Athletic Bilbao pokonał po świetnym spotkaniu Espanyol Barcelona 2:1 w najciekawszym niedzielnym spotkaniu z godziny 17. Mecz miał dwa różne oblicza – w pierwszej połowie zdecydowanie dominowali Katalończycy, w drugiej Baskowie nie dali szans rywalom.
Drużyna gospodarzy wciąż nie może osiągnąć takiego sportowego rezultatu, na jaki stać podopiecznych Joaquina Caparrosa – zespół z Bilbao otwiera drugą dziesiątkę, mając na swoim koncie więcej porażek niż zwycięstw. Pozytywem może być jedynie forma przed własną publicznością – na San Memes Athletic pozostaje zwycięski już od czterech spotkań, odnosząc ostatnią domową porażkę we wrześniu z Barceloną. Jednak katastrofalna forma na wyjazdach – zaledwie jedna wygrana w siedmiu spotkaniach – poskutkowała tak niską pozycją Basków w tabeli. Niewiadomą pozostawała przed tym spotkaniem forma najlepszego strzelca, Fernando Llorente, który od dwóch ostatnich spotkań jest mniej widoczny niż we wcześniejszych meczach.
Espanyol Barcelona natomiast to jedna z rewelacji tegorocznych rozgrywek – jej zawodnicy w 14 meczach zdobyli zaledwie 16 bramek, a mimo to przed tą kolejką zajmowali czwarte miejsce w ligowej tabeli i jako jedna z dwóch drużyn obok, Realu Madryt, mogła się pochwalić kompletem zwycięstw na własnym boisku. Co więcej, w wyniku wczorajszej niespodziewanej porażki Villarrealu z Getafe, dostał on wyborną szansę wskoczenia na ligowe podium – na najniższy stopień, oczywiście, pierwsze dwa miejsca są od lat niedostępne dla nikogo. Warunkiem było oczywiście zwycięstwo nad zespołem z Kraju Basków.
Mecz agresywniej rozpoczęli piłkarze z San Memes – w 9. minucie z kontrą ruszył Muniain, wbiegł w pole karne, minął zwodem Didaca, który jednak w ostatniej chwili wystawił nogę i sparował strzał katalońskiego pomocnika. Piłka po tym rykoszecie spadła prosto na nogę Susaety, który w dogodnej sytuacji strzałem z pierwszej piłki posłał ją jednak wysoko nad bramką. Ta groźna sytuacja była pierwszym ostrzeżeniem dla ekipy Espanyolu. Nacisk gospodarzy nie malał z kolejnymi minutami – już w 13. strzał Iraoli, którego miało zabraknąć w wyjściowej jedenastce, z kłopotami złapał Kameni.
Espanyol jednak nie zostawał dłużny i szybko zaczął także udowadniać, że nie bez powodu jest tak wysoko w ligowej tabeli – w 17. minucie powinien paść pierwszy gol w tym spotkaniu. Osvaldo zostawił balansem ciała interweniującego San Jose i wbiegł w pole karne, jednak mając przed sobą tylko Iraizoza, uderzył bardzo mocno, ale tuż obok bramkarza, który popisał się piękną paradą. Minutę później Osvaldo mógł poprawić swój strzał, ale po dośrodkowaniu z rzutu rożnego jego strzał głową ponownie zdołał wybić baskijski bramkarz.
Następne minuty przyniosły kolejne akty pojedynku Iraizoz – Osvaldo. W 25. minucie znowu znaleźli się w sytuacji sam na sam, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Podobnie było w 29. minucie – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Osvaldo zdołał ponownie oddać groźny strzał głową na bramkę Athletic, ale chorągiewka sędziego znów powędrowała do góry. Po początkowej przewadze gospodarzy, to Katalończycy byli w kolejnych minutach zdecydowanie groźniejszą drużyną.










