Arka Gdynia dość pechowo zremisowała z Kolejarzem Stróże. Wyrównane spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1, a bramki strzelali Marcin Radzewicz i Maciej Kowalczyk. Co ciekawe, obydwa gole padły w doliczonym czasie gry.
Pierwszą sytuację, która mogła przynieść gola, Arka stworzyła w 2. minucie meczu. Po faulu na Nwaogu arbiter podyktował rzut wolny, jednak dośrodkowanie Marcina Radzewicza wylądowało prosto w rękach Konrada Forenca. Na spotkanie z lekkim opóźnieniem dotarła delegacja kibiców Arki. W Stróżach pojawiło się ok. 70 osób. Wsparła je także zgoda z Krakowa. W sumie na trybunach zasiadło ok. 1000 widzów.

Początek meczu to typowe badanie się przez obydwie drużyny. Wymiana piłek między pomocnikami, defensorami i ogólnie asekurancka gra. 10. minuta przyniosła dobrą okazję gospodarzom. Z lewej strony dośrodkowywał Wolański, w polu karnym najlepiej znalazł się Krzysztof Gajtkowski, ale jego strzał poleciał obok bramki. Kilka minut później w wyśmienitej sytuacji znalazł się Mateusz Szwoch. Młody gracz otrzymał wrzutkę na szósty metr i wystarczyło mu tylko dołożyć nogę. Szwoch wybrał rozwiązanie siłowe i wykopał futbolówkę poza boisko. Nawet 19-letni zawodnik nie ma prawa marnować tak świetnych okazji.
Po zmarnowanej stówce przez Szwocha Arka złapała wiatr w żagle. Nwaogu w 20. minucie ograł w polu karnym dwójkę defensorów Kolejarza, znalazł się przy linii końcowej i został zmuszony do odegrania. Do kopniętej przez czarnoskórego piłkarza piłki dopadł jednak Szufryn i zażegnał niebezpieczeństwo.
Kolejarz mógł świetnie odpowiedzieć. Janusz Wolański otrzymał dobrą piłkę, którą uderzył z woleja. Ta przeleciała nad bramkarzem i odbiła się od poprzeczki, po czym opuściła boisko.
Na pięć minut przed gwizdkiem obwieszczającym koniec pierwszej połowy 19-letni Mateusz Szwoch znalazł się w kolejnej doskonałej sytuacji. Młody piłkarz otrzymał piłkę na szesnasty metr boiska, jednak nie zauważył wysuniętego Forenca i zdecydował się na strzał po ziemi. Uderzył jednak zbyt lekko, przez co bramkarz klubu ze Stróż z łatwością poradził sobie ze strzałem.

Młody gracz zrehabilitował się 120 sekund później. W polu karnym świetnie znalazł Marcina Radzewicza, wysunął mu piłkę, a ten mocnym strzałem umieścił ją w siatce. Gol do szatni na pewno był dobrą wiadomością dla gości.











