W pierwszym meczy 11. kolejki La Liga, Athletic Bilbao pokonał na San Memes Almerię. Zwycięstwo Basków jest o tyle cenne, że przez całą drugą połowę grali w osłabieniu, a od 69. minuty nawet podwójnym.
Athletic zaczął ten mecz zgodnie z oczekiwaniami, długo utrzymując się przy piłce na połowie rywala i próbując sforsować jego obronę. Niespodziewanie przyniosło to skutek (choć przy wydatnej pomocy sędziego) już w 5. minucie, kiedy to w polu karnym przewrócił się Gurpegui. Na szczęście dla Almerii, ewidentną pomyłkę arbitra naprawił Diego Alves, który znakomicie wyczuł intencje młodego strzelca „jedenastki” – Mikela San Jose – i wybił jego strzał w prawą stronę. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze, chciałoby się rzec, widząc, co wydarzyło się pięć minut później w polu karnym Alvesa. Z prawej strony dokładnie dośrodkował Susaeta, obrońcę przepchnął Llorente i ze spokojem kopnął piłkę tuż przy krótkim słupku bramki gości. To już ósmy gol rosłego Baska w tym sezonie!
Zawodnicy Athletiku również po strzelonej bramce stosowali niezbyt skomplikowaną, ale za to niebezpieczną taktykę zagrywania długich, górnych piłek do Llorente, który jak mało kto umie pracować łokciami i wykorzystując swoje warunki fizyczne, rozbijać obrońców. Istnym przeciwieństwem reprezentanta Hiszpanii był (i wciąż jest) Iker Muniain, który potwierdzał swoje atuty, takie jak zwinność, ruchliwość oraz szybkość. W 28. minucie Llorente udowodnił, ze mimo że ustępuje młodzianowi w wyżej wymienionych cechach, przejście obrońcy efektownym zwodem również nie jest dla niego wielką sztuką, o czym dotkliwie przekonał się prawy obrońca gości, Macedo. W dalszym etapie akcji, dośrodkowania najlepszego strzelca Athletiku nie zdołał wykorzystać Susaeta.
Z czasem i Almeria dochodziła do głosu, potrafiła dłużej utrzymać się przy piłce, czy zmusić rywala do faulu, jednak ani z tego pierwszego, ani z rzutów wolnych nie była w stanie w żaden sposób zagrozić bramce Iraizoza. Athletic starał się trzymać rękę na pulsie, nie dać rywalom rozwinąć skrzydeł czy skarcić ich kolejnym atakiem. Takim, jak np. w 42. minucie, kiedy bliski zdobycia drugiej bramki był Llorente. Po raz kolejny trafiła do niego wysoka piłka z głębi pola, po czym w jemu tylko wiadomy sposób udało mu się ją dosięgnąć głową. Strzał jednak minął prawy słupek bramki Diego Alvesa o niecały metr. Tuż przed końcem pierwszej połowy, wszystko na co solidnie zapracował Athletic, zostało zniweczone przez Koikiliego, który nieprzepisowo powstrzymał Henoka Goitoma przed wyjściem na czystą pozycję, skutek czego obejrzał drugą żółtą kartkę. Ostatnie 45 minut gospodarze będą grać zatem w osłabieniu.
W pierwszych minutach po wznowieniu gry, przewagę osiągnęła Almeria. Zawodnicy Juana Lillo nieraz spychali gospodarzy w ich własne pole karne, jednak podobnie jak w pierwszej połowie nie zdołali stworzyć sytuacji, po której Gorka Iraizoz mógłby skapitulować. Athletic natomiast, mimo gry bez Koikilego, potrafił na tyle przycisnąć gości, by móc podwyższyć prowadzenie. Szanse mieli między innymi znakomity w tym meczu Llorente, a także Igor Martinez. Gracze Caparrosa musieli jednak uważać z atakami, gdyż goście mogli w każdej chwili (wykorzystując grę w przewadze) groźnie skontrować. Tak też stało się w 59. minucie, kiedy po świetnym podaniu od Vargasa, w dogodnej sytuacji znalazł się Ulloa, jednak jego strzał bez większych problemów został wybity przez Iraizoza na rzut rożny. Gospodarze próbowali długo utrzymywać się przy piłce jak najbliżej bramki Alvesa, a prym wiódł w tym szczególnie Muniain.










