W grupie B już wszystko się wyjaśniło. Otóż ostatnie wolne miejsce do awansu zajął pogromca Jagiellonii Białystok, Aris Saloniki. Grecki klub uczynił to kosztem obrońcy tytułu, Atletico Madryt. Już wcześniej awans z pierwszej lokaty zapewnił sobie Bayer Leverkusen.
Atletico nie podołało wyzwaniu
Pierwsza połowa spotkania w Leverkusen nie przebiegała w zatrważającym tempie, a wydatnie nie pomagały temu warunki, w jakich toczona była rywalizacja. W zachodnich Niemczech przechodziła w tym czasie śnieżyca, która z minuty na minutę pokrywała zieloną murawę białym puchem. W tak trudnych okolicznościach lepiej radzili sobie chyba gospodarze, który jednak nie stworzyli klarownych okazji. Swoje strzały na bramkę De Gei oddawali aktywni na boisku Patrick Helmes oraz Nicolai Jorgensen, jednak mijały one swój cel. Przewagę mieli goście grający o nic (zapewnione pierwsze miejsce w grupie), lecz bez porównania lepsze okazje stworzył hiszpański klub. Najpierw po akcji prawą stroną Simao dośrodkował po ziemi wzdłuż linii bramkowej, lecz żadnemu z dwóch jego kolegów nie udało się wpakować piłki do siatki. Później swoimi umiejętnościami musiał popisać się rezerwowy golkiper „Aptekarzy”, Fabian Giefer, broniąc strzał głową Diego Fornala. Po pół godzinie gry boisko było w takim stanie, iż sędzia zawodów postanowił zmienić futbolówkę na pomarańczową, zaś piłkarzom konstruowanie kolejnych akcji sprawiało coraz większe problemy.
Taki stan rzeczy oznaczał prawdopodobnie – zależało to również od rezultatu, jaki uzyskają z Rosenbergiem Aris Saloniki – że obrońca tytułu Ligi Europejskiej jest za burtą tychże rozgrywek. Co ciekawe, pierwszych zmian po przerwie dokonał Joseph Heynckes, wprowadzając Stefana Kiesslinga oraz Danny’ego Da Costę. Również odbiło się to na obrazie gry, gdyż to gospodarze przejęli inicjatywę i coraz śmielej zagrażali bramce przeciwników. W 58. minucie De Gea musiał mieć się na baczności, bo strzałem z dystansu próbował pokonać go Hanno Balitsch, tym samym było to dopiero drugie celne uderzenie. Nie lepszym dorobkiem mogli pochwalić się podopieczni Quique Sanchez Floresa. Obecnie szósta drużyna Primera Division miała na koncie tylko jeden i nic nie zapowiadało, iż może się to zmienić. W 69. minucie sytuacja uległa jeszcze pogorszeniu. Do długiej piłki wyskoczył Kiessling i zgrał idealnie do wbiegającego między dwóch zawodników Helmesa, a jemu nie pozostało nic innego, jak tylko wykończyć to mocnym strzałem. Jednak na odpowiedź gości nie trzeba było długo czekać, bo tylko dwie minuty. W polu karnym, przy asyście dwóch obrońców piłkę opanował Sergio Aguero i nie dość, że wywiódł w pole obu defensorów, to jeszcze odegrał do Meridy, który wykończył akcję płaskim strzałem. Nie minęło kolejne 120 sekund, a ponownie na prowadzenie mógł wyjść Bayer, lecz tym razem Helmes nie popisał się, gdy stanął oko w oko z De Geą i posłał piłkę obok słupka. Można powiedzieć, ze mecz rozpoczął się dopiero w drugiej połowie i zaskakujące jest, iż mimo fatalnej aury, piłkarze z każdą kolejną akcją nabierali coraz większego animuszu. Piłki meczowej dla Hiszpanów, na kilka minut przed końcem meczu, nie wykorzystał Aguero. Jego dwa strzały z bliskiej odległości fantastycznie i ofiarnie zablokował Domagaj Vida i mecz zakończył się wynikiem remisowym, grzebiąc nadzieje na drugą z rzędu wygraną Atletico w Lidze Europejskiej.










