Athletic Bilbao wygrał 2:0 z Sevillą w bardzo ważnym spotkaniu 27. kolejki Primera Division. Dzięki temu zwycięstwu Baskowie awansowali na piątą pozycję w tabeli. W odniesieniu sukcesu gospodarzom bardzo pomogli goście – oprócz strzelenia gola samobójczego, stracili także dwóch napastników, Alvaro Negredo i Luisa Fabiano.
Spotkanie to miało przynieść odpowiedź, czy gospodarze zażegnali w końcu trwający od kilku spotkań kryzys i odniosą pierwsze od czterech meczów zwycięstwo – zwycięstwo bardzo potrzebne, jeśli Baskowie nadal chcieli walczyć o europejskie puchary. Kibice na San Mames najbardziej liczyli na Fernando Llorente, który zdobył gole w dwóch ostatnich meczach. Dla Sevilli z kolei po odpadnięciu z Ligi Europejskiej osiągnięcie jak najwyższego miejsca w lidze jest teraz priorytetem i to spotkanie z bezpośrednim rywalem o puchary musiała wygrać – żadnej ze stron remis nie interesował.

Gospodarze lepiej rozpoczęli to spotkanie, zaczynając atak na bramkę Varasa już od pierwszych minut i nie trzeba było długo czekać na groźną akcję. W 6. minucie najlepszą sytuację bramkową w pierwszej połowie miał Fernando Llorente, jednak jego strzał głową z dziesięciu metrów odbił się tylko od poprzeczki i wyszedł poza linię końcową – kibice i tak nagrodzili swojego ulubieńca brawami, gdyż mało kto potrafi oddać taki strzał, stojąc tyłem do bramki. Trzy minuty później sędzia został zmuszony do przerwania spotkania na kilka minut, gdyż po dośrodkowaniu z rzutu wolnego w polu karnym głowami zderzyli się Iraola z Negredo – napastnika Andaluzyjczyków, który długo nie był wstanie nawet się poruszyć, zabrano prosto z boiska do szpitala z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu, a jego miejsce kilka minut później zajął Fredric Kanoute.
Długa przerwa w grze mocno odbiła się na dyspozycji zawodników, gdyż przez kilkanaście kolejnych minut z boiska wiało nudą. W pierwszej połowie ujrzeliśmy zaledwie dwie groźne sytuacje – pierwsza w 23. minucie, kiedy Varas popisał się dobrą interwencją po strzale głową Javiego Martineza. Druga i ostatnia ciekawa akcja w pierwszej części spotkania miała miejsce w 39. minucie, a głównymi bohaterami znowu byli Baskowie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, w polu karnym ponownie najlepiej ustawiony był Fernando Llorente, jednak jego strzał głową minimalnie minął bramkę i do przerwy więcej podobnych sytuacji żadna ze stron sobie nie stworzyła. Pierwsza połowa bardzo rozczarowała kibiców, szczególnie tych z Andaluzji, którzy po przebyciu całego Półwyspu Iberyjskiego oglądali co najwyżej przeciętne widowisko w wykonaniu swoich ulubieńców.












