Athletic Bilbao pokonał na własnym stadionie Sporting Lizbona 3:1 i awansował do finału Ligi Europy. Pogromcy Manchesteru United 19 maja zmierzą się z Atletico Madryt, czeka nas więc hiszpańskie spotkanie finałowe.
Pierwszy mecz pomiędzy tymi zespołami zakończył się zwycięstwem Sportingu 2:1 przed własną publicznością. W tym spotkaniu Athletic musiał więc odrobić straty, jeśli marzył o występie w finale. Widać było to w mentalności zawodników z Hiszpanii, którzy od pierwszych minut szturmowali bramkę rywala. Już po 120 sekundach gry wywalczyli sobie pierwszy rzut rożny, którego nie potrafili jednak zamienić na gola. Kilka chwil później Llorente mógł skonstruować ładną akcję, ale zabrakło mu wsparcia kolegów, więc po jakimś czasie napastnik Athleticu stracił piłkę. W 6. minucie swoją szansę miał Sporting, ale po zamieszaniu w polu karnym fatalny strzał oddał kapitan zespołu, Anderson Polga. Już trzy minuty później po przeciwnej stronie boiska groźny strzał mógł oddać Llorente, jednak piłka trafiła w obrońców.
Pojedynek był rozgrywany w bardzo dobrym tempie, obydwa zespoły chciały atakować. Na pierwszą bramkę trzeba było czekać do 17. minuty. Trafienie to było takie jak cały dotychczasowy mecz – piękne, dynamiczne. Muniain dośrodkował piłkę w pole karne, gdzie klatką piersiową w kierunku Susaety zgrał ją Llorente. Ten bez przyjęcia uderzył w stronę bramki Sportingu, a żadnych szans na skuteczną interwencję nie miał Rui Patricio. Taki wynik dawał awans Athleticowi, ale już kilkadziesiąt sekund później goście z Lizbony mogli odpowiedzieć w zabójczy sposób. Pereirinha uderzył jednak minimalnie ponad poprzeczką.
Z czasem tempo meczu zaczęło spadać, piłkarze obydwóch drużyn szanowali piłkę, nie chcieli narażać się na popełnienie głupiego błędu. W 30. minucie futbolówka ponownie zatrzepotała w siatce Sportingu, ale sędzia odgwizdał spalonego, więc gol nie został uznany. Im bliżej było jednak do końca pierwszej połowy, tym odważniej Athletic zapędzał się w pole karne rywali. W 42. minucie przed świetną okazją do podwyższenia prowadzenia stanął Llorente, lecz był nieco zaskoczony dośrodkowaniem w jego kierunku i uderzył piłkę nieczysto, zdobywając jedynie rzut rożny. Jak to jednak w piłce nożnej bywa, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Nie inaczej było w tym wypadku. W 44. minucie Ricky van Wolfswinkel zdecydował się na płaski strzał z około 15 metrów, który zaskoczył defensywę Athleticu i wpadł do siatki. Odpowiedź gospodarzy była jednak błyskawiczna, jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania Ibanez znakomicie wykorzystał bardzo dobre podanie od Llorente. Do przerwy na tablicy świetlnej widniał więc wynik 2:1.
Druga połowa również rozpoczęła się od szturmu gospodarzy. W 47. minucie w dobrej sytuacji mógł znaleźć się Llorente, ale zagubił się z piłką. Pięć minut później strzału z bardzo ostrego kąta próbował Susaeta, ale nie udało mu się zdobyć bramki. Później rozpoczął się istny festiwal słupków – najpierw w 52. minucie powstrzymał on uderzenie Javiego Martineza, a trzy minuty później po przeciwnej stronie boiska uniemożliwił zdobycie gola Insule. W 70. minucie swoich sił po raz kolejny próbował Llorente, jednakże jego strzał głową powędrował w sam środek bramki strzeżonej przez Ruiego Patricio. Kilka chwil później ten sam golkiper popełnił koszmarny błąd podczas wyjścia z bramki przy rzucie wolnym. Na szczęście dla jego zespołu, rywale nie wykorzystali tego kiksa.










