Myślicie, że z wiszącego nad Realem Madryt zakazu transferowego cieszą się jedynie fani innych hiszpańskich zespołów, przede wszystkim z Katalonii? Nic bardziej mylnego. Paradoksalnie dzięki karze dla „Królewskich” największy banan na twarzy zagościł prawdopodobnie u Marcosa Llorente, który jest wypożyczony z Concha Espina do Deportivo Alaves.
Información, no opinión
21-letni pomocnik urodzony w Madrycie jest wychowankiem „Los Blancos” i już niedługo może spełnić swoje marzenie o grze w pierwszej drużynie 11-krotnych mistrzów Europy. Już teraz Llorente jest jednym z najbardziej perspektywicznych zawodników w La Liga, a za nim przecież ledwie kilka meczów na najwyższym szczeblu rozgrywek na hiszpańskich boiskach. Choć Marcos zadebiutował w Primera Division jeszcze za czasów Carlo Ancelottiego w Realu Madryt, dopiero teraz otrzymał prawdziwą szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności. Poprzedni sezon Hiszpan spędził w drugiej drużynie madrytczyków, już stamtąd głośno pukając do drzwi pierwszego zespołu. Nie przeszło to niezauważone, również przez Rafę Beniteza i Zinedine’a Zidane’a, którzy dostrzegali drzemiący w nim potencjał, podobnie jak wcześniej wspomniany Ancelotti, który – według wielu – miał do niego słabość.
Llorente to kolejna perła madryckiej La Fabrici, która słynie głównie z tego, że wydaje na świat świetnych piłkarzy, jednak nie jest im dane triumfować na Santiago Bernabeu. Inaczej może być z Marcosem, którego powrotu do domu wszyscy w Madrycie nie mogą się doczekać. Kiedy to nastąpi? Na pewno nie tej zimy, choć w ostatnich tygodniach wiele mówiło się o klauzuli w kontrakcie Hiszpana, która by na to pozwalała. Nieuchronny zakaz transferowy bez wątpienia sprawi jednak, że świeżo upieczony reprezentant hiszpańskiej młodzieżówki w przyszłym sezonie stanie się pełnoprawnym kolegą z drużyny takich zawodników jak Cristiano czy Bale, a raczej Modrić, Kroos i Casemiro. To właśnie z tym ostatnim rywalizował będzie o miejsce w pierwszym składzie. Tak, w pierwszym składzie.
Llorente w starciu Alaves z Valencią odzyskał piłkę dla swojego zespołu aż siedemnaście razy.
Wychowanek „Królewskich” w Alaves nie stał się z miejsca zawodnikiem pierwszego składu. Na inaugurację ligi nie zagrał ani minuty, ale od drugiej kolejki nie rozstawał się z zieloną trawą choćby na sekundę. W swoim pierwszym meczu dla beniaminka był najlepszy na boisku. Pojedynek zakończył z 93% skutecznością podań. Dlaczego stawiamy odważną tezę, że już za niespełna rok Hiszpan będzie walczył o wyjściowy skład Realu Madryt? Na Concha Espina nie przyznają się do tego otwarcie, jednak na pewno nieco żałują decyzji o jego wypożyczeniu, zwłaszcza że los dotknął drużynę Zidane’a bardzo szybko. Uraz Casemiro sprawił, że „Królewscy” zostali bez nominalnego defensywnego pomocnika, który nie tylko dawałby coś zespołowi w ataku, ale przede wszystkim łatał dziury w środku pola i był odpowiedzialny za destrukcję.
Llorente nie jest jednak typowym walczakiem, choć bez wątpienia jedną z jego ważniejszych cech jest nieustępliwość. Ważne jest jednak to, że Hiszpan imponuje spokojem w rozegraniu. Liczba przechwytów notowanych przez Marcosa budzi największy podziw, ale to umiejętność rozegrania piłki i odwaga w podejmowaniu decyzji sprawiają, że wielu widzi w nim nie melodię przyszłości, a teraźniejszości. W przegranym co prawda spotkaniu z Valencią Llorente zanotował imponującą liczbę siedemnastu przechwytów, co jak na razie jest rekordem ligi tego sezonu. Popis gry Hiszpan pokazał także w starciu na Camp Nou, w którym Alaves sensacyjnie pokonało 2:1 Barcelonę. Pojedynek z mistrzem Hiszpanii był dla niego prawdziwym sprawdzianem, jeśli chodzi o grę defensywną. Llorente praktycznie nie opuszczał własnej połowy, będąc ustawionym gdzieś w okolicach dwudziestego metra od własnej bramki. Nie tylko świetnie asekurował inne pozycje, ale przede wszystkim pokazywał się do gry, nie skupiał się wyłącznie na defensywie. Podobnie jak za czasów gry w Castilli, tak i na Camp Nou starał się być pierwszym rozgrywającym. Dlatego wzbudza taki podziw na początku tej kampanii.











