„Los Rojiblancos” pokazali prawdziwą klasę w dzisiejszym spotkaniu z Valencią. W pierwszej połowie znakomicie przetrzymali szturm gospodarzy, a w drugiej wykorzystali ich słabszy moment i zdobyli bramkę na wagę zwycięstwa. Dlatego też to Atletico w pełni zasłużenie awansuje do finału, w którym czeka Athletic Bilbao.
W półfinałach Ligi Europy były aż trzy kluby z Hiszpanii. Dziś doszło do ostatecznego starcia i przed meczami wiadomo było, że w turnieju pozostanie przynajmniej jedna hiszpańska drużyna, mogły też pozostać dwie… Jedno było pewne: z pary Valencia – Atletico Madryt awansować mógł tylko jeden zespół. W lepszej sytuacji znajdował się klub z Madrytu, który pierwsze spotkanie wygrał 4:2. Mimo wszystko „Los Rojiblancos” skomplikowali sobie sytuację w tym dwumeczu, pozwalając Valencii zdobyć ważnego gola w końcówce pierwszego pojedynku. Dlatego też „Nietoperzom” brakowało tylko dwóch bramek do awansu, a przypomnijmy, że zagrali oni przy wsparciu swoich kibiców.
W pierwszych minutach meczu dominowała gra w środku pola, akcji podbramkowych raczej nie oglądaliśmy. Później już zdecydowaną przewagę osiągnęli gospodarze, którzy mieli jasny cel – strzelić dwie bramki. W 12. minucie natomiast miała miejsce pierwsza kontrowersja w tym starciu. W polu karnym gości faulowany był Canales, jednak sędzia nie uznał tego zdarzenia za przewinienie. Przyjezdni z Madrytu pierwszy strzał oddali w 14. minucie. Próbował Arda Turan, ale zdecydowanie chybił. Kolejna groźna sytuacja nastąpiła dopiero sześć minut później. Znów w polu karnym Atletico znalazł się Canales, ale strzał młodego pomocnika został zablokowany przez obrońcę. Niespełna 60 sekund później przed znakomitą okazją stanęli kolejno Feghouli oraz Jonas, jednak w obu przypadkach świetnie spisał się bramkarz „Los Colchoneros”. Chwilę później znów swej szansy szukał algierski skrzydłowy, ale po jego silnym strzale piłka przeleciała tuż nad poprzeczką.
Ależ rozpędziła się Valencia w tym fragmencie gry! Prawą flanką świetną akcję przeprowadził Soldado, dograł na środek pola karnego, lecz tam nie porozumieli się Jonas z Canalesem i ostatecznie nic z tego nie wyszło. W 32. minucie dobrą wrzutkę Barragana mógł wykorzystać Soldado, ale futbolówka po główce Hiszpana minimalnie minęła słupek bramki. Jakże blisko zdobycia bramki gospodarze byli w 40. minucie. Kąśliwe dośrodkowanie czy też strzał oddał Canales, ale znów wyśmienicie poradził sobie Courtois. Chwilę później groźnie kontrowało Atletico. To mogło fatalnie skończyć się dla Valencii, ale na szczęście dla „Nietoperzy”, Diego Alves ubiegł Falcao. Była to zarazem ostatnia tak klarowna sytuacja bramkowa w tej połowie. Nie ma wątpliwości, kto był lepszym zespołem w pierwszej części tego spotkania. Valencia próbowała, cały czas szukała swojej szansy, ale znakomicie w obronie grali dziś goście i to jest głównym powodem niepowodzenia podopiecznych Emery’ego.
Drugą połowę Valencia również rozpoczęła od ciągłych ataków, jednakże bardzo szczelnie broniła dziś drużyna z Madrytu. Zawodnicy „Nietoperzy”, nie wiedzieć czemu, trochę zwolnili w swych poczynaniach ofensywnych. Od razu zareagował więc Emery, wpuszczając na boisko w 57. minucie Aduriza. Fatalna wiadomość dla kibiców Valencii nadeszła minutę później. Canales mocno ucierpiał w jednej z akcji ofensywnych, nietypowo wykręcając nogę, dlatego musiał opuścić boisko na noszach. Przypomnijmy tylko, że wypożyczony z Realu Madryt pomocnik niedawno powrócił do gry po półrocznej przerwie. Jednak najgorsze dla kibiców zgromadzonych na stadionie nastąpiło równo po godzinie gry. Fenomenalnym uderzeniem z półwoleja popisał się Adrian, piłki zmierzającej tuż pod poprzeczkę nie miał szans wybronić Alves, stąd też na prowadzenie wyszło Atletico! Goście wcale nie zamierzali zwalniać. Trzy minuty później w dobrej sytuacji znalazł się Falcao, ale tym razem już interweniował bramkarz Valencii. Chwilę później po raz kolejny w roli głównej wystąpił Kolumbijczyk i znów rywalizację z nim wygrał Alves.










