał na Anfield, to odpadł po bardzo przeciętnym spotkaniu na Allianz Arena. Pocieszenie przyszło z początkiem czerwca, kiedy to Liverpool wzniósł do góry puchar Ligi Mistrzów.

Latem 2019 miała nastąpić wreszcie ta rewolucja. Zdefiniowano problemy z defensywą, więc sprowadzono Benjamina Pavarda i Lucasa Hernandeza. Długo walczono o wzmocnienie ofensywny, ale każdy dzień z informacją na temat Leroya Sane oddalał potwierdzenie transferu reprezentanta Niemiec. Aż w końcu sam piłkarz Manchesteru City wyeliminował się z transakcji, doznając poważnej kontuzji w pierwszym poważnym meczu w sezonie. W takim razie sprowadzono opcję B – Philippe Coutinho. Do tego szeregi mistrza Niemiec wzmocnili Ivan Perisić i Jann-Fiete Arp.

Czy to poprawiło grę Bayernu? Nie. „Bawarczycy” dalej mają wahania formy. Jednego dnia potrafią zrobić 7:1 z Tottenhamem, a drugiego męczyć się z Bochum. Nie wspominając już o dniu wczorajszym i blamażu z Eintrachtem. Nowi obrońcy mieli powstrzymać rywali od strzelania goli mistrzowi Niemiec, ale wcale nie pomogły zmiany. Ostatni raz Manuel Neuer nie musiał wyciągać piłki z siatki 21 września po wygranej z Köln. Ogólnie z poważnego grania tylko trzykrotnie udało się skończyć mecz na zero.

W ataku jest nie lepiej, bo jakby nie życiowa forma Roberta Lewandowskiego, nie byłoby tak kolorowo. Za długo monachijczycy myślą przy posiadaniu piłki, tak jakby do końca nie udawało się realizować planu trenera. Przez straty w ataku pojawiają się problemy z kontrami przeciwników, które od dwóch lat są bardzo bolesne. Nasz rodzynek w Bawarii stara się, ale tak jak kiedyś przestrzegał Franciszek Smuda Kubę Błaszczykowskiego, tak teraz można to powiedzieć do polskiego napastnika: sam meczu nie wygrasz.

Rotacyjny chaos

Poszerzenie kadry i nowe nazwiska miały pozwolić stworzyć większe możliwości. Teraz Niko Kovac miał mieć większy wybór i mógł sobie „porzucać” zawodnikami po pozycjach. Pavard raz z prawej strony, raz na stoperze. Joshua Kimmich druga linia albo defensywa. Hernandez? W sobotę w środku, w środę na lewej. Podobno nowi mieli zapobiegać straconym bramkom. A tak przez te duże rotacje Chorwat stworzył chaos, a defensywa nie mogła się zgrać. Jakby było mało nieszczęść, to jeszcze więzadła zerwał Niklas Süle. Kluczowy filar defensywy poległ, a z nim morale i pomysły Kovaca.

W składzie Bayernu tak naprawdę nie do ruszenie byli tylko Neuer i Lewandowski. O Thomasie Müllerze niedawno pisaliśmy, że przykleił się na dłuższy czas do ławki. A tu niespodzianka. Po przeczytaniu naszego tekstu przez trenera wychowanek Bayernu wrócił do składu! Niebywała sprawa. Za to teraz poszedł w odstawkę raz Kingsley Coman, raz Serge Gnabry. Od tego wszystkiego zaczęło się też mieszać w głowie Coutinho. Już się wydawało, że Brazylijczyk odbudował się w Niemczech, ale w ostatnich meczach jest cieniem samego siebie. Dostosował się do kolegów, którzy momentami grają za wolno. Zresztą jeszcze parę lat temu środek pola to była dość stabilna strefa w Monachium. Teraz nawet trudno wskazać gracza w dobrej dyspozycji ze środkowych pomocników. Zwłaszcza kiedy rywale mają często w środku „autostradę” do bramki Neuera przy kontrach.

W Eintrachcie udało się Chorwatowi zbudować drużynę. To trzeba mu oddać. Wziął ekipę, która leciała na łeb w tabeli. Odwrócił jej losy i dał jeszcze jedną szansę w barażach o Bundesligę. Ten pojedynek też był trudny dla „Orłów” i nie bez problemów wygrali dwumecz o byt. Od tego czasu we Frankfurcie zbudowano solidną ekipę, łapiącą się do europejskich pucharów. Niko Kovac zdobył z nią Puchar Niemiec, ucierając nosa w finale swojemu przyszłemu pracodawcy.

Różnica między Eintrachtem i Bayernem jest taka, że w Monachium jedna porażka jest już bardzo bolesna. Tutaj potknięć się szybko nie wybacza. Stres też jest znacznie większy, bo „Bawarczycy” mają walczyć o trofea. A przede wszystkim mają ładnie grać. To na razie chorwackiemu trenerowi za bardzo się nie udaje. Niby wpada coś do gabloty, ale fani kręcą nosem. Tutaj przypomina nam się sytuacja, kiedy Kovac był selekcjonerem kadry Chorwacji. Tam przy większym „ciśnieniu” też miał kłopoty, które przypłacił posadą.

Niko Kovac zbudował zły PR

Przy okazji tworzenia wcześniejszego artykułu z cyklu „Niemieckie warzenie” znaleźliśmy w naszym archiwum artykuł na temat plotek o przenosinach Luciena Favre’a z OGC Nice do Borussii Dortmund lub Bayernu Monachium. W nim pytany przez nas o komentarz Michał Trela dość jasno określił, jakim trenerem powinien być nowy szkoleniowiec „Bawarczyków”. Patrząc dzisiaj na poczynania Niko Kovaca, dość trafnie wypunktował Chorwata. Oto fragment, o który nam chodziło: – Tam [w Bayernie] trzeba być dobrym politykiem i umiejętnie lawirować między różnymi frontami. […] Do Monachium potrzeba raczej kogoś w rodzaju selekcjonera, świetnego przede wszystkim w zarządzaniu szatnią.

Właśnie z tymi rzeczami ma najwięcej problemów trener Bayernu. Trudno mówić o świetnym zarządzaniu szatnią, kiedy nie potrafi się odpowiednio dotrzeć do Renato Sanchesa, który ostatecznie już miał dość Niemiec. Ile to się trzeba było nachodzić, żeby ugasić fochy Francka Ribery’ego. Jeszcze jak wybitnie źle wypowiedzieć się o żywej legendzie Bayernu – Thomasie Müllerze, który w Monachium „przeżył” już wielu trenerów. A oliwę do ognia dodał ostatni komentarz Chorwata na temat kibiców Eintrachtu. Po słabym meczu w Pucharze Niemiec z Bochum na konferencji prasowej jeden z dziennikarzy zapytał go o kibiców Eintrachta. Dumny Niko Kovac odpowiedział, że są to najlepsi kibice w Niemczech.

Kompletnie zapomniał, w jakim miejscu pracuje, i chcąc przypomnieć sobie dobre bezstresowe czasy pracy we Frankfurcie, sprawił sobie piekło w Monachium, obrażając tą wypowiedzią fanów mistrza Niemiec. Już niektórzy zacierali ręce na Ligę Mistrzów i Der Klassikera. Będą to najbliższe mecze domowe Bayernu. Kibice z pewnością dadzą tam o sobie znać chorwackiemu szkoleniowcowi. Oczywiście o ile wcześniej nie zostanie on wykopany z posady.

Tak przez niego chwaleni kibice wczoraj mieli sporo radości, bo „Bawarczycy” przegrali aż 1:5! To sprawia, że sąd ostateczny się zbliża. Fani zgromadzeni na Allianz Arena będą żądać głowy trenera, który zraził ich grą ulubionej drużyny oraz słowami z licznych konferencji prasowych. W tej chwili nawet zapomniano o poczciwym Hasanie Salihamidziciu, który robi w drużynie mistrza Niemiec za błazna dyrektora sportowego, któremu mało co wychodzi. Ale z niego to się chociaż śmiano, a jeżeli chodzi o Kovaca, sytuacja jest poważniejsza.

Co dalej przy końcu Chorwata?

Ostatnią barierą broniącą Niko Kovaca jest Uli Hoeness. Ale ten płaszczyk ochronny opadnie za dwa tygodnie. 15 listopada ma on puścić stery okrętu o nazwie Bayern Monachium. Zostanie jeszcze przy klubie, ale kierownicę ma złapać Karl-Heinz Rummenigge. Na ten moment został odwołany niedzielny otwarty trening mistrza Niemiec. Szefostwo obradowało przez ostatnią noc na temat, czy nie zakończyć już współpracy z obecnym trenerem. Pojawiła się dzisiaj informacja o zostawieniu jeszcze obecnego szkoleniowca na dwa najbliższe spotkania.

No dobra. Załóżmy, że Niko Kovac zostaje zwolniony. W takim przypadku tymczasowo drużyną miałby kierować Hans-Dieter Flick, a po pewnym czasie miałoby zostać ogłoszone nazwisko nowego trenera. Z wolnych kandydatów trudno w Niemczech znaleźć kogoś, kto podjąłby się z miejsca tego zadania. Dlatego też bardziej celuje się w zagranicznego szkoleniowca. Tylko tutaj także jest kilka problemów, bo prasa wymieniała choćby Jose Mourinho. Portugalczyk nawet miałby się uczyć już od jakiegoś czasu języka niemieckiego. Przy obecnej polityce Bayernu trudno byłoby nam uwierzyć w możliwość zatrudnienia tego trenera.

Zresztą inne propozycje są też ciekawe i jednocześnie trudne do zrealizowania. Erik ten Hag zbudował mocny Ajax i raczej do końca sezonu będzie nie do ruszenia z Amsterdamu. Thomas Tuchel był już w przeszłości nawet po słowie z władzami „Bawarczyków”, ale zniecierpliwił się wiecznym przekładaniem finalizacji rozmów. Teraz jest w PSG i łatwo go wyciągnąć nie będzie. Gdzieś jeszcze pojawiały się głosy na temat ściągnięcia z wakacji Massimiliano Allegriego. Opcji trochę jest, ale nie będziemy jeszcze dzielić skóry na żywym niedźwiedziu. Choć po ostatnich wynikach i przypadkach Niko Kovaca raczej powinniśmy napisać na ledwo żywym niedźwiedziu. Zwłaszcza że dostał dwa mecze do wykazania się.

AKTUALIZACJA: Niko Kovac rozstaje się z mistrzem Niemiec. Chorwat po rozmowie z władzami Bayernu złożył rezygnację z funkcji trenera. Z pracą w Monachium pożegnał się także jego asystent Robert Kovac.

 

Pozostałe artykuły z cyklu „Niemieckie warzenie” znajdziecie w poniższym linku. Zapraszamy do przeczytania innych tekstów związanych z niemiecką piłką!

Niemieckie warzenie

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski