Presezon to zwykle olbrzymia szansa dla wychowanków na zaprezentowanie się swoim kibicom na całym świecie. Wobec natłoku presezonowych spotkań, najczęściej za granicami Europy, jest wręcz niemożliwe, by grał zawsze jeden skład. W obliczu sparingowego charakteru często narybek drużyn ma okazję wejść w buty, a raczej koszulki dotychczas dla nich niedostępne. Swoje pięć minut młodzi „Kanonierzy” wykorzystują pozytywnie.
Bardziej zagorzali kibice z baczną uwagą obserwowali już w poprzednich rozgrywkach epizody przyszłości klubu. Mimo że słowo „przyszłość” wydaje się wyświechtane, to jednak nawet jeśli tylko mały odsetek będzie decydował bezpośrednio o wynikach Arsenalu, pieniądze za tych, którzy odejdą, także wpłyną na klub. Londyńczycy mimo trudnych rywali w International Champions Cup radzili sobie nadzwyczajnie dobrze.
W starciu z Bayernem w pierwszej połowie gracze nominalnie pierwszego składu utrzymali bezbramkowy rezultat. Dopiero w drugiej połowie, w której wystąpili juniorzy, szala wyniku przechyliła się na stronę przyjezdnych z Anglii. W starciu z Fiorentiną, podczas którego niemal wyłącznie grał drugi czy nawet trzeci garnitur, londyńczycy pozostawili po sobie niezłe wrażenie, wygrywając 3:0. Turniej dla Arsenalu skończył się jatką z Realem, w której już pierwsze skrzypce grali znani i doświadczeni.
Atak zabezpieczony na lata
Największy ból głowy Unaiowi Emery’emu przyniosła postawa Edwarda Nketiah. Ten 20-letni Anglik bez kompleksów pokazał się dosyć sporej amerykańskiej publiczności. Strzelił gola podczas dziesięciominutowego występu Bayernowi oraz dwa Fiorentinie i udowodnił, że wchodząc z ławki za megagwiazdorów – Aubemayenga i Lacazette’a – może sporo dać drużynie w lidze. Już w poprzednim sezonie w ostatnim meczu ucieszył kibiców pierwszą oficjalną bramką. Ten ból głowy menedżera może być spowodowany jedynie tym, że Hiszpan doskonale zdaje sobie sprawę, że „kiszenie” takiego talentu na ławce może skończyć się źle. Każdy lepiej ogarnięty kibic, a co dopiero trener, wie, że w tym wieku zawodnik najlepiej rozwija się poprzez regularną grę. Chętnych na niego z pewnością nie brakuje.
Jego bezpośrednimi konkurentami do miejsca w kadrze „Kanonierów” są Joseph Willock i Bukayo Saka. Pierwszy z nich znajduje się dość wysoko w młodzieżowej hierarchii u Emery’ego. Miał okazję zagrać w każdym z presezonowych spotkań swojej drużyny. W tym roku zadebiutował w Premier League, a nawet w finale europejskich rozgrywek, gdzie w Baku rozegrał 14 minut. Mimo lepszej postawy Nketiah to Willock powinien być wciąż spośród nich pierwszym kandydatem do wejścia z ławki. Co do Saki, to młodszy wiekiem i stażem w drużynie zawodnik już w tym sezonie może wyżej wymienionym deptać po piętach. Jeśli chodzi o młode zaplecze napastników, Arsenal nie powinien mieć obaw na lata.
Brazylijskie antidotum
Jak wie każdy szanujący się fan Premier League i Arsenalu, klub od lat boryka się z problemem ze skrzydłowymi. Nowe letnie wzmocnienie z Hoffenheim może okazać się lekarstwem na tę przypadłość. Chodzi mianowicie o Nelsona, czyli zawodnika o iście brazylijskiej technice. Już od pierwszych minut nie miał kompleksów i czy to w starciu z Bayernem, w którym wszedł z ławki, czy w kolejnych pokazał swoją przydatność do zespołu. Jeśli ktoś w tym wieku rozgrywa 23 spotkania w Bundeslidze i strzela siedem bramek, podczas których w większości z nich wchodzi z ławki, to sam ten fakt świadczy o pewnej klasie. Na udowodnienie jej liczą fani londyńczyków, a mają ku temu wielkie powody.











