Niby to tylko Superpuchar Hiszpanii, ale cóż to było za meczycho! Gdy wydawało się, że Atletico znajduje się już na deskach, nagle Barcelona wypuściła z rąk pewne prowadzenie. Ostatecznie podopieczni Cholo Simeone wygrali 3:2 i to oni zagrają z Realem Madryt w wielkim finale.
Jeśli wskazać drużynę, z którą ekipie Simeone wybitnie nie idzie, to byłaby nią z pewnością Barcelona. Wystarczy tylko wspomnieć, że Argentyńczyk nigdy nie pokonał „Dumy Katalonii” w lidze w czasie całej swojej kadencji, a ostatnim razem w ogóle wygrał z nią w 2016 roku w Lidze Mistrzów. W końcu jednak się udało, a okoliczności nie mogły być dla Argentyńczyka słodsze. Dziś bowiem Atletico dokonało prawdziwego zmartwychwstania i tylko w sobie znany sposób zdołało wyeliminować FC Barcelona.
Pierwsza połowa meczem walki
Gdy najciekawszym momentem w ciągu 45 minut są przepychanki między zawodnikami, to wiedz, że nie było to pasjonujące widowisko. Niestety, o pierwszej połowie nic ciekawszego nie będziemy w stanie napisać. Obie ekipy skupiły się bardziej na neutralizowaniu atutów przeciwnika niż na kreowaniu składnych akcji ofensywnych. Starczy powiedzieć, że w ciągu całej pierwszej połowy Jan Oblak miał więcej kontaktów z piłką niż Lodi, Morata czy Joao Felix. To właśnie Portugalczyk był główną postacią awantury, która wywiązała się między nim a Leo Messim.













