Gdyby spotkanie 1/4 finału Ligi Europy pomiędzy Hannoverem a Atletico Madryt zakończyło się już w pierwszej połowie, prawdopodobnie byłby to jeden z najnudniejszych meczów w historii. Wiele jednak zmieniło się w drugiej części spotkania, w której zobaczyliśmy trzy bramki, dające ostatecznie awans hiszpańskiej drużynie.
Na AWD Arena w Hanowerze gospodarze zmuszeni byli do ostrego ataku od samego początku spotkania. A wszystko za sprawą wygranej na własnym obiekcie w zeszłym tygodniu Atletico Madryt. Zwycięstwo Hiszpanie wygarnęli wtedy w samej końcówce, ale Hannover 96 dzięki bramce na wyjeździe potrzebował teraz zaledwie skromnej wygranej 1:0. Obaj trenerzy na ten mecz wyciągnęli wszystko, co mają najlepsze, dlatego tylko na ławce mecz zaczyna Sobiech, a w składzie „Die Roten” obok Dioufa wystąpi tym razem Ya Konan.
Pierwsze minuty spotkania nie ukazały mimo wszystko zdecydowanej zawziętości ze strony gospodarzy. Żadna z drużyn nie potrafiła stanowczo przejąć kontroli nad meczem, stąd też i okazji do bramek nie było. Po upływie 20. minuty, na tablicy świetlnej wynik ani drgnął, a do tego obie ekipy nie miały się czym chwalić, jeśli chodzi o akcje ofensywne. Jedyna statystyka, w jakiej wyróżniały się dzisiaj te drużyny, to liczba fauli, która narastała wraz z kolejnymi minutami. Pierwsza godna odnotowania sytuacja miała miejsce dopiero w 31. minucie. Wtedy to z główki strzelał Adrian, ale takim uderzeniem bramkarza z pewnością nie mógł zaskoczyć. Do końcowego gwizdka sędziego, oznaczającego czas na przerwę, obraz gry już się nie zmienił. Momentami co prawda byliśmy świadkami szybkich, składnych wymian piłki, ale wszystko to działo się daleko od pola karnego, a bezpośrednio pod bramkami Courtoisa i Zielera nie zaszło praktycznie nic.
Trzy minuty po wznowieniu gry po przerwie wynagrodzić kibicom męki z pierwszej połowy próbował Falcao, ale mimo dobrze rozrzuconej do niego piłki i dogodnej sytuacji, Kolumbijczyk strzelił koszmarnie. W 58. minucie dobrą okazję do przypieczętowania awansu mieli goście, ale nie wykorzystali rzutu wolnego z dobrej pozycji. Gospodarze zaś w dalszym ciągu niczego spektakularnego nie grali. Lepsze wrażenie w ataku sprawiali „Rojiblancos”, którym przecież aż tak na bramce nie zależało.
No i wreszcie! Wreszcie mamy emocje na AWD Arena. Próby Atletico z drugiej połowy w końcu mu się opłaciły i w 63. minucie wynik spotkania otworzył Adrian. Hiszpan przedryblował w sumie pięciu zawodników gospodarzy w polu karnym i ze spokojem trafił do bramki z siódmego metra. Mimo cichych nadziei, bramka ta wiele w obrazie gry nie zmieniła. Po tym już całkowicie z ataków wycofali się goście, a bezskutecznie odpowiedzi szukali zawodnicy „Die Roten”. Ale od czego Hannover ma niezawodnego ostatnio Dioufa! Senegalczyk skorzystał z błędu obrońców i precyzyjnym strzałem doprowadził w 81. minucie do wyrównania. To wydarzenie już rzeczywiście wiele zmieniło. Gospodarze rzucili się do szaleńcach ataków w poszukiwaniu bramki, dającej dogrywkę w tym dwumeczu. Niemieckiej drużynie pomóc miał Sobiech, który wszedł na boisko w 86. minucie. Polak jednak sprowadził tylko nieszczęście na swoją drużynę, która już minutę później znów przegrywała. Tym razem świetnie spisał się Falcao, który potężnym strzałem z linii pola karnego przesądził sprawę awansu.










