Już zdążyliśmy przyzwyczaić się, że sobotnie spotkania rozgrywane w ramach hiszpańskiej Primera Division wiążą się z wielkimi emocjami, więc i tym razem nie mogło być inaczej.
W żadnym z trzech spotkań nie padł remis. Na dodatek oglądać mogliśmy dziewięć bramek. Po tych spotkaniach układ w ligowej tabeli się nie zmienił, bowiem na czele z dorobkiem 39 punktów plasuje się ekipa FC Barcelony, a zaraz za nią goszczą podopieczni Manuela Pellegriniego.
Real Saragossa 1:2 Athletic Bilbao

Już w pierwszych 60 sekundach spotkania goście wyszli na prowadzanie, a to za sprawą Gurpegi, jednak po jego strzale sędzia liniowy dopatrzył się pozycji spalonej, a po przekazaniu tej informacji arbitrowi głównemu mecz został wznowiony stałym fragmentem gry.
Pierwsze 45 minut przepełnione było walką w środku pola, zacięta rywalizacja toczona przed oboma bramkami często jednak kończyła się na linii defensywnej rywali.
Po wyjściu z szatni postawa zawodników była zupełnie inna i z niecierpliwością oczekiwaliśmy bramek, które wisiały w powietrzu. Tak też w 60. minucie meczu dośrodkowanie Muniaina na bramkę zamienił San Jose i od tego czasu gra nabrała barw.
Mimo wyraźnej przewagi gospodarzy, to Baskom udało się strzelić drugą bramkę na dziewięć minut do końcowego gwizdka. Tym razem Markel Susaeta pokonał bezradnego Vallejo.
Piłkarzy Realu Saragossy stać było jedynie na honorowe trafienie Diogo z 90. minuty. Trzy ważne punkty dopisali do swojego konta piłkarze Athleticu i swoją formą pokazują, że stać ich na pozycję premiowaną grą w europejskich pucharach.
FC Barcelona 1:0 Espanyol Barcelona
Od pierwszego gwizdka to podopieczni Guardioli prowadzili grę. W ich zamierzeniu było strzelenie szybkiej bramki, co było widać w licznych atakach na bramkę Espanyolu. Mimo licznych sytuacji strzeleckich napastników Barcy, pierwszą klarowną sytuację gospodarzy stworzył Xavi, który świetnie zagrał na głowę Pique, ale ten nie potrafił skutecznie wykończyć akcji.
Chwilę później trzy świetne akcje „Dumy Katalonii”, które fenomenalnie wybronił dobrze dysponowany Kameni. Najpierw idealnie przeciął podanie Andreasa Iniesty, kilka minut później wygrał pojedynek jeden na jeden z Pedro, a ostatecznie popisał się wspaniałą interwencją po strzale Henryego.
Starania Barcelony przyniosły zamierzony efekt dopiero w 39. minucie pierwszej połowy, kiedy to rzut karny na bramkę zamienił Zlatan Ibrahimović, co prawda jedenastki w ogóle nie powinno być, ale decyzja sędziego jest niepodważalna.












