Wynikiem 1:1 zakończyło się spotkanie Levante Walencja i FC Barcelona. Tym samym gracze „Blaugrany” zapewnili sobie mistrzostwo Hiszpanii!
Od początku spotkania gracze „Blaugrany” dominowali na boisku. Pierwsze minuty meczu przebiegały jednak spokojnie. Mimo że Barcelona przez większość czasu była w posiadaniu piłki, nie zagroziła bramce Munui. Warto wspomnieć, że dla niektórych to mecz symboliczny – Eric Abidal po raz pierwszy po chorobie wyszedł na boisko w pierwszym składzie.

Po czternastu minutach od pierwszego gwizdka nadal to goście kreowali obraz gry. Ale wreszcie i Levante wyszło z inicjatywą. Po akcji z kontrataku uderzenie jednego z piłkarzy drużyny z Walencji o włos minęło bramkę Valdesa. W 21. minucie ponownie atakowali gospodarze – tym razem to uderzenie Xaviego Torresa zaskoczyło Barcelonę. Jednak ponownie był to strzał minimalnie niecelny.
25 minut spotkania upłynęło bez bardziej widowiskowych akcji z jednej czy drugiej strony. Gracze Levante znaleźli sposób na zatrzymanie rajdów Messiego, sami też nie palili się do ataku. Wreszcie w 28. minucie, po podaniu Xaviego, Keita uderzeniem głową przelobował bramkarza. Tym samym dał Barcelonie prowadzenie w tym jakże ważnym dla katalońskiego klubu meczu.
Chwilę później gospodarze mieli wyśmienitą okazję do wyrównania wyniku, ale w decydującym momencie zabrakło im dokładności. Barcelona jednak wciąż dominowała. W 37. minucie Munua obronił mocny strzał Abidala, chwilę po tym bramka Levante ponownie była zagrożona, tym razem przez atakującego Villę – znów niecelnie.

Kilka chwil później fatalnie zachowali się obrońcy Barcelony. Brak komunikacji pomiędzy Pique i Valdesem zaowocował golem dla Levante! Tej formalności dopełnił Caicedo, który w 41. minucie skierował piłkę do pustej bramki.
Na pewno nie takiego przebiegu spotkania spodziewali się kibice i gracze Barcelony. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 1:1.
Na drugą część meczu „Barca” wyszła bardzo zmotywowana i ze świadomością znaczenia zwycięstwa w tym spotkaniu. Przypieczętowanie mistrzostwa Hiszpanii na dwie kolejki przed końcem rozgrywek na pewno było życzeniem zarówno trenera, jak i piłkarzy. I próbowali – ataki Barcelony były coraz szybsze. Ale i obrona Levante nie odpuszczała. Łatwość, z jaką defensorzy z Walencji zatrzymywali Messiego czy Xaviego, była godna najlepszych.












