Gdy we wrześniu AS Roma rozpoczynała swoją przygodę w Lidze Konferencji, w klubie bardzo sceptycznie podchodzili do nowych rozgrywek. Z czasem zaczęto je traktować z powagą, gdyż jest to jedna z możliwości zakwalifikowania się do Ligi Europy. W poprzedniej rundzie „Wilki” pewnie rozprawiły się FK Bodø/Glimt, teraz czeka na nich Leicester.
Praca Mourinho
Na początku maja nowym trenerem AS Roma został ogłoszony Jose Mourinho. Fani z nadzieją wybiegali w przyszłość, pokładali oni wielkie nadzieje w legendarnym szkoleniowcu. Po latach posuchy i słabym sezonie 2020/2021, który klub ze stolicy Rzymu zakończył dopiero na 7. miejscu, wszyscy oczekiwali zmian. Mieli nadzieję, że to właśnie Jose jest odpowiednią osobą do przeprowadzenia w klubie rewolucji. W końcu kto inny jak nie „The Special One”? Mimo zmian w drużynie specjaliści stawiali „Giallorossich” poza pierwszą piątką, czyli poza Ligą Mistrzów i Ligą Europy.
Portugalczyk zaczął od czystek w klubie. W ekipie zapanowały roszady, klub opuścili między innym Edin Dzeko, Pedro oraz Juan Jesus. W drugą stronę zaś zawitali: Rui Patricio, Tammy Abraham czy Kumbulla. Zespół wygląda dobrze, kibice, piłkarze, zarząd — wszyscy są zdania, że Roma Mourinho potrzebuje czasu. Na początku rundy jesiennej, po porażkach z Hellasem Werona, FK Bodø/Glimt czy Venezią, wydawać się mogło, że zespół zaczął się sypać przed zbudowaniem go. Wkrótce jednak wyniki uległy poprawie. Wciąż zdarzają się wpadki, ale mimo to wszystko idzie w dobrym kierunku.
Trener od razu zaczął wprowadzać swoje schematy taktyczne. Menadżer zawsze słynął z defensywnego stylu gry, obrona u obecnej ikony Rzymu zawsze odgrywała kluczową rolę. Nic więc dziwnego, że spore postępy poczyniła formacja defensywna zespołu. Rok temu po 34 kolejkach drużyna straciła łącznie 53 bramki, jest to o 13 więcej względem trwającego sezonu. W ofensywie zaś klub ze stolicy strzelił o dwa gole mniej. Stosunek bramek straconych do strzelonych jest jednak zdecydowanie lepszy. Przekłada się to na punkty, „La Magica” w porównaniu z poprzednim rokiem znajduje się o dwie lokaty wyżej, wtedy podopieczni Paulo Fonseci tracili dziesięć oczek do 6. miejsca, które było premiowane grą w eliminacjach do Ligi Europy.
Tammy Abraham nadzieją Romy
Gdy mówimy o dzisiejszej Romie, musimy wspomnieć o jednym z najlepszych transferów zeszłego lata. Tammy Abraham, bo o nim mowa, bardzo dobrze wszedł w sezon i stał się ulubieńcem kibiców. W tym sezonie umieszczał piłkę w siatce 24 razy, dołożył do tego dorobku także pięć asyst.
Kiedy szefowie klubu poinformowali o nowym nabytku, fani mieli nadzieję, że nie podzieli on losów Patrika Schicka. Wobec Czecha panowały wielkie oczekiwania, a ostatecznie zawiódł. Tym razem miało być inaczej, w końcu o transfer zabiegał sam „The Special One”. To on przekonał Anglika do zmiany klubu. Jak się okazało, była to kapitalna decyzja. Napastnik już kilkukrotnie ratował kolegów z drużyny. Między innymi mecze z Vitesse, Lazio czy dwukrotnie z Atalantą zostały wygrane dzięki sprytowi nowej „dziewiątki”. Strzelone gole i fenomenalne występy zaskutkowały wyróżnieniem, Tammy Abraham został wybrany na zawodnika marca w Serie A. Ważny jest fakt, iż piłkarz strzela coraz częściej, i jest to najprawdopodobniej zawodnik na wiele lat. Ma on 24 lata, a jego umowa obowiązuje do czerwca 2026 roku.











