Athletic Bilbao zremisował 1:1 z Villarrealem. Jako pierwszy do siatki trafił piłkarz drużyny z Kraju Basków – w końcówce pierwszej połowy Diega Lopeza pokonał Igor Gabilondo. Druga bramka padła w 53. minucie, kiedy to na listę strzelców wpisał się Nilmar. Dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry drugą żółtą kartkę obejrzał Borja Ekiza i gospodarze zakończyli spotkanie w dziesiątkę.
Mecz na San Mames miał być dla obu ekip okazją do odbicia się od dna. Przed tą kolejką w zdecydowanie gorszej sytuacji byli gospodarze – Athletic po remisie z beniaminkiem z Vallecas i z jednym punktem na koncie znajdował się w strefie spadkowej, zajmując w tabeli 18. lokatę. Nieco lepiej, ale przecież wciąż zdecydowanie poniżej oczekiwań, radzili sobie podopieczni Juana Garrido, którzy wygrali z Mallorcą i zremisowali z Sevillą, co dało im cztery oczka i 13. miejsce w klasyfikacji ligi hiszpańskiej.

Pojedynek rozpoczął się od ofensywy gospodarzy. Już w 2. minucie, po błędzie gracza Villarrealu w środku pola, strzelał Amorebieta, jednak bez zastrzeżeń między słupkami spisał się Diego Lopez. W pierwszych minutach czujna była formacja obronna przyjezdnych, która regularnie łapała Basków w pułapkę ofsajdową. W 9. minucie po wznowieniu gry z rzutu wolnego Rossi podał do Borjy, którego strzał minął najpierw defensorów „Lwów”, a następnie bramkę Gorki Iraizoza. Chwilę później gra przeniosła się w pole karne „Żółtej Łodzi Podwodnej”, ale niecelnie strzelał Fernando Llorente. „Los Leones” całkowicie opanowali środek pola i raz po raz przeprowadzali groźne akcje ofensywne. Do aktywnej gry motywowali ich kibice głośnym dopingiem. W 19. minucie do głosu doszedł Villarreal – kapitan Marcos Senna mocnym strzałem zza „szesnastki” próbował zaskoczyć baskijskiego golkipera.
Tymczasem po drugiej stronie boiska arbiter odgwizdał kolejnego spalonego zespołu Bielsy, już szóstego w meczu. W 22. minucie po rajdzie w polu karnym znalazł się „Cani”, ale potknął się i atak stracił na szybkości. Chwilę później na bramkę szarżował Iker Muniain, lecz jego dośrodkowanie bez problemu wyłapał bramkarz Villarrealu. W 26. minucie faul na Rossim tuż przed linią pola karnego popełnił Carlos Gurpegi. Strzał z rzutu wolnego Borjy Valero i późniejsza dobitka „Caniego” nie znalazły jednak drogi do siatki. Gra stawała się coraz ostrzejsza, widać było, że obie ekipy ambitnie dążą do zwycięstwa. Athletic wymieniał sporo szybkich podań w środku pola, próbując w ten sposób przechytrzyć piłkarzy w żółtych trykotach. W ostatnim kwadransie pierwszej połowy mecz nieco stracił na szybkości, a piłka po niedokładnych zagraniach lądowała w rękach raz jednego, raz drugiego bramkarza.
Co ciekawe, stoicki spokój zachowywał mający zapewne nóż na gardle Marcelo Bielsa. Argentyńczyk oglądał spotkanie, siedząc spokojnie na ławce rezerwowych – dużo bardziej aktywny przy linii bocznej był Juan Garrido. W 38. minucie świetnym podaniem do Borjy popisał się Rossi, jednak Hiszpan nie zdołał opanować futbolówki. Athletic przeważał praktycznie we wszystkich statystykach. Pięć minut przed gwizdkiem kończącym pierwsze 45 minut w starciu z Amorebietą ucierpiał Nilmar, który przez kilkadziesiąt sekund zwijał się z bólu, po czym podniósł się i grał dalej. 43. minuta przyniosła nareszcie wyczekaną przez całe San Mames bramkę dla drużyny z Bilbao. Po dośrodkowaniu Markela Susaety piłkę do siatki wpakował rozpędzony Igor Gabilondo. Gdy upłynęła minuta doliczona do pierwszej części gry, sędzia z Galicji zaprosił piłkarzy do szatni.












