Bayern Monachium w 1. kolejce Ligi Mistrzów dwiema bramkami pokonał Inter Mediolan. Mistrzowie Niemiec popisali się dużą elastycznością taktyczną, a w meczu błyszczeli tacy gracze jak Leroy Sane czy Benjamin Pavard. Oto garść spostrzeżeń dotyczących wczorajszej potyczki na San Siro.
Początek obecnego sezonu w wykonaniu Interu Mediolan jest mocno rozczarowujący. Drużyna Simone Inzaghiego przegrała niedawno prestiżowe derby Mediolanu, a w samej lidze przydarzyła jej się jeszcze wpadka z Lazio. Jako punkty, które w ostatnich tygodniach zawodziły najbardziej, wiele osób wskazało defensywę oraz bramkarza. Dlatego też trener postanowił poczynić spore zmiany. Największa z nich miała miejsce właśnie w bramce, gdzie broniącego w ostatnich latach wszystko od początku do końca Samira Handanovicia zastąpił Andre Onana. Swoją szansę na występ dostał również już mocno zapomniany we Włoszech Robin Gosens. Po kilku ostatnich słabych występach na ławce usiadł Nicolo Barella.
Drużyna gości przyjechała na San Siro w dobrej formie, jednak po dwóch niespodziewanych remisach w Bundeslidze. Mimo iż trener Julian Nagelsmann zapewniał, że wszystko jest w porządku i drużyna zmierza w dobrym kierunku, a odejście Roberta Lewandowskiego wcale nie jest takie straszne, ważne było jeszcze potwierdzenie tych słów na tle klasowego europejskiego rywala. Z takim właśnie nastawieniem mistrzowie Niemiec przylecieli na mecz z Interem.

Otwarcie gry na trzech stoperów
Bayern słynie ze swojego elastycznego podejścia taktycznego oraz wysokiego poziomu adaptacji. Piłkarze z Bawarii w ciągu kilku dni potrafią zagrać w dwóch kompletnie różnych zamysłach. Podobnie było również wczoraj. Mistrzowie Niemiec, w odróżnieniu od poprzednich meczów tego sezonu, w fazie budowania akcji otwierali grę z wykorzystaniem trzech środkowych obrońców i wahadeł. Wyżej działa się cała magia elastyczności Bayernu. Zawodnicy środka pola mieszali się ze sobą wedle potrzeby i sytuacji boiskowej. Kimmich lub Sabitzer schodzili niżej do rozegrania, a Müller z Sane szukali sobie przestrzeni między formacjami rywala. Jedna rzecz pozostawała w miarę niezmienna. Najwyżej ustawiony pomiędzy trójką stoperów rywala był Sadio Mane. Senegalczyk miał cały czas absorbować uwagę środkowych obrońców Interu i nie pozwolić im wyjść wyżej bez poniesienia tego konsekwencji.

Trener Nagelsmann zdecydował się wykorzystać obecność Kingsleya Comana w składzie oraz jego szybkość i znakomity drybling. Właśnie dlatego ustawił go na boku, dokładniej na prawym wahadle, a nie bliżej środka. Dynamiczny Francuz ustawiony był również na stronie długo niegrającego wcześniej w piłkę Robina Gosensa. Coman od razu był więc w wygranej dla siebie sytuacji.

























