W spotkaniu kończącym 10. kolejkę Primera Division Athletic Bilbao gładko rozprawił się z Atletico Madryt 3:0. Baskowie przeważali przez całe spotkanie, a dzięki skutecznym zmianom Marcelo Bielsy po przerwie udało im się w kilka minut ustrzelić wszystkie gole.
Spotkanie na San Mames było zapowiadane jako jeden z najciekawszych pojedynków 10. kolejki Primera Division, jednak oprócz bardzo szybkiego tempa raczej rozczarowało kibiców spragnionych wielu podbramkowych emocji. Gospodarze wybiegli na murawę La Catedral bez swojego kapitana, Carlosa Gurpegiego, który prawdopodobnie zerwał więzadła krzyżowe w ostatnim ligowym spotkaniu, jednak na szczęście dla Basków, w pełni sił był Fernando Llorente, którego przedmeczowe narzekania były prawdopodobnie elementem taktycznej rywalizacji. Spotkanie to reklamowano jako pojedynek dwóch „dziewiątek” – Llorente i Falcao, który także, mimo iż narzekał na bóle żołądka, wybiegł w podstawowej jedenastce.
Gdyby nie trzy groźne sytuacje oraz kontuzja Amorebiety, o pierwszej połowie można by tylko napisać, że się odbyła. Pierwsi groźniej zaatakowali goście, ale w 13. minucie strzał Falcao z linii pola karnego pewnie obronił Iraizoz, a cztery minuty później z boiska musiał już zejść wspomniany Amorebieta, który nieatakowany przez nikogo złapał się za nogę, usiadł na murawie i nie był już w stanie kontynuować gry. W 23. minucie Llorente nie chciał być gorszy od Kolumbijczyka, ale jego strzał z trudem nad poprzeczką przeniósł Courtois, a ku zaskoczeniu podopiecznych Marcelo Bielsy, sędzia nie wskazał po tej interwencji na rzut rożny. Ciekawe momenty w pierwszej połowie zakończył w 39. minucie Courtois, który w bardzo widowiskowy sposób obronił strzał De Marcosa. Mimo bardzo niewielu sytuacji od pierwszej minuty to Baskowie byli stroną zdecydowanie przeważającą, jednak w żaden skuteczny sposób nie potrafili udokumentować swojej przewagi bramką.
Druga połowa jednak przyniosła kibicom to, co jest esencją piłki nożnej, czyli gole, jednak widzowie musieli oglądać przez pierwszy kwadrans kopię pierwszej połowy, którą zakończył w 58. minucie strzał głową De Marcosa, który bardzo nieznacznie minął słupek Courtoisa. Sześć minut później doszło do kluczowej sytuacji w tym spotkaniu, jaką dość niespodziewanie było zdjęcie bardzo utalentowanego Muniaina i wprowadzenie w jego miejsce Gaizki Toquero. Zmiany w drugiej połowie Bielsy szybko przeniosły się na rezultat, gdyż w 67. minucie wynik spotkania otworzył Llorente, a przy tym trafieniu nie zabrakło dużo szczęścia. Z lewej strony pola karnego piłkę do środka zgrał Susaeta, tam świetnie znalazł się wysoki napastnik i po szybkim zwodzie balansem ciała uderzył na bramkę, a piłka po drodze trafiła w nogi Filipe Luisa, czym całkowicie zmyliła Courtoisa, który próbował jeszcze ratować sytuację, jednak ani on, ani Luis nie byli w stanie dogonić futbolówki i tym samym Llorente zdobył swojego czwartego gola w sezonie.
Był to jednak tylko początek kilkuminutowej dominacji Basków, gdyż już cztery minuty później Llorente zdobył kolejną bramkę, tym razem w typowym dla siebie stylu. Z prawej strony boiska doskonale dośrodkował wprowadzony wcześniej Toquero, a napastnik wysoko wyskoczył i zawisł w powietrzu, oczekując na futbolówkę. Ta oczywiście znalazła drogę na głowę Baska, a ten nie dał szans Courtosowi i podwyższył wynik na 2:0. Llorente popisał się po tym trafieniu pięknym gestem, kiedy podbiegł do ławki rezerwowych i chwilę później pokazał publiczności koszulkę z napisem wspierającym ciężko kontuzjowanego kolegę z zespołu, Carlosa Gurpegiego. Po kolejnych czterech minutach było już jednak całkowicie po meczu, gdyż po akcji dwóch zmienników padł kolejny gol. Z rzutu wolnego z lewej strony boiska zacentrował Ander Herrera, a piłka trafiła na łysą głowę Gurpegiego, który z pięciu metrów nie dał po raz kolejny szans belgijskiemu bramkarzowi.










