Wyniki jakie są, każdy widzi. Arsenal wypadł z czwórki, przegrał z Tottenhamem. Na Emirates grobowe nastroje, widać smutne twarze kibiców spowodowane brakiem ich ukochanego klubu w Lidze Mistrzów. „Co my mamy robić w środę” – pytają. Bo przecież nie będą oglądać „Spurs” czy Chelsea. Jeden z nich postanowił w imieniu wszystkich fanów napisać list do Wengera.
Tytuł listu jest prosty, ale wiele mówiący: „Arsene, czy to ten sezon?”. Odnosi się on praktycznie do wszystkiego, co dzieje się teraz w klubie. Wspierający „Kanonierów” są niczym fani dobrego serialu – ciągle czekają na kolejny sezon. To już stary i bardzo oklepany żart, ale bardziej prawdziwy niż teksty o wiecznie czwartym Arsenalu.
Dziękujemy, że zostałeś
Nie opuściłeś nas w tak trudnym momencie, liczymy na to, że jeszcze dasz nam momenty radości i chwały
Nie opuściłeś nas w tak trudnym momencie, liczymy na to, że jeszcze dasz nam momenty radości i chwały. Wiemy, że większość trenerów poszłaby na łatwiznę – status wielkiej legendy i kryzys w klubie nakłoniłyby ich do rzucenia tego wszystkiego i odcinania kuponów gdzieś daleko, w ciepłych krajach. Zachowałeś się jak prawdziwy ojciec, którym dla większości drużyny jesteś. To przy Tobie zaistniał Henry, Bergkamp czy Lehmann. To Ty doprowadziłeś nas do wielu łez radości, kiedy zdobywaliśmy mistrzostwo Anglii, nie przegrywając nawet jednego spotkania. Ty poprowadziłeś nas do finału Ligi Mistrzów, gdzie niestety ulegliśmy Barcelonie. Ty niezmiennie od ponad 20 lat zasiadasz na ławce trenerskiej naszego klubu. Obecnie jest trudno, jest #WengerOut, ale wiedziałeś, że nie możesz nas teraz zostawić. Po Twoim odejściu nadeszłaby lawina nieszczęść i zatopienie klubu w środkowej części tabeli, tego My – prawdziwi kibice, jesteśmy pewni.
Początek dość zaskakujący, podziękowanie? To zrozumiałe. Wyobraźcie sobie, że jest Wam bardzo smutno, bo coś się Wam nie udaje, a na dodatek odchodzi od Was ktoś, kto jest z Wami ponad 20 lat, można się załamać, prawda?
Mamy napastnika!
W końcu do naszego klubu zawitał ktoś, kogo możemy nazwać „wielkim”. Na pewno ogromna w tym zasługa zakazu transferowego Atletico, ale wiedziałeś, kiedy wyczuć ten moment. Złożyłeś ofertę i jest. Lacazette u nas, brzmi jak abstrakcja. W końcu zrobiłeś coś, czego powinieneś dokonać już jakieś trzy lata temu, kupiłeś napastnika z prawdziwego zdarzenia. No cóż, lepiej późno niż wcale. Za to dziękować Ci nie będziemy, bo nie oszukujmy się – to był Twój obowiązek, trenerze.












