Barcelona, która w poprzednich dwóch spotkaniach zdobyła zaledwie jeden punkt, udowodniła, że ostatnie wyniki nie są początkiem poważniejszego kryzysu, a jedynie wypadkiem przy pracy. Katalończycy pokonali Athletic Bilbao 2:1, choć styl, w jakim zwycięstwo zostało wywalczone, mógł pozostawiać wiele do życzenia.
Spotkanie rozpoczęło się od zdecydowanych ataków gospodarzy, którzy jak najszybciej chcieli zrehabilitować się swoim kibicom za ostatni tydzień. Na efekty nie trzeba było dużo czekać, już w 3. minucie doszło do otwarcia wyniku. W swoim stylu Xavi wypatrzył wchodzącego w pole karne Alvesa i zagrał do niego precyzyjną piłkę. Brazylijczyk zgrał futbolówkę do Villi. Reprezentant Hiszpanii nie ma w zwyczaju marnować takich sytuacji, tak też było tym razem – jego strzał w krótki róg znalazł drogę do siatki. Szybko strzelona bramka niejako ustawiła losy pierwszej połowy. Barcelona kontrolowała sytuację, ale obniżyła intensywność ataków. Najlepszą okazję na podwyższenie wyniku miał Villa. Świetnie wyszedł na pozycje, dostrzegł źle ustawionego golkipera gości, co chciał chytrze wykorzystać, decydując się na kąśliwy lob. Efektowne uderzenie wylądowało jednak na poprzeczce.

Katalończycy mieli problem ze stworzeniem sobie klarownej sytuacji. Często gościli w polu karnym rywala, ale mimo to nie umieli znaleźć pozycji do strzału. Próbowali grać zbyt koronkowo, będąc blisko bramki próbowali niekonwencjonalnych zagrań, co najczęściej kończyło się stratą. Pod koniec pierwszej odsłony swoją okazję mieli również goście. W 37. minucie w polu karnym najwyżej wyskoczył Llorente, Pinto wykazał się jednak niemałym refleksem, udowadniając tym samym, że w Barcelonie nie znalazł się przypadkiem.
Druga połowa rozpoczęła się od wyrównania wyniku. W 49. minucie nieroztropnie w pole karne zagrał Abidal, błąd kolegi próbował naprawić Busquets. Jego interwencja była jednak niezgodna z przepisami, co zauważył sędzia i słusznie podyktował rzut karny. Do „jedenastki” podszedł Iraola. Nie pomylił się. Bramka spowodowała zwiększenie częstotliwości ataków Barcelony. W 70. minucie na wolnej pozycji znalazł się Villa, który chciał zaskoczyć bramkarza, uderzając po długim rogu. Iraizoz nie dał się zaskoczyć – sparował piłkę na rzut rożny. Ataki przyniosły bramkowy skutek w 77. minucie. Scenariusz tego gola był podobny do pierwszej okazji bramkowej. Ponownie podawał Xavi, bezpośrednio dogrywał z prawej flanki Alves. Zmienił się tylko egzekutor – piłkę do siatki wpakował Leo Messi. Po wyjściu na prowadzenie obraz meczu uległ zmianie. Katalończycy grali na znacznie większym luzie, kilkukrotnie ośmieszyli rywala za sprawą dryblingów Iniesty i Messiego. Nie udało się jednak podwyższyć rezultatu.











