Ekipy z czołówki Primera Division, FC Barcelona oraz FC Sevilla, swoje wtorkowe spotkania w ramach czwartej kolejki bezproblemowo wygrywały. „Duma Katalonii” rozbiła aż 4:1 miejscowy Racing Santander, Sevilla zaś 2:0 pokonała RCD Mallorca.
Racing Santander – FC Barcelona 1:4
W spotkaniu zamykającym wtorkowe zmagania w Primera Division na Estadio El Sardinero miejscowy Racing Santander podejmował mistrza Hiszpanii z ubiegłego sezonu, FC Barcelonę. Faworyt tego pojedynku mógł być tylko jeden, choć gospodarze z pewnością nie mieli zamiaru czekać na jak najniższy wymiar kary. Przemawiała bowiem za nimi szybkość, której, jak przyznał przed meczem Pep Guardiola, można się obawiać.

Piłkarze „Blaugrany”, czego należało się spodziewać, mecz rozpoczęli od ataków pozycyjnych, chcąc jak najszybciej zyskać przewagę. Widać było jednak, że goście o komplet punktów będą musieli się mocno postarać, gdyż Racing od początku zawiesił wysoko poprzeczkę. Chociaż podopieczni Guardioli wyraźnie dominowali na boisku, to kłopoty zaczynały się w okolicy 15-20 metrów od bramki Tono, gdzie defensorzy z Santander dwoili się i troili, by powstrzymywać groźne akcje Katalończyków. Tę ścianę udało się przełamać już w 20. minucie. Faulowany daleko od bramki był Xavi. Sam poszkodowany błyskawicznie wznowił grę, rozciągając akcje podaniem na prawe skrzydło do Messiego. Idealna centra Argentyńczyka na głowę Ibrahimovicia i w Santander mieliśmy pierwszego gola.
Dramatycznych mogło być następnych kilkadziesiąt sekund dla zawodników z Estadio El Sardinero. Od razu bowiem po trafieniu do siatki przez Zlatana Ibrahomovicia Szwed znalazł się w doskonałej sytuacji, lecz ku uciesze fanów zgromadzonych na stadionie upolował przysłowiowe aluminium. Co się odwlecze to nie uciecze – to powiedzenie jak ulał pasuje do tego, co stało się parę chwil później. Dominacja „Dumy Katalonii” od momentu pokonania golkipera „Verdiblancos” nie podlegała wątpliwości. W 24. minucie punktowanie rywala kontynuował Lionel Messi. Reprezentant „Albicelestes” jednym zwodem minął rywala i pięknym, technicznym strzałem w prawy róg bramki podwyższył prowadzenie Barcy. Kilka chwil później było już praktycznie po meczu. Roztrzęsiony i zdezorientowany Racing dał sobie strzelić gola numer trzy. Tym razem w polu karnym z nadzwyczajną łatwością piętą do niepilnowanego Pique zagrał bardzo aktywny tego wieczora „Ibra”. Hiszpanowi nie pozostało nic innego, jak sfinalizować akcję trafieniem między słupki.
Mit o domniemanym trudnym meczu, jakim miało być dla „Blaugrany” starcie z Racingiem, prysł zatem bezpowrotnie. Od momentu miażdżących siedmiu minut przy piłce oglądaliśmy głównie gości, a z trybun słychać było pierwsze objawy niezadowolenia. Do przerwy na tablicy wyników widniało 0:3. Po wznowieniu spotkania obraz gry wiele się nie zmienił. Barcelona kontrolowała jego przebieg i nie wydawało się, by gospodarze mieli odrobić chociaż część z trzybramkowej straty. W 62. minucie wynik 0:3 był już jednak nieaktualny. Potwierdziło się to, że jeśli pozwoli się Messiemu minąć jednego rywala, młody Argentyńczyk z zimną krwią wykończy akcje drużyny. Nie inaczej było i tym razem. „Leo” zejściem do środka uporał się z przeciwnikiem i uderzeniem w długi róg zdobył swoją drugą bramkę w meczu. Dziesięć minut później honor Racingu uratował Oscar Serrano. Fenomenalnym uderzeniem w okienko lewoskrzydłowy ustalił wynik na 1:4.











