Arkadiusz Onyszko: Sousa zachował się jak młody trener [WYWIAD]


Arkadiusz Onyszko w rozmowie z iGol.pl podzielił się swoimi uwagami co do decyzji personalnych Paulo Sousy

30 marca 2021 Arkadiusz Onyszko: Sousa zachował się jak młody trener [WYWIAD]
Twitter Arkadiusz Onyszko/sempremilan.com

Pierwszym meczom Paulo Sousy towarzyszy wiele kontrowersji. Eksperci dyskutują między sobą o stylu reprezentacji i zastanawiają się, czy pomysł portugalskiego szkoleniowca na pewno przyniesie odpowiednie efekty. W rozmowie z iGol.pl swoimi przemyśleniami podzielił się również Arkadiusz Onyszko, czyli trener bramkarzy Motoru Lublin oraz były reprezentant Polski.


Udostępnij na Udostępnij na

Arkadiusz Onyszko rozmawiał z nami jeszcze przed meczem z Andorą.

Jakie są Pańskie pierwsze wrażenia dotyczące reprezentacji pod wodzą Paulo Sousy?

Pierwszy mecz zbytnio mnie nie porwał. Jeżeli chodzi o te zmiany, których dokonał trener, to nie wiem, skąd on je wziął. Doświadczony trener nie powinien popełniać takich błędów, że Kamila Glika sadza na ławce rezerwowych, a w ważnym meczu wprowadza debiutanta. Patrząc na bramki, które straciliśmy, to Helik zrobił błędy niczym środkowy obrońca w zespole juniorskim. Już dawno nie widziałem, żeby zawodnik na takim poziomie tak źle zachowywał się w poszczególnych sytuacjach. To było dla mnie przerażające.

M.in. postawa obrony ponownie budzi wątpliwości, czy nasza reprezentacja jest na pewno gotowa do gry wahadłami.

To jest złożony proces. Żeby grać wahadłami, przede wszystkim większość zawodników musiałaby choć raz spotkać się z takim ustawieniem w klubach. Po trzech dniach wspólnego treningu to było karkołomne ustawienie trenera Sousy. Trener Sousa jest człowiekiem, który był już w niejednym zachodnim klubie. Ma duże doświadczenie jako zawodnik i trener, na pewno większe niż Jerzy Brzęczek. Nie przystoi mu popełniać takich błędów. Ma ogromne szczęście. Jakby nasza drużyna przegrała, to byłoby mu bardzo trudno wszystko podnieść i udowodnić, że zasługuje na kredyt zaufania.

Warto też zwrócić uwagę, że w meczu z Węgrami bardzo słabo zaprezentował się Wojciech Szczęsny. Pan już wspominał o tym w jednym z wywiadów.

Nie wiem, czy Wojtek się na mnie obrazi, ale trzeba stwierdzić fakty. Tego typu bramkarz nie może robić takich błędów. Dym zaczął się od pierwszego zagrania, kiedy Krychowiak pod presją dostał piłkę od Wojtka Szczęsnego na dwudziestym metrze. Jak widzieliśmy – piłkę stracił, był rzut wolny. Później, jak Wojtek zbierał się do tej piłki, to już był dla mnie sygnał, że albo jest zdenerwowany, albo nie jest w formie.

Pierwsza bramka, którą puścił – dostał piłkę w bliższy róg, który powinien zabezpieczyć. Nikt o tym nie mówi, ale on w momencie strzału spodziewał się, że piłka będzie uderzona po dalszym słupku i przełożył ciężar ciała na prawą nogę. Dlatego jego interwencja wyglądała tak dziwnie. On rzucił się dopiero, jak piłka praktycznie była już w siatce. Późniejsze zdarzenia, np. jego wybicia piłki, też pokazują, że to był bardzo słaby mecz w jego wykonaniu. Stracone bramki to były sytuacje, przy których tak naprawdę nie dotknął piłki.

Jerzy Brzęczek za swojej kadencji stosował rotację na tej pozycji. Sousa chyba zamierza mocniej postawić na Szczęsnego. Myśli Pan, że zdecydowany numer jeden w bramce jest dobrym rozwiązaniem?

Proszę sobie wyobrazić, że pracuję w klubie i mówię: „Wiecie co? Pierwszym bramkarzem jest ten albo ten”. Proszę mi powiedzieć, jaka jest później rywalizacja na treningach pomiędzy tymi piłkarzami? Nie ma żadnej. Bo drugi bramkarz sobie myśli: „Czego ja bym nie zrobił, to i tak będzie bronił tamten”. To jest w moim przekonaniu złe. Jak jest doza niepewności, to bramkarze, którzy przyjadą na zgrupowanie reprezentacji, jakoś walczą. To są tylko trzy dni, ale po treningu widać, kto jest w jakiej formie. Dlatego uważam, że wyraźne postawienie na Szczęsnego na pewno mu nie pomogło. Nie ułatwiło to zadania także tym bramkarzom, którzy są powołani i nie grają w meczach.

Trenerzy Nawałka, Brzęczek i teraz Sousa mieli ogromne szczęście, że posiadali w kadrze takiego dżentelmena jak Łukasz Fabiański. Jakby trafili na bramkarza o charakterze np. Artura Boruca, to nie byłoby tak łatwo. Gdyby Artur dowiedział się, że Szczęsny jest pierwszym bramkarzem, to zapewne nie kryłby swojego niezadowolenia. Fabiański nie odzywa się, akceptuje tę sytuację, a i tak później wchodzi do bramki i broni w niej cały czas.

Pan wspomniał wcześniej, że obrona w ogóle nie funkcjonowała. A co Pan sądzi o ataku? Ja osobiście zauważyłem, że Lewandowski i Milik bardzo często schodzili na skrzydła i do środka pola. Nie uważa Pan, że nie powinni marnować energii podczas walki w takich sektorach boiska?

Wydaje mi się, że to bardziej wynikało z frustracji. Widziałem, że Robert Lewandowski był bardzo sfrustrowany. Nie dość, że za każdym wejściem dostawał w głowę, to jeszcze prawa strona prawie w ogóle nie funkcjonowała. Lewa też nie funkcjonowała. Milik i Lewandowski nie otrzymywali żadnych piłek w pole karne. W pierwszej połowie nie otrzymali ani jednej piłki. I Lewandowski, zamiast operować w polu karnym lub przed polem karnym, schodził i w pewnym momencie grał jako „ósemka”. Chciał tę piłkę rozgrywać. On w ogóle nie jest do tego stworzony. On powinien stać w boksie i kiedy piłka gdzieś spadnie, to tam być. Szymański nie funkcjonował w ogóle. Nie było go. Trzeba jasno powiedzieć, że w pierwszej połowie graliśmy w dziesięciu. Reca coś tam próbował grać.

Jego statystyki były bardzo słabe.

Mieliśmy ogromny problem, żeby przytrzymać piłkę, zwłaszcza w środkowej strefie. Zieliński biegał na boku, gdzie moim zdaniem źle się czuje. W konsekwencji musiały zostać przeprowadzone roszady. Helik miał żółtą kartę. Jakby nie wszedł Glik, to skończyłoby się czerwoną kartką. Każdy widział, że Szymańskiego również nie było. Trzeba było coś na prawej stronie zmienić. Za Brzęczka zapewne w ogóle nie byłoby takiej sytuacji, bo wtedy na tej pozycji zagrałby Jóźwiak. Nie grałby też Helik, tylko Glik. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że Jerzy Brzęczek ogłosiłby, że w tak ważnym meczu gra debiutant zamiast Glika.

Nawet nie chcę myśleć, co wtedy pisałaby prasa. Pisałaby pewnie, że on się nie zna, że to najgorszy trener w historii. Zrobił to Sousa – zremisował 3:3 i wszyscy biją mu brawo. To jest niewiarygodne, jak nasze społeczeństwo postrzega pewne rzeczy. Podczas meczu z Węgrami trochę podpuszczałem na Twitterze i nieźle się przy tym bawiłem. Patrzyłem na reakcje ludzi. To jest niesamowite, jakie my mamy poczucie niższości jako Polacy. Nam się wydaje, że osoby z zagranicy są niewyobrażalnie lepsze, inteligentniejsze i bardziej doświadczone. Ja się z tym nie zgadzam i chyba nigdy nie zgodzę.

Trener Sousa chce zrobić rewolucję taktyczną. Widać, że zawodnicy jeszcze dobrze tego nie rozumieją. Ponownie pojawia się pytanie, czy przy tak krótkim czasie do najbliższego Euro warto było zwalniać trenera Brzęczka.

Moje zdanie się nie zmienia. Dla mnie to był ogromny błąd. Śmieszą mnie takie opinie, że zmieniono trenera Brzęczka, żeby uniknąć kompromitacji. No to ktoś jest albo Copperfieldem, albo wróżką, że on wie, co będzie za jakiś czas. Zwłaszcza że Jurek w cuglach wygrał eliminacje. Straciliśmy łącznie tylko trzy bramki. A tu straciliśmy trzy bramki w jednym meczu. Nie ma szansy, żeby teraz trener Sousa nagle wprowadził system z trójką obrońców i dwoma wahadłowymi. On polega na inteligencji zawodników, którzy teraz grają w naprawdę niezłych klubach, i wierzy, że oni podołają tej taktyce. Ale po prostu nie ma na to czasu. Ja się nie oszukuję, to jest niemożliwe.

Podsumowując, jest Pan optymistą czy pesymistą co do przyszłych poczynań Paulo Sousy?

Nie jestem osobą, która czeka, żeby mu się nie powiodło. Ale skoro była tak ogromna krytyka na polskiego trenera, który wprowadził drużynę na mistrzostwa Europy, a potem został zwolniony, to od zagranicznego selekcjonera z niepowtarzalnym doświadczeniem musimy wymagać jak najwięcej. Ja daję Sousie kredyt zaufania, ale mecz z Węgrami w jego wykonaniu był taktycznie bardzo słaby. On zachował się jak młody trener, który pierwszy raz w karierze obejmuje drużynę i patrząc po treningach, wprowadza zawodników do drużyny. Ludzie mogą mu podpowiadać, że ktoś się nie sprawdził, ale on w swoich pierwszych dniach dalej uważa, że coś powinno w dany sposób wyglądać.

Jestem negatywnie zaskoczony, że poprzez treningi i po obejrzeniu kilku meczów Helika w lidze angielskiej dał się podpuścić i posadził na ławce człowieka bardzo doświadczonego, a wstawił debiutanta. Próbuję znaleźć jakiś motyw, bo nie jestem w kadrze i nie wiem, co tam się dzieje. Trener tłumaczył się, że potrzebował wysokiego zawodnika. Ale jak popatrzymy na „dziewiątkę” z Węgier, który jest chyba najgorszym napastnikiem w Bundeslidze (Adam Szalai – przyp. red.), to on w tym meczu nieźle grał. Potrafił utrzymać piłkę, zgrać, wychodził na pozycję. Na tle Helika był profesorem.

Komentarze
AZARIASZ (gość) - 2 tygodnie temu

Nie chcę nikogo obrażać ale cyrk w Budapeszcie zawdzięczamy tylko jednej osobie i to z funkcji , imienia i nazwiska ( nie licząc piłkarzy typu Reca co ,, kryje rywala '' we własnym polu stojąc przed nim i tracąc kontrolę jak junior ) czyli Prezesowi PZPN Zbigniewowi Bońkowi. Kiedy mu mówiono by Brzęczka nie zatrudniał WIEDZIAŁ SWOJE... Kiedy mu mówiono w odpowiednim czasie by Jurka zwolnił WIEDZIAŁ SWOJE... Kiedy mu mówiono żeby broń Boże przed Eliminacjami do Mundialu nie zwalniał Wujasa też WIEDZIAŁ SWOJE... Efekt tego ,, profesjonalizmu '' władz PZPN ? Ten który każdy kto ma choć 1 % rozumu przewidywał - Nowy Selekcjoner który chciał dostać robotę i zgodził się na żałosne warunki pracy ( które by wyśmiał jako potwarz każdy inny nie będący na musiku coach ) a zatrudniony na ostatnią chwilę nie ma rozeznania kim i jak grać i eksperymentuje w meczu o punkty. W meczu nie o 3 a o 6 punktów. I tym samym o mało nie przesrane EMŚ zanim na dobre się zaczęły. Fura farta , indywidualne umiejętności Jóźwiaka , Lewego , Piątka i rywal grający na 50 % a skupiony głównie na chamskich faulach. Ta remiso/porażka to Pańska ,, zasługa '' Panie Boniek i takie są brutalne fakty. Głupia pycha , głupi upór i głupia bufonada zebrały dziś żniwo. I rację można przyznać tym którzy od dawna śmieszkowali że można zmienić logo , można zmienić ludzi , można zmienić pijar , można zmienić styl , można zmienić garnitury i nawyki ale PZPN i tak pozostanie PZPN-em. I brawa dla części graczy i dla Sousy że mimo tego rowu który im wykopał miłościwie panujący ZIBI dobrze wiedząc że w niego wpadną ( chyba że nie wiedział czyli jest idiotą ) odratowali sytuację Reprezentacji i wyszli z tego... ⚽

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze