W gonitwie za rywalem zza miedzy, Realem, o wicemistrzostwo Hiszpanii piłkarze Atletico Madryt rozgromili Granadę CF 5:0. Dwie z pięciu bramek zdobył Radamel Falcao, jednak nie tylko on rozegrał świetne spotkanie.
Dla piłkarzy i kibiców Atletico zwycięstwo w dzisiejszym meczu wydaje się być obowiązkiem. Jeśli Real Madryt przegra z Athletikiem Bilbao, oba madryckie kluby będą mieć po 65 punktów. Natomiast dla klubu z Andaluzji jest to jeden z meczów o byt w Primera Daivision. Choć teraz zajmuje bezpieczne 17. miejsce, to w tej serii gier przedostatnia Mallorca oraz ostatnia Celta Vigo grają między sobą.

Od pierwszego gwizdka sędziego inicjatywę przejęli gospodarze, czego dowodem było objęcie prowadzenia już w 4. minucie. Do dośrodkowania Koke z lewej strony boiska fatalnie wyszedł bramkarz Roberto Fernandez, co bezwzględnie wykorzystał Diego Costa, strzelając głową do siatki. W 15. minucie mogło być 2:0. Raul Garcia trafił do bramki w starciu sam na sam z Fernandezem, jednak w momencie podania był na minimalnym spalonym. Granada starała się szukać wyrównania w kontratakach, ale w dobrej dyspozycji była dzisiaj obrona gospodarzy. Po jednej z takich akcji Atletico przejęło piłkę i podwyższyło prowadzenie. Raul Garcia dograł prostopadle do Diego Costy, a ten wyszukał w „szesnastce” Radamela Falcao. Superstrzelec bez problemów skierował piłkę do bramki. Skrupulatni kibice mogliby doszukać się minimalnego spalonego, lecz drugi gol dla stołecznych stał się faktem. Goście niestety skupili się głównie na bezwzględnym wyłączaniu z gry atakujących Atletico, dzięki czemu Thibaut Courtois mógł spokojnie obserwować grę z perspektywy własnej bramki. W 37. minucie kolejny raz niepewnie do dośrodkowania wyszedł golkiper Granady, lecz tym razem nie miało to tak dotkliwych konsekwencji. Goście byli również aktywni przy stałych fragmentach gry, lecz nie doczekaliśmy się bramki dla nich. Po pierwszej połowie to Atletico było niesamowicie bliskie zdobycia kompletu punktów i chyba tylko kataklizm mógł to zmienić.
Do tego jednak nie doszło, no, chyba że tak możemy nazwać grę defensywną gości. Po przerwie mieliśmy małe deja vu – kolejne piorunujące wejście w mecz zaliczyli napastnicy. Po rzucie wolnym z lewej strony boiska Radamel Falcao umiejętnie dostawił nogę i z kilku metrów strzeli trzecią bramkę dla gospodarzy. Po chwili mogło być 4:0, lecz Falcao najpierw trafił w bramkarza, a następnie w ekwilibrystycznej pozycji posłał piłkę w słupek bramki. Granada również miała okazję do strzelenia gola honorowego, jednak m.in. Nolito nie był w stanie pokonać golkipera gospodarzy. W 63. minucie po raz kolejny Fernandez wyciągał piłkę z siatki, na dodatek znów z własnej winy. Koke świetnie dograł z rzutu wolnego sprzed pola karnego, a kilka metrów przed bramką Raul Garcia uprzedził golkipera gości i dał kolejne powody do radości kibicom. Po chwili Courtois udowodnił, że jest skoncentrowany bez względu na wynik. Fantastyczna obrona strzału Yacina Brahima mogła podciąć skrzydła Andaluzyjczykom. Krew poczuł za to Falcao, raz za razem zostawiając obrońców w tyle, ale także obijając bandy reklamowe.











