Atletico Madryt przegrało z Almerią 0:2. Dwie bramki w odstępie sześciu minut strzelił Verza. Gospodarze wykorzystali słabszą postawę ekipy Diego Simeone i zadali dwa ciosy w najmniej spodziewanym momencie.
W ostatnim sobotnim spotkaniu Almeria podejmowała Atletico. Zdecydowanym faworytem była ekipa przyjezdnych, która koniecznie musiała zdobyć komplet punktów, aby w dalszym ciągu przewodzić stawce w Hiszpanii. Gospodarze mieli osłabioną ofensywę brakiem Rodriego. Z kolei goście przyjechali do Almerii bez Davida Villi, Felipe Luisa, Koke i Thibauta Courtoisa. Mimo wszystko każdy inny wynik, niż zwycięstwo „Los Rojiblancos” byłby niespodzianką. Gospodarze nie są bowiem punktem odniesienia i po tym spotkaniu z pewnością nie można było patrzeć na aktualną dyspozycję graczy Diego Simeone.

W ustawieniu Atletico w oczy rzuciło się przestawienie Juanfrana na lewą stronę obrony. Na prawej został wystawiony 19-letni Manquillo. Już od początku mecz był żywy i dosyć zacięty. Zaatakowała Almeria, a chwilę później goście mieli dobrą sytuację. W 8. minucie Manquillo wbiegł w pole karne i szukał Diego Costy, ale Rafita zdołał wybić piłkę. Dobrym pressingiem na obronie rywala wykazywał się Fernando Soriano. Zza pola karnego uderzył Diego, lecz golkiper gospodarzy obronił. Byłby to pierwszy gol strzelony zza szesnastki przez podopiecznych Simeone. Groźnie atakowali przyjezdni. Najczęściej ich akcje przeprowadzane były lewym skrzydłem, gdzie panował Juanfran. Po stracie piłki „Los Colchoneros” stosowali wysoki pressing, dzięki czemu gracze z Almerii szybko tracili piłkę.
W 25. minucie znowu Diego uderzeniem z dystansu próbował zaskoczyć Estebana. W odpowiedzi Suso trafił w Juanfrana, który zasłonił bramkę. Na dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy, spotkanie zrobiło się rwane. Arbiter potrafił przerywać grę po kilka razy w ciągu minuty. O dziwo to nie goście grali tak ostro. Almeria starała się wyprowadzić przeciwnika z rytmu. Jednak aktywny był Diego. Brazylijczyk doskonale zagrał do Manquillo, lecz młody Hiszpan dośrodkował prosto w Estebana. Pierwsza połowa nie powaliła na kolana. O ile przez pierwsze dziesięć minut Almeria starała się być równorzędnym rywalem dla lidera La Liga, o tyle później zamknęli się na własnej połowie i liczyli na sporadyczne kontry. Atletico właściwie kontrolowało spotkanie, jednak nie miało żadnej setki. Diego ciągnął grę, ale niewidoczny był ofensywny tercet: Diego Costa, Arda Turan i Raul Garcia.
Druga część spotkania rozpoczęła się od ataku pozycyjnego madrytczyków. Blisko zdobycia bramki był Diego. Brazylijczyk i tym razem posłał piłkę nieznacznie obok słupka. Wydawało się, że Almeria miała patent na ekipę z Vicente Calderon. Zagęszczenie środka obrony i przerywanie każdej sytuacji faulem się sprawdzało. Wyglądało na to, że gospodarze byliby zadowoleni nawet z remisu, dlatego też atakowali wyłącznie od święta. Atletico głównie atakowało środkiem, co niewątpliwie było błędem. Graczom Simeone potrzeba było coś zmienić, włączyć jakiś element zaskoczenia. Próbował Diego, ale nie mógł wstrzelić się w bramkę. Mimo wszystko Brazylijczyk był z pewnością najlepszym piłkarzem stołecznej ekipy. W 67. minucie za brazylijskiego rozgrywającego wszedł skrzydłowy – Sosa.












