Bayer Leverkusen numerem jeden w grupie B Ligi Europejskiej. Podopieczni Juppa Heynckesa pokonali dziś na wyjeździe Rosenborg Trondheim i są pewni awansu z pierwszego miejsca. W drugim meczu Aris Saloniki po zaciętym meczu okazał się lepszy od Atletico Madryt, dzięki czemu grecki zespół nadal liczy się w walce o wyjście z grupy.
Zdecydowanymi faworytami do zwycięstwa w tym starciu byli podopieczni Juppa Heynckesa. Wszystkie argumenty zdawały się przemawiać na ich korzyść. Kadra, którą dysponował niemiecki trener, umiejętnościami i piłkarskim potencjałem przewyższała swoich norweskich przeciwników. Niemcy również prezentowali o wiele lepszą formę, której dowodem było zajmowane przez nich trzecie miejsce w Bundeslidze. Gospodarzom zadania nie ułatwiał fakt, że u nich sezon już się skończył. Mimo zmęczenia liczbą meczów, miejscowi stawiali dzielny opór swoim rywalom. Zespół z Leverkusen miał spore trudności z przedarciem się przez szczelną defensywę mistrzów Norwegii. Chociaż kolejne ataki zawodników z Niemiec nie przynosiły efektów, nie rezygnowali. W końcu jednak mieli powody do radości. W 35. minucie dobrym podaniem popisał się Stefan Reinartz. Piłka trafiła do Sidneya Sama, a ten umieścił ją w siatce bramki strzeżonej przez Erlunda. Gospodarze starali się odgryźć, lecz przy dobrze grających przyjezdnych niewiele mogli zdziałać.
W drugiej połowie obraz gry zasadniczo się nie zmienił. Stroną przeważającą był Bayer. Podopieczni Juppa Heynckesa praktycznie kontrolowali wydarzenia na boisku. Mieli również okazje, by podwyższyć prowadzenia. Jednak ostatecznie coś się psuło. Dlatego ich akcje kończyły się niecelnym podaniem lub niedokładnych strzałem. Mistrzowie Norwegii nie mieli żadnego pomysłu na sforsowanie defensywy Bayeru. Szczelnie ustawione zasieki obronne nie dopuszczały do większych spięć pod bramką Adlera. Ostatecznie zawodnicy z Leverkusen pokonali Rosenborg 1:0, dzięki czemu umocnili się na prowadzeniu w grupie B.
Atletico – Aris
Zdecydowanie więcej emocji wzbudzała potyczka w Madrycie. Prowadzeni przez Hectora Raula Cupera goście nie mieli wyjścia. Jeżeli chcieli liczyć się w walce o awans z grupy, to koniecznie musieli zakończyć to starcie z większą liczbą bramek na koncie niż ich przeciwnicy. Obrońcy trofeum nie zamierzali się jednak poddawać i już w środę chcieli zapewnić sobie awans do fazy pucharowej.
Potyczka ta rozpoczęła się w sposób wymarzony dla gości. Już po 120 sekundach piłka zatrzepotała w siatce De Gei. Całe Saloniki eksplodowały radością, a najbardziej cieszył się zdobywca gola, Koke. Feta jednak długo nie trwała. Gospodarze od razu wzięli się ostro do roboty. Chcieli jak najszybciej doprowadzić do remisu. Ich determinacja opłaciła się. Nie minął kwadrans od utraty bramki, a zawodnicy z Madrytu prowadzili. Najpierw odpowiedzieli trafieniem Forlana, a 300 sekund po nim na listę strzelców wpisał się uwielbiany w stolicy Hiszpanii Sergio Aguero. Grecy, jak mogli, starali się zrewanżować przeciwnikom. Futbolówka nie chciała jednak wpaść po raz drugi do siatki De Gei. Na szczęście dla przyjezdnych równie dobrze spisywał się Sifakis. Ostatecznie bramkarze w tej połowie już nie skapitulowali.










