Dokładnie od 9 października w księgarniach dostępna jest „Drobna różnica”. Autobiografia Phillippa Lahma, w Polsce wydana przez wydawnictwo SQN, ma szansę zrobić furorę.
– Bardzo kontrowersyjna książka – tak o tej autobiografii napisał niemiecki „Die Welt”. Nic dziwnego. Lahm ujawnia w niej dotąd nieznane fakty dotyczące niemieckiej piłki nożnej. To szczere wyznania osoby, która tkwi w samym środku tego mechanizmu.
***
Dzwoni moja komórka.
– Słucham?
– Z tej strony Felix Magath.
Wypowiedziane przez niego „z tej strony” ciągnie się jak akordeon. Magath. Ten Magath?! Na początku, trochę asekuracyjnie, zaniemówiłem…
– Philipp?
– Panie Magath?
– Chętnie ściągnąłbym cię do VfB Stuttgart.
Wstrzymuję oddech…
– Zastanów się – dodaje Magath i odkłada słuchawkę.

Zastanowić się? Niby nad czym? Mam dziewiętnaście lat, właśnie rozegrałem ostatni mecz sezonu ligi regionalnej w amatorskiej drużynie Bayernu Monachium i dzwoni do mnie Felix Magath. To on po długoletniej posusze pomógł VfB wrócić do Ligi Mistrzów. Teraz składa drużynę na przyszły sezon i chce, bym stał się jej częścią. Muszę uporządkować fakty. W ostatnich dwóch sezonach grałem solidnie na prawej stronie obrony w drużynie amatorskiej Bayernu i jest jasne, że coś się musi ruszyć. To, że po tym sezonie mam się stać profesjonalnym piłkarzem, jest uwzględnione w kontrakcie, który podpisałem przed dwoma laty, jednak przejście z amatorskiej drużyny Bayernu do pierwszej wcale nie jest łatwym krokiem, mimo że jej zawodnicy trenują tuż za płotem. Codziennie słyszymy, jak krzyczą, śmieją się i dyszą ze zmęczenia.
***
Gdy był chłopcem, po prostu lubił grać w piłkę. Dziś jest kapitanem reprezentacji narodowej oraz Bayernu Monachium. To jedno z haseł promujących wyżej wymienioną książkę. Kiedy je przeczytałem, od razu przypomniał mi się krótki wywiad „Bilda” z matką Phillippa Lahma, w którym stwierdziła ona, że jej syn nigdy nie powiedział, iż chce zostać zawodowym piłkarzem, ale… piekarzem.
30-latek opowie o swoich początkach na szkolnym boisku, ale od kulis opisze także rozgrywki w Bundeslidze, Lidze Mistrzów, a także sytuację reprezentacji Niemiec od Euro 2004, przez mistrzostwa świata w Niemczech, na mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie kończąc.
***
Debiut dla VfB w Bundeslidze zawdzięczam… ochraniaczom na piszczele. Na początku drugiej połowy trener wysyła na rozgrzewkę grupę piłkarzy, wśród których jestem i ja. W drugiej połowie wychodzimy na prowadzenie 1:0 po bramce Imrego Szabicsa. Trener chciałby podtrzymać wynik. Z boiska schodzi Silvio Meissner, a piłkarz mający zająć jego miejsce nie założył dobrze ochraniaczy na piszczele i według trenera za wolno wstaje z ławki.











