Po weekendowych rozgrywkach ligowych powróciła Liga Mistrzów. We wtorek do Rzymu przyleciał aktualny klubowy mistrz Europy i świata. Bayern Monachium pierwszy raz od dawna miał wystąpić z naszywką na piersi za zdobycie klubowego mistrzostwa świata. Istnieje klątwa tejże mitycznej naszywki, Bayern musi się z nią zmierzyć. Lazio z kolei na pewno tanio skóry nie sprzeda. Choć w momencie losowania nie dawaliśmy im większych szans, tak przez ten czas sytuacja się zmieniła, a szanse zdecydowanie bardziej wyrównały. Liczyliśmy na spektakl z dużą liczbą bramek, tak jak w poprzednim tygodniu. Strzelać je mieli oczywiście zdobywca Złotego Buta, Ciro Immobile, i ten, którego Włoch wyprzedził o zaledwie dwa gole, Robert Lewandowski.
Oba zespoły do meczu podchodziły w odmiennych nastrojach. Lazio w ostatnim meczu pokonało u siebie Sampdorię 1:0. Bayern zaś poniósł porażkę 1:2 na wyjeździe z Eintrachtem Frankfurt. Dodatkowo zdecydowanie więcej problemów kadrowych mieli Bawarczycy. Na mecz Flick zabrał bardzo okrojoną kadrę. Do samolotu lecącego w kierunku Rzymu wsiadło jedynie 17 piłkarzy. To wszystko ze względu na koronawirusa. W kadrze gości brakowało chociażby Müllera, Gnabry’ego czy Pavarda. W Lazio nieobecności było zdecydowanie mniej. Niedostępni dla trenera Inzaghiego byli jedynie Luiz Felipe i Stefan Radu. To wszystko zwiastowało naprawdę duże emocje.
Bawarski walec
Pierwsza groźna akcja gości miała miejsce w 6. minucie. Niklas Suele, kolejny raz wystawiony na prawej obronie, zaprezentował, jak powinna wyglądać jego gra w ofensywie na tej pozycji. Przedarł się prawym skrzydłem i wrzucił piłkę w pole karne. Ta nie dotarła do Roberta Lewandowskiego. Podobnie było w następnej akcji, gdy wrzucał Kimmich. Jednak dwie minuty później Robert minął Pepe Reinę i strzałem do pustej branki umieścił piłkę w siatce, 1:0. Trzeba przyznać, że największy udział przy tym golu, poza Polakiem, miał Mateo Musacchio. Polski napastnik takich sytuacji nie marnuje. Pięć minut później Robert znakomitym dryblingiem przedarł się przez defensywę Lazio, wyłożył piłkę do Sane, ale ten ekwilibrystycznym zagraniem piętą nie zdołał strzelić gola. Ma się od kogo uczyć w Bayernie.












