Barcelona doskonale pamięta trio Xavi–Busquets–Iniesta w środku pola. Przez siedem lat stanowili oni o sile drugiej linii „Dumy Katalonii”. Dziś do składu „Blaugrany” wchodzą na dobre: Ansu Fati, Pablo Gavi, Nico Gonzalez, Araujo czy Alejandro Balde. Wszyscy żyją w nadziei, że ich obecność pozwoli na walkę o trofea.
Różnica między tamtym etapem a obecnym jest jednak znacząca. Wielka trójka architektów sukcesów Barcelony, przez kilka dobrych lat, wchodziła do składu pojedynczo. Najpierw 18-letni Xavi w 1998 roku został wprowadzony przez Louisa van Gala. Po nim kolej przyszła na również 18-letniego Andresa Iniestę, którego dla Barcelony „wyczarował” holenderski trener. Na końcu do składu wskoczył grający do dziś 20-letni wówczas „Busi”. Hiszpan wprowadzony do drużyny został oczywiście przez Pepa Guardiolę.
W obecnych realiach Barcelona i Ronald Koeman chwytają się wychowanków z La Masii jak tonący brzytwy. Zdecydowanie zdrowszym rozwiązaniem byłoby wprowadzanie ich tak, jak trener zrobił to z Pedrim. Dodał go do drużyny i obudował doświadczonymi zawodnikami.
Gavi, Nico czy Balde wrzuceni są tak naprawdę do najgłębszej możliwej wody, o jakiej tylko mogli pomyśleć. Wobec kłopotów kadrowych Koeman zaczął korzystać z La Masii jak PSG z pieniędzy Katarczyków – bez ograniczeń. O ile Ansu Fati i Ronald Araujo w zespole są już od dłuższego czasu, o tyle wyżej wymieniona trójka wskoczyła jakby z łapanki na ulicy, choć wiadomo – potencjał ma gigantyczny.
Nie wszystko tutaj jest winą Koemana. To nie jego wina, że Barcelona przez ostatnie lata wydawała horrendalne sumy transferowe na piłkarzy, którzy potem okazywali się w większości niewypałami transferowymi. To nie Holender sprawił, że Barcelona nie może ściągać gwiazd. To jest wina Bartomeu, ale Koeman swoją mową ciała nie pomaga w osiąganiu sukcesów.
Stadion światła gasi nadzieję Koemanowi?
Barcelona, przegrywając z Benficą w Lizbonie, prawdopodobnie załatwiła swojemu trenerowi wilczy bilet w całej Katalonii na najbliższy czas. Być może Koeman poprowadzi jeszcze klub z Camp Nou w meczu z Atletico (choć z trybun za zawieszenie), to na 99% będzie to ostatni akt tej holenderskiej tragedii w stolicy Katalonii.
„Barca” nie rozwijała się w tym sezonie ani przez chwilę. Pierwszy mecz sezonu i pokaz siły przeciwko Realowi Sociedad („Blaugrana” wygrała 4:2) to najwyraźniej był jedynie wypadek przy pracy, ewentualnie wejście w sezon na wielkim entuzjazmie całej drużyny. Nie wydaje się, żeby to Koeman był kluczową postacią w tym spotkaniu.












